Sydsvenskan” donosi o przypadku pewnych rodziców ze Szwecji, którzy izolowali swoje dzieci od świata. Dzieci przetrzymywane były w domu na wsi i nie uczęszczały do szkoły. Na władze gminy spłynęła fala krytyki, bo przegapiły one wszelkie sygnały ostrzegawcze, sugerujące, że dzieciom dzieje się krzywda.

Feralna wieś leży nieopodal miejscowości Ystad, na południu Szwecji. W sierpniu ubiegłego roku rodzicom odebrano czworo z pięciorga dzieci i umieszczono je pod opieką służb socjalnych.

Ofiary miały od 10 do 16 lat i nie wykazywały podstawowych kompetencji społecznych. Nie potrafiły czytać, pisać, ani liczyć. Nie wiedzą, jak posługiwać się pieniędzmi, nie potrafiły nawet zawiązać sznurowadeł. Nie do końca rozumiały, jak korzystać z toalety.

Kiepska koordynacja ruchowa sprawiła, że ich nogi były osłabione. Według raportu lekarskiego dzieci nie wykonywały ćwiczeń fizycznych i nie była im znana aktywność typowa dla ich przedziału wiekowego.

Najstarsza z ofiar jest już pełnoletnia – ma 19 lat. Chciała zostać z rodzicami, na co wyrażono zgodę.

Dennis Hjelmström – gminny dyrektor zespołu lokalnych szkół – poznał rodziców, którzy powiedzieli mu, że często podróżują za granicę, a dzieci uczą się w systemie zdalnym. W 2017 rada gminy przyjęła te doniesienia jako prawdziwe – później postanowiła jednak zbadać sprawę rodziny.

„Tłumaczenie rodziców było długie i bardzo szczegółowe. Czułem, że jest trochę przesadzone”, powiedział Hjelmström gazecie Ekspressen. „Skontaktowałem się z dyrektorem szkoły online, o której bywa mowa. Szybko okazało się, że przypadek tej rodziny nie jest mu znany, a dzieci nigdy nie widział na oczy.”

Wracając do domu, Hjelmström przejeżdżał obok domu tajemniczej rodziny. Wyglądał na opuszczony, ale przed drzwiami stały torby pełne śmieci – co oznaczało, że ktoś musi być w środku. Jeden z sąsiadów powiedział mężczyźnie, że słyszał dziecięce głosy, dobiegające z wewnątrz, ale samych dzieci nigdy nie poznał.

Matka ofiar rozmawiała z gazetą „Sydsvenskan„. Jej zdaniem media „przekazują nieprawdziwe informacje i dopisują zmyślone fakty” w danej sprawie. Kobieta powiedziała, że wraz z rodziną często podróżuje po Europie. Powtórzyła też, że dzieci uczą się w systemie online, w szkole, która swoją siedzibę ma mieć w Stanach Zjednoczonych.

Od 2015 roku kobieta pobiera zasiłek chorobowy. Jej mężowi podobna zapomoga przysługuje od blisko dziesięciu lat.

Hjelmström był zmuszony zaktualizować przepisy szkolne, żeby w przyszłości nie doszło do podobnej sytuacji.

„Od kilku miesięcy rodzice, twierdzący, że ich dzieci uczą się w szkołach zagranicznych, muszą podeprzeć swoją tezę przy pomocy odpowiednich dokumentów. Nie możemy już wierzyć im na słowo”, powiedział dyrektor.

Christer Olofsson, również reprezentujący lokalny wydział edukacji, rozmawiał z serwisem Expressen.se i wykazał skruchę:

„Jest mi przykro, że do tego doszło. Musimy przyznać się do winy: byliśmy naiwni, ślepo uwierzyliśmy w informacje przekazane przez nieodpowiedzialnych rodziców. Nie zweryfikowaliśmy tych informacji od razu i był to nasz wielki błąd.”