Każdy, kto przynajmniej raz był latem w Szwecji, prędzej czy później zetknął się z tym pytaniem — albo przed wyjazdem, szukając informacji w internecie, albo już na miejscu, stojąc wieczorem nad jeziorem w okolicach Östersund z rękami pełnymi bąbli po ugryzieniach. Mit o szwedzkim lecie bez komarów funkcjonuje od lat, szczególnie w materiałach turystycznych eksponujących archipelagi i wybrzeża Bałtyku. Rzeczywistość jest bardziej złożona i mocno uzależniona od tego, gdzie i kiedy się jedzie.
W lipcu na bagnach i w lasach środkowej i północnej Szwecji komary potrafią być poważnym problemem, nie poetycką niedogodnością. Laponię i Norrland zamieszkują całe roje tych owadów, szczególnie w pobliżu podmokłych terenów i brzegów rzek. Wystarczy wyjść z namiotu o świcie lub zostać na zewnątrz po zachodzie słońca w bezwietrzny wieczór — efekt jest natychmiastowy i niezbyt przyjemny. Mokra wiosna, po której woda stoi w zagłębieniach terenu przez tygodnie, oznacza masowe wylęgi. Sucha i ciepła wiosna — znacznie mniej owadów wczesnym latem.
Z drugiej strony, spędzenie tygodnia na szkierach w okolicach Sztokholmu czy na Gotlandii i niespotykanie komara przez całą dobę jest jak najbardziej możliwe. Wybrzeże Bałtyku i wyspy archipelagu to środowisko wyraźnie mniej przyjazne dla tych owadów — morski wiatr robi swoje, odsuwając roje od otwartych przestrzeni. Podobnie funkcjonują wyższe partie gór, gdzie stały wiatr sprawia, że komary po prostu nie dają rady latać. Jeśli ktoś planuje wędrowny wypoczynek po fiordach i wietrznych grzbietach, może go zupełnie nie spotkać przez cały urlop.
Pora roku ma tu nie mniejsze znaczenie niż lokalizacja. Sezon intensywnej aktywności komarów w Szwecji trwa mniej więcej od połowy czerwca do końca sierpnia, przy czym lipiec to z reguły szczyt. Wyjazd w maju albo na przełom sierpnia i września oznacza wyraźnie spokojniejszą sytuację pod tym względem. Nie ma sensu generalizować i wkładać całej Szwecji do jednego worka — to kraj o powierzchni przekraczającej 400 tysięcy kilometrów kwadratowych, więc warunki w Malmö i w okolicach Abisko to dwa zupełnie różne światy.
Przygotowanie odpowiednie do planowanego miejsca pobytu robi realną różnicę. W szwedzkich supermarketach sieci ICA i Coop oraz w sklepach outdoorowych w rodzaju Naturkompaniet bez trudu można kupić lokalne środki odstraszające owady — niektóre w formule przeznaczonej specjalnie do stosowania na obszarach leśnych. Długie rękawy i spodnie wieczorami przy jeziorze to nie przesada, tylko sensowna logistyka. Ci, którzy planują spędzać dużo czasu w zalesionych i podmokłych obszarach — zwłaszcza w Norrlandzie — docenią siatkę na głowę, szczególnie w okolicach świtu i zmierzchu.

Szwedzkie lato bez komarów jest osiągalne dla kogoś, kto wybiera odpowiednią destynację i odpowiedni czas. Dla turysty, który trafia w lipcu nad bagienne jezioro w głąb Laponii i zapomina zabrać repelent, będzie już znacznie mniej romantycznie. Nie ma tu jednej odpowiedzi — jest za to dość prosta reguła: więcej wiatru i wody słonej, mniej owadów. Więcej lasu i stojącej wody, więcej ugryzień. Zwykła geografia robi tu większą robotę niż jakikolwiek mit.
