Volvo kontra chińska konkurencja , Przed szwedzkim producentem kluczowe decyzje

Sprzedaż Volvo w Chinach spadła o 35 procent. To nie jest liczba, którą można zbagatelizować chiński rynek był przez ostatnią dekadę jednym z kluczowych filarów wzrostu marki. Teraz Volvo walczy tam z dziesiątkami rodzimych producentów, którzy oferują elektryczne SUV-y w cenach, przy których szwedzka firma po prostu nie może zejść poniżej zera. Efekt jest widoczny w wynikach: globalna sprzedaż obniżyła się o 4 procent w połowie 2026 roku, a rentowność operacyjna jest wyraźnie gorsza niż rok wcześniej.

Odpowiedzią jest program cięć kosztów na kwotę 18 miliardów koron szwedzkich. Obejmuje redukcję zatrudnienia, reorganizację łańcuchów dostaw i przegląd wszystkich linii kosztowych od zakupów materiałów po administrację. W Göteborgu, gdzie mieści się centrala firmy, nastroje są poważne, choć bez oznak paniki. Podobne programy oszczędnościowe przechodziły wcześniej Volkswagen i Stellantis z różnym skutkiem. Volvo ma jednak jedną specyficzną trudność, której tamte koncerny nie mają: jest własnością chińskiego Geely.

To właśnie powiązanie z Geely komplikuje sytuację na kilku płaszczyznach jednocześnie. Po pierwsze kwestia ceł. Unia Europejska nałożyła dodatkowe opłaty na elektryki produkowane w Chinach. Volvo zdecydowało się przenieść produkcję modelu EX30 z zakładów w Chinach do fabryki w Ghent w Belgii. To kosztowna logistycznie decyzja, ale bez niej EX30 stałby się niekonkurencyjny cenowo na europejskim rynku, zanim zdążyłby solidnie zaistnieć.

Po drugie Stany Zjednoczone. Rząd USA przykręca śrubę producentom pojazdów z oprogramowaniem powiązanym z Chinami. Volvo uzyskało zezwolenie na import aut z łącznością sieciową, ale wymogi w zakresie zgodności oprogramowania są ściśle monitorowane. Produkcja Polestara 3 marki siostrzanej, choć osobnej została przeniesiona wyłącznie do fabryki w Karolinie Południowej, a montaż w Chinach zakończono. To sygnał, że Volvo i powiązane z nim firmy kalkulują na nowo, co i gdzie opłaca się produkować.

Osobnym wątkiem jest reakcja zarządu na europejską debatę o przyszłości zakazu aut spalinowych. Kilka krajów UE próbowało wymusić złagodzenie lub opóźnienie celu na 2035 rok, zgodnie z którym mają zostać zakazane sprzedaż nowych samochodów spalinowych. Volvo co może zaskakiwać publicznie opowiedziało się przeciwko takim ustępstwom. Argument jest pragmatyczny: spowolnienie transformacji elektrycznej w Europie daje chińskim producentom kolejne lata na konsolidowanie pozycji, podczas gdy europejskie firmy tracą czas potrzebny na budowanie skali w EV. Niezależnie od tego, czy to wygodna retoryka, czy szczera strategia, na razie kierownictwo trzyma się tej linii.

- Reklama -
Volvo kontra chińska konkurencja , Przed szwedzkim producentem kluczowe decyzje
Volvo kontra chińska konkurencja , Przed szwedzkim producentem kluczowe decyzje

Patrząc na całość obrazu, Volvo jest w gorszej pozycji niż trzy lata temu, ale niekoniecznie w pozycji bez wyjścia. Marka wciąż cieszy się opinią producenta premium z dobrą historią bezpieczeństwa. Europejski i amerykański rynek nadal ją kupuje. Problem polega na tym, że chińscy rywale BYD, Li Auto, Zeekr rosną szybciej i często oferują więcej technologii za mniejszą cenę. Volvo musi znaleźć odpowiedź, która nie polega tylko na tańszej produkcji, ale na czymś, czego tamci producenci jeszcze nie mają. Co to miałoby być tego zarząd nie powiedział wprost. Decyzja o tym, jaką kartę zagrać, czeka.

Udostępnij ten artykuł