Podróż z Malmö do Kiruna zajmuje od dwudziestu do dwudziestu dwóch godzin i obejmuje ponad 1400 kilometrów. Dla kogoś przyzwyczajonego do lotów krajowych ta liczba może wyglądać jak argument przeciw pociągowi. W praktyce jest dokładnie odwrotnie — i właśnie dlatego ta trasa zyskuje lojalnych fanów wśród tych, którzy ją raz przejechali.
Szwecja jest krajem, który na mapie wydaje się wąski. Dopiero podróż z południa na północ uświadamia, jak bardzo to złudzenie. Wyjeżdżając z Malmö, mija się pola uprawne Skanii — płaskie, zadbane, zielone lub złote w zależności od pory roku. To krajobraz, który mógłby równie dobrze leżeć w Polsce, Niemczech albo Danii. Nic nie zapowiada tego, co czeka dalej.
Za Sztokholmem, gdzieś w połowie drugiej połowy trasy, zaczyna się zmiana. Pola ustępują sosnowym lasom, które — im dalej na północ — robią się coraz gęstsze i coraz mniej urozmaicone. Niebo robi się wyższe, widoczność większa, a między drzewami zaczynają migać ciemnobłękitne jeziora. W Boden, gdzie następuje ostatnie przesiadanie, widok przez okno jest już zupełnie inny niż na peronie w Malmö.
Końcowy odcinek do Kiruna — często obsługiwany przez tzw. Arctic Circle Train — prowadzi przez Park Narodowy Abisko i wzdłuż Torneträsk, jednego z największych jezior w Szwecji. Latem woda jest stalowoszara albo głęboko niebieska, a góry po drugiej stronie wyglądają jak fragment innego kontynentu. Zimą cały ten krajobraz przykrywa śnieg i ciemność, przerywana czasem smugami zorzy polarnej widocznymi z okna przedziału.
Bilet w jedną stronę, zarezerwowany z odpowiednim wyprzedzeniem, kosztuje od około 75 do 90 dolarów. SJ, szwedzki przewoźnik kolejowy, oraz Norrtåg obsługują tę trasę regularnie. Przy 20-godzinnej podróży mocno zalecana jest rezerwacja miejsca sypialnego — przedziału prywatnego lub miejsca w kuszetce dzielonej z innymi pasażerami. Opcja z przedziałem sypialnym kosztuje więcej, ale pozwala przespać duży fragment trasy i wyjechać z Kiruna bez uczucia rozkładu.
Warto zabrać ze sobą prowiant. Część składów ma bistro lub automaty, ale przy 20-godzinnej jeździe poleganie wyłącznie na pociągowej ofercie gastronomicznej to ryzyko. Woda, przekąski, coś ciepłego — logistyka jest prosta, a różnica w komforcie znaczna. Bilety w szczycie sezonu — czyli podczas miesięcy zorzy polarnej w zimie i nocy polarnej latem — wyprzedają się szybko. Rezerwacja z kilkutygodniowym lub kilkumiesięcznym wyprzedzeniem to standard, a nie przezorność.

Jest coś specyficznego w tym, jak powolna podróż pociągiem inaczej ustawia stosunek do miejsca docelowego. Lądując w Kirunie samolotem z Arlandzie po niecałych dwóch godzinach, wysiada się z poczuciem teleportacji — południe Szwecji i subarktyczna Laponia są od siebie równie odległe mentalnie, co geograficznie. Jadąc pociągiem, dystans między nimi jest realny, bo człowiek go przejechał. Krajobraz zmieniał się stopniowo przez dobę, a nie przez sekundy w chmurach. Kiruna na końcu tej trasy smakuje inaczej.
