Midsommar kojarzy się z seksualnością, płodnością i dziką przyrodą. To święto, które celebrowane jest w taki sposób, że możemy pozwolić sobie na oddanie mu hołdu. Ludzie nie tylko zależą od natury, ale sami są jej częścią, wywodzą się z dzikiego lasu – pisze profesor religii David Thurfjell dla dziennika Dagens Nyheter.
- Kiedy obchodzimy Midsommar w 2026 roku
- Skąd właściwie wzięło się to święto
- Mit, który nie chce umrzeć: czy słup to symbol falliczny?
- Ogień, taniec i wspólnota wiejska
- Magia nocy i kwiaty pod poduszką
- Stół midsommarowy: śledź, młode ziemniaki i snapsvisor
- Współczesność: między tradycją a komercją
- Dzikość, która jednak nie jest tak dzika, jak myśleliśmy
Późnym latem, podczas nocnych obchodów Midsommar, unosi się wyjątkowa atmosfera. Ludzie kontynuują rozmowy i napełniają kieliszki, nawet gdy robi się już późno. Czujemy, że nadszedł wyjątkowy stan. W tej nocy, myślimy sobie, nie musimy spać, nie musimy podlegać obowiązkom i konsekwencjom. W tej nocy zasady są inne niż zwykle.
„Sentymentalnie wspominam czasy, gdy moja inspiracja była tak silna, że nigdy nie kładłem się spać. To były noce, gdy ktoś wpadał na pomysł, by popływać po ciemku, biegać nad jeziorem i skakać do wody, a potem iść dalej z rozpiętą koszulą i piaskiem w skarpetkach. Poranki spędzone na siedzeniu na leśnym wzgórzu i paleniu papierosów, gdy słońce powoli wschodziło na niebie. Nie ma wielu racjonalnych argumentów przemawiających za działaniem w takie noce, ale te doświadczenia należą do moich najpiękniejszych wspomnień, chwil, w których czułem się najbardziej żywy, najwolniejszy” – wspomina profesor religii David Thurfjell.
Kiedy obchodzimy Midsommar w 2026 roku
W 2026 roku midsommarafton – czyli właściwy wieczór świąteczny, podczas którego dzieje się większość obchodów – wypada w piątek 19 czerwca, a midsommardagen, czyli sam dzień wolny od pracy, w sobotę 20 czerwca. To najwcześniejszy możliwy termin w kalendarzu: midsommardagen zawsze przypada w sobotę między 20 a 26 czerwca, więc rok 2026 jest wyjątkowy – święto niemal pokrywa się z astronomicznym przesileniem letnim, które przypada około 21 czerwca. Oznacza to, że światła jest wtedy najwięcej, co jest jednym z powodów, dla których Midsommar tak silnie kojarzy się z jasnymi nocami, magią i nadziejami.
Co istotne, choć to sobotni midsommardagen jest oficjalnym dniem świątecznym, to właśnie piątkowy wieczór – midsommarafton – jest dniem, w którym Szwecja naprawdę świętuje. Formalnie nie jest to dzień wolny od pracy, ale w praktyce większość miejsc pracy jest tego dnia zamknięta.
Skąd właściwie wzięło się to święto
Przez długi czas istniało przekonanie, że święto Midsommar nie jest przede wszystkim świętem chrześcijańskim, lecz czymś znacznie starszym – związanym z tradycjami i tematami, których Kościół nie był w stanie w pełni zaadaptować: seksualnością, płodnością i dziką przyrodą. Rzeczywistość, jak to zwykle bywa z folklorem, jest bardziej złożona i ciekawsza niż popularny mit.
Sam termin „Midsommar” ma korzenie językowe sięgające bardzo daleko. Słowo wywodzi się od staroangielskiego „midsumor”, oznaczającego „środek lata”, używanego już w IX wieku. Do współczesnej szwedczyzny trafiło za pośrednictwem staroszwedzkiego „miþsumar”, stosowanego między XIII a XVI wiekiem. Najstarsze nordyckie źródła pisane wzmiankujące obchody Midsommar to XIII-wieczne islandzkie sagi królewskie.
W chrześcijaństwie święto od wieków było powiązane z Janem Chrzcicielem, który według tradycji urodził się sześć miesięcy przed Jezusem – czyli 24 czerwca. Sam dzień stał się czerwonym, ustawowo wolnym dniem w Szwecji dopiero w 1953 roku – wtedy też przesunięto go z 24 czerwca na sobotę najbliższą przesileniu, czyli na okres między 20 a 26 czerwca. Sąsiednie kraje nordyckie wciąż odnoszą się do tego dnia w sposób wyraźnie wskazujący na ten związek: Sankt Hans w Norwegii i Danii, Juhannus w Finlandii, Jónsmessa w Islandii i Jaanipäev w Estonii.
Jednak sam pomysł na rozpalanie ognisk i stawianie ozdobionych słupów przyszedł do Szwecji wcale nie z głębi pogańskiej przeszłości skandynawskiej, ale – co może być zaskoczeniem – z zewnątrz. Tradycja stawiania majowego słupa (majstång) prawdopodobnie dotarła do Szwecji z Niemiec w średniowieczu, gdzie ludzie chodzili od domu do domu „śpiewając maj” i witając w ten sposób nadejście lata. Eksperci z Nordiska museet idą o krok dalej w odbrązawianiu mitu starożytności tego zwyczaju: najwcześniejsze źródło pisane na ten temat pochodzi dopiero z 1555 roku, gdy pewien biskup opisał, jak ludzie w wigilię Jana Chrzciciela zbierali się i tańczyli w świetle ognisk. Wszystko, co wcześniejsze, pozostaje czystą spekulacją z braku źródeł.
Mit, który nie chce umrzeć: czy słup to symbol falliczny?

To być może najbardziej rozpowszechniony mit dotyczący Midsommar – i jednocześnie najsolidniej obalony przez badaczy. Przez dekady powtarzano, że ozdobiony kwiatami i liśćmi słup majowy to w istocie symbol falliczny, pozostałość po starożytnym kulcie płodności sprzed nawrócenia Skandynawii na chrześcijaństwo.
Etnolodzy z Nordiska museet – szwedzkiego muzeum dziedzictwa narodowego, dysponującego jednym z najbogatszych archiwów dotyczących ludowych tradycji w kraju – stanowczo temu zaprzeczają. Jonas Engman, kustosz muzeum, nie zostawia złudzeń: to pobożne życzenie niektórych, czysty wymysł. Pod względem naukowym nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, by ludzie kiedykolwiek kojarzyli słup majowy z fallusem. Skąd więc ten mit się wziął? Wieńce i poprzeczna belka pojawiły się na słupach dopiero na początku XIX wieku, na dworach ziemiańskich i w wyższych warstwach społecznych. Poprzeczka tworząca kształt krzyża oraz wieńce wokół pnia sprawiły, że zaczęto doszukiwać się w nich znaczeń religijnych – a stąd już krótka droga do interpretacji fallicznej.
Jeszcze dobitniej ujmuje to samo muzeum w innym materiale: powiązanie słupa majowego z fallusem nie pojawia się nigdzie w bogatych źródłach archiwalnych Nordiska museet. Co prawda płodność jest obecna jako motyw – w postaci zazieleniania słupa i nadziei na dobry zasiew, wzrost roślin i przyszłe zbiory – ale należy to wiązać z trudnymi warunkami społeczeństwa rolniczego, w którym magia była raczej sposobem na oswojenie nieprzewidywalności życia, niż z jakimś nieświadomym, odziedziczonym kultem płodności.
Podobne stanowisko prezentują badacze w Finlandii. Niklas Huldén, archiwista w archiwum kulturoznawczym Åbo Akademi, przyznaje, że nigdy nie natrafił na żadne dawne źródła interpretujące słup majowy jako symbol falliczny, choć faktycznie dawniej powszechnie stawiano najróżniejsze słupy, by zasygnalizować trwającą zabawę – na przykład podczas wesel obierano świerki ze szpilek i ustawiano je przed miejscem uroczystości.
Co ciekawe, sama nazwa, której dziś używamy zamiennie – majstång (słup majowy) i midsommarstång (słup midsommarowy) – też miała swoją ewolucję. Określenie „majstång” było powszechnie stosowane jeszcze w latach 70. i 80. XX wieku, a samo słowo „maja” oznacza po prostu „zdobić, stroić w liście” – stąd „śpiewanie maja” przy wędrówce od domu do domu w średniowiecznych Niemczech.
To jednak nie znaczy, że erotyzm i romantyzm są Midsommar zupełnie obce – po prostu działają inaczej, niż sugeruje mit o słupie. Jak podsumowuje to sam Engman: w naszych czasach chętnie kojarzymy noc Midsommar z romantyzmem, a może nawet erotyzmem, ale to już zupełnie inna historia – nie sięgająca tysięcy lat wstecz, lecz będąca raczej współczesną, kulturową naroślą na starszym, prostszym święcie wegetacji i przesilenia.
Ogień, taniec i wspólnota wiejska
Niezależnie od dokładnego pochodzenia poszczególnych elementów, Midsommar od wieków pełniło funkcję ważnego punktu zwrotnego w roku rolniczym. W społeczeństwie przedindustrialnym Midsommar oznaczało przełom w cyklu prac polowych, a sama noc midsommarowa uchodziła za pełną magicznych mocy i istot nadprzyrodzonych.
Ważnym elementem święta były – i wciąż są – tańce i zabawy odbywające się wokół słupa. Najbardziej charakterystyczny jest taniec „Små grodorna” („Małe żabki”), w którym uczestnicy kucają, podskakują i poruszają ramionami jak żaby. Skąd ten dziwaczny zwyczaj? Odpowiedź jest zaskakująco prozaiczna i wcale nie sięga zamierzchłej przeszłości: melodia do piosenki „Små grodorna” pojawiła się po raz pierwszy w śpiewniku w latach 20. XX wieku, a wywodzi się z pieśni, którą brytyjscy żołnierze śpiewali jako szyderczą piosenkę o Francuzach podczas wojen napoleońskich w XIX wieku. Dopiero w Szwecji zaczęto kojarzyć ją z Midsommar i tańczyć przy niej, udając żaby. Jak zauważa Engman, zmiana postaci z człowieka w zwierzę to podstawowy motyw rytuałów, zarówno historycznie, jak i w skali globalnej – staje się rodzajem maskarady, a przy okazji po prostu dobrej zabawy.
Często organizowano też przy okazji zawody i gry – skoki przez ognisko, wyścigi, przeskakiwanie przez płoty i ogrodzenia. Wszystko to miało wprowadzać radość, wspólnotę i integrację społeczności wiejskich, w czasie gdy najcięższa praca sezonowa – sianokosy – dopiero czekała.
Magia nocy i kwiaty pod poduszką
Wierzono, że w noc Midsommar granica między światem ludzi a światem duchów staje się cieńsza. To wtedy młode kobiety zbierały – w milczeniu, najlepiej po przejściu przez siedem różnych miedz lub płotów – siedem (czasem dziewięć, w zależności od regionu i źródła) rodzajów polnych kwiatów i układały je pod poduszką, wierząc, że we śnie ukażą im się twarze przyszłych partnerów. Ten zwyczaj ma korzenie przedhistoryczne i pierwotnie wiązał się z płodnością oraz mocą słońca – choć, jak już wiemy, niekoniecznie w sposób, jaki sugeruje popularna wyobraźnia.
Współcześnie ten rytuał przetrwał niemal w niezmienionej formie i pozostaje jedną z najchętniej kultywowanych tradycji – bukiety polnych kwiatów są podczas Midsommar wszechobecne, niezależnie od tego, czy ktoś faktycznie wierzy w ich magiczną moc, czy traktuje to jako miły, sentymentalny zwyczaj.
Stół midsommarowy: śledź, młode ziemniaki i snapsvisor

Żadne szwedzkie święto nie istnieje bez odpowiedniej oprawy kulinarnej, a Midsommar ma swój własny, zaskakująco jednolity w całym kraju, kanon potraw. Absolutną podstawą jest marynowany śledź w wielu odmianach – większość stołów midsommarowych ma przynajmniej trzy do czterech rodzajów, wśród których króluje śledź musztardowy o łagodnym, słodko-musztardowym smaku. Do tego podaje się młode ziemniaki z koperkiem i masłem, gęstą śmietanę (gräddfil), chrupki chleb żytni (knäckebröd) oraz na deser truskawki ze śmietaną.
Same truskawki bywają zresztą tematem osobnej, dorocznej dyskusji – Szwedzi co roku spierają się, czy truskawki na ich stole są naprawdę krajowe, czy też pochodzą z Gotlandii lub Smalandii, a wielu jest gotowych zapłacić więcej za prawdziwie lokalne owoce.
Nieodłącznym elementem uczty jest też alkohol – a właściwie rytuał jego spożywania. Kieliszek schłodzonej wódki ziołowej (snaps) wypija się do śledzia, a przed każdym kieliszkiem śpiewa się krótką piosenkę biesiadną, tzw. snapsvisa, co podtrzymuje radosną atmosferę przy stole. Sama tradycja snapsvisor wcale nie jest jednak ludowa w sensie wiejskim – jej korzenie sięgają XIX-wiecznej szwedzkiej kultury studenckiej, skąd z czasem przeniknęła do świątecznych stołów w całym kraju. Najsłynniejszą z takich piosenek jest dziś „Helan går”.
Współczesność: między tradycją a komercją
Współcześnie Midsommar jest nadal żywo obchodzone w Szwecji i pozostałych krajach skandynawskich, choć forma i intensywność celebracji różnią się w zależności od regionu i pokolenia. Jest dziś również ważnym elementem międzynarodowej tożsamości Szwecji – turyści z całego świata przyjeżdżają, by doświadczyć tego święta, zwłaszcza tradycyjnych obchodów w Dalarnie. Midsommar stało się swego rodzaju kulturową marką, w której obraz wianków kwiatowych, tańczących ludzi i jasnych nocy rozprzestrzenia się przez filmy, książki i reklamy turystyczne.
Pomimo historycznego rodowodu, Midsommar jest dziś przede wszystkim świętem rodzinnym i towarzyskim – wiele osób wyjeżdża do domków letniskowych, zaprasza przyjaciół albo świętuje w ogrodach, organizując zabawy zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Wielkość obchodów bywa bardzo różna, ale ich sednem pozostaje wspólnota i poczucie, że lato właśnie rozkwitło w pełni.
Jest też i druga strona medalu – coraz silniejsza komercjalizacja. Firmy i sklepy traktują dziś Midsommar jako okazję marketingową niemal na równi z Bożym Narodzeniem: oferują rabaty na kwiaty, dekoracje i ubrania, sprzedają gotowe „zestawy midsommarowe” z materiałami do wiązania wianków czy żywnością na piknik. To znak, że nawet najbardziej zakorzenione w ludowej tradycji święto nie jest odporne na logikę współczesnego konsumpcjonizmu.
Dzikość, która jednak nie jest tak dzika, jak myśleliśmy

Wracając do słów Davida Thurfjella, z których wyszliśmy: w Midsommar wciąż jest coś, co pozwala ludziom poczuć się – choćby na jedną noc – wolniejszymi, bliższymi naturze, mniej skrępowanymi zasadami codzienności. To uczucie jest prawdziwe i warte celebrowania.
Ale ciekawe jest też to, czego nauka o tym święcie nas uczy: wiele z najbardziej „pierwotnych” i „dzikich” elementów Midsommar – falliczny słup, tysiącletnia ciągłość obrzędu, żabi taniec jako starożytny rytuał transformacji – okazuje się znacznie młodszych i bardziej przypadkowych, niż chcielibyśmy wierzyć. Słup przyszedł z Niemiec w średniowieczu. Interpretacja falliczna to wynalazek XIX-wiecznych elit ziemiańskich. Piosenka o żabkach to przerobiona melodia z napoleońskich wojen. Sama nazwa „święta narodowego par excellence” w Szwecji ma stosunkowo świeżą, XX-wieczną historię jako dzień ustawowo wolny.
To nie umniejsza magii tej nocy – być może wręcz przeciwnie. Midsommar pokazuje, jak żywe tradycje nieustannie się przekształcają, zapożyczają, obrastają nowymi znaczeniami i wciąż na nowo łączą ludzi wokół tych samych, uniwersalnych potrzeb: bliskości z naturą, wspólnoty przy stole i odrobiny nocnej swobody, gdy słońce nie chce w ogóle zajść.
