Obniżka podatku paliwowego w Norwegii ma obowiązywać od 1 kwietnia do 1 września 2026 roku. Rząd wdrożył decyzję po głosowaniu w Stortingu, a według Ministerstwa Finansów cały pakiet ma kosztować państwo 6,7 mld koron. Jak wynika z komunikatu norweskiego rządu i stenogramu Stortingu, zerowa stawka veibruksavgift oznacza spadek podatku o 4,41 korony na litrze benzyny i 2,85 korony na litrze diesla, licząc z VAT.
Decyzja została przepchnięta szybko i przy wyraźnym sporze politycznym. Większość utworzyły Partia Postępu, Høyre, KrF i Senterpartiet, podczas gdy rząd Partii Pracy został przegłosowany i musiał wprowadzić zmiany w życie. W praktyce chodzi nie tylko o samą cenę paliwa, ale też o spór o to, czy jednorazowe obniżenie podatku jest najlepszym sposobem wykorzystania 6,7 mld koron.
Obniżka podatku paliwowego w Norwegii i koszt 6,7 mld koron
Jak podał Dagsavisen, cytując depeszę NTB, koszt półrocznego cięcia podatku paliwowego jest porównywalny z szeregiem innych propozycji obecnych w norweskiej debacie politycznej. W tekście wskazano, że podobną kwotę pochłonęłyby między innymi bezpłatne przedszkola dla wszystkich, częściowa reforma stomatologiczna, krajowy bilet miesięczny za 499 koron, zwiększenie swobodnych dochodów gmin albo połowiczne obniżenie VAT na żywność. Sam resort finansów oszacował łączny koszt wszystkich przyjętych propozycji właśnie na 6,7 mld koron.
Minister finansów Jens Stoltenberg zapowiedział, że rząd wróci do całej sprawy przy okazji zrewidowanego budżetu państwa. W jego ocenie decyzja musi zostać rozliczona „w sposób odpowiedzialny”, bo nie była wcześniej zaplanowana w budżecie. Rząd podkreśla też, że część innych decyzji Stortingu dotyczących cięć w CO2-avgift wymaga jeszcze wyjaśnień prawnych związanych z zasadami pomocy publicznej i relacją Norwegii z ESA oraz UE.
Partie ostro spierają się o sens tej decyzji
Najostrzej decyzję skrytykował Lars Haltbrekken z SV. W wypowiedzi dla NTB, cytowanej przez Dagsavisen, nazwał sposób wprowadzenia obniżki „pochopnym i idiotycznym”. Krytycy przekonują, że państwo wydało ogromną sumę na działanie, które nie musi być ani najlepiej wymierzone, ani najsprawiedliwsze społecznie. Podobnie wypowiada się MDG, która ocenia, że taki ruch osłabia politykę klimatyczną i pomaga głównie tym, którzy i tak korzystają z samochodu.
Zupełnie inaczej sprawę widzą partie, które zapewniły większość. Finansowy rzecznik Høyre Nikolai Astrup odrzucił zarzut nieodpowiedzialnego wydatkowania środków i stwierdził, że przeciwnicy porównują rzeczy nieporównywalne. Według niego istnieje zasadnicza różnica między środkiem czasowym a trwałym zwiększeniem wydatków publicznych, bo to drugie silniej obciąża gospodarkę i może wywierać większą presję na stopy procentowe. Liderka Frp Sylvi Listhaug mówi z kolei, że nie chodzi o „wydawanie pieniędzy”, lecz o to, by państwo nie pobierało od obywateli i firm tak wysokich opłat, dzięki czemu zostanie im więcej we własnych kieszeniach.
Senterpartiet tłumaczy swoje przejście na stronę partii centroprawicowych gwałtownym wzrostem kosztów transportu po wojnie w Iranie i problemach w rejonie Cieśniny Ormuz. Trygve Slagsvold Vedum przekonuje, że dla obywateli i przedsiębiorców, zwłaszcza w branżach zależnych od diesla, obniżka była „absolutnie konieczna”. Jednocześnie ostrzegał, że jeśli rząd nie wdroży całego pakietu również dla części użytkowników diesla i paliw dla maszyn budowlanych, sprawa wróci do politycznego konfliktu zaraz po świętach.
Problemem stało się też to, czy klienci naprawdę odczują cięcie
Spór nie skończył się wraz z wejściem przepisów w życie. Już 1 kwietnia pojawiły się pierwsze reakcje, że ceny na stacjach nie spadły tak wyraźnie, jak oczekiwała część polityków. VG opisał ostrą krytykę wobec sieci paliwowych oraz spór o to, czy obniżka podatku rzeczywiście w pełni trafia do konsumentów. Według tego samego źródła Circle K i St1 odrzucały zarzuty i tłumaczyły wahania cen zwykłą dynamiką rynku.
Na tym tle wrócił także temat kontroli cen. SV proponowała, by rząd natychmiast uruchomił mechanizm nadzoru nad cenami paliw, tak aby sieci stacji nie wchłonęły części obniżki. Jak podał Dagsavisen, ten wniosek poparły tylko Venstre i Rødt. Haltbrekken zarzuca teraz większości, że wysłała miliardy koron bez żadnej realnej kontroli nad tym, czy kierowcy rzeczywiście zyskają. Z kolei Mímir Kristjánsson z Rødt twierdzi, że państwo i tak korzysta na wyższych cenach ropy i paliw, więc wykorzystanie części tych pieniędzy do ochrony społeczeństwa przed wzrostem kosztów jest logiczne.
W praktyce decyzja stała się więc czymś więcej niż doraźnym ruchem wobec drogich paliw. To także test dla przyszłej współpracy między partiami, spór o priorytety wydatkowe państwa i pytanie, czy krótkoterminowe ulgi podatkowe powinny wygrywać z długofalowymi reformami usług publicznych. Na razie wiadomo jedno: Storting przeforsował zmianę, rząd ją wdrożył, ale polityczny rachunek za tę decyzję dopiero się zaczyna.
