W Szwecji od dłuższego czasu brakuje preparatów estrogenowych stosowanych w leczeniu objawów menopauzy. Kobiety, które nie mogą dostać swoich leków w krajowych aptekach, jeżdżą po nie do Niemiec, Belgii i Norwegii – często płacąc wielokrotnie więcej niż w Szwecji. Sprawę jako pierwsza nagłośniła redakcja TV4 Nyheterna.
Reporterzy TV4 skontaktowali się z wieloma kobietami, które opisują, ile czasu i energii pochłania szukanie preparatów estrogenowych. Słyszą, że leki są niedostępne praktycznie w każdej aptece w całym kraju. Jedna z kobiet przyznała, że sprawdza dostępność leków na stronie fass.se i w aptekach internetowych dosłownie dziesięć razy dziennie i rozważa wyjazd do Finlandii. Inna – Nadja Vikström – mówi wprost: „Jeśli nie zdobędę Estrogelu w ciągu 14 dni, znów będę czuła się strasznie źle, nie będę w stanie funkcjonować ani w życiu prywatnym, ani w pracy. Żadna kobieta nie powinna tak cierpieć”.
„Turystyka menopauzalna” staje się koniecznością
Wiele kobiet, z którymi rozmawiała redakcja TV4, zaczęło regularnie kupować estrogeny za granicą. Jedna z nich odbyła 16-godzinną podróż do Norwegii, by zrealizować receptę. Inna zapłaciła za lek za granicą tysiąc koron, podczas gdy w Szwecji kosztowałby on około 150. Hanna Lindroos zdobyła spray estrogenowy Lenzetto w Niemczech i Belgii podczas podróży służbowych. „Mam szczęście, że sporo podróżuję służbowo i miałam okazję odwiedzać apteki w miejscach, w których przebywałam. Ale to szaleństwo, że turystyka menopauzalna staje się koniecznością, by zdobyć swoje leki” – powiedziała TV4.
Brak dotyczy przede wszystkim estrogenów transdermalnych – preparatów wchłanianych przez skórę w postaci plastrów, żelu lub sprayu. Są one szczególnie zalecane ze względu na niższe ryzyko zakrzepicy w porównaniu z tabletkami. W Hiszpanii niektóre preparaty estrogenowe są dostępne bez recepty, jednak kobiety donoszą, że zabrakło ich już i tam. Kry
Niskie ceny jako przyczyna – „polityka lekowa zawodzi kobiety”
Helena Kopp Kallner, profesor i ordynator oddziału położnictwa i ginekologii, wskazuje bezpośrednią przyczynę niedoborów. „To skandaliczne i tylko pogłębia nierówności w opiece zdrowotnej w zakresie zdrowia kobiet, z którymi już teraz mamy ogromny problem w Szwecji” – powiedziała w rozmowie z TV4 Nyheterna. Jej zdaniem winne są zbyt niskie ceny leków w Szwecji – firmy farmaceutyczne kierują swoje produkty do krajów, gdzie marże są wyższe. „W innych krajach Europy nie ma przecież niedoboru leków, można je tam bez problemu zdobyć. Jest to więc kwestia, którą politycy muszą zmienić – nasze ceny leków” – mówiła.
Kopp Kallner jest też jedną z inicjatorek akcji „Marsz Estrogenowy”, domagającej się natychmiastowych działań politycznych na rzecz dostępu do terapii hormonalnej. Na pytanie o ryzyko kupowania leków za granicą odpowiedziała wprost: „Nie, nie ma żadnego ryzyka. To przecież nie jest lek uzależniający. Jedyna kwestia to to, że zakup za granicą nie jest widoczny w szwedzkim systemie dokumentacji medycznej”. Zaznaczyła jednocześnie, że nie wszystkie kobiety mają możliwość wyjazdu za granicą po leki.
Jak podaje TV4 Nyheterna, do sprawy odniósł się również minister spraw społecznych Jakob Forssmed z Partii Chrześcijańskich Demokratów. Zapowiedział, że rząd zlecił Läkemedelsverket oraz urzędowi TLV zbadanie wszelkich możliwości poprawy sytuacji – w tym zwiększenia importu równoległego i przyciągnięcia nowych firm do szwedzkiego rynku. Poinformował też, że udzielono już zgody na sprzedaż dwóch rodzajów żelu estrogenowego w obcojęzycznych opakowaniach.
