Niedowolna bezdzietność w Szwecji została wskazana jako ważny, a często pomijany element debaty o niskim wskaźniku urodzeń. W opublikowanym przez rządową komisję raporcie podkreślono, że oprócz czynników społecznych i ekonomicznych trzeba brać pod uwagę także ograniczenia biologiczne i medyczne, które utrudniają wielu osobom posiadanie dzieci. Rząd Szwecji poinformował, że nowa publikacja jest częścią prac komisji „Framtid med barn”, powołanej do analizy przyczyn spadku liczby urodzeń.
Z samego raportu komisji wynika, że niepłodność dotyka szacunkowo 15–20 proc. par w wieku reprodukcyjnym. Autorzy wskazują, że wiele osób rozpoczyna starania o dziecko dopiero w wieku 30–35 lat, gdy płodność jest już naturalnie niższa, a wiedza społeczeństwa o znaczeniu wieku dla możliwości zajścia w ciążę pozostaje ograniczona.
Niedowolna bezdzietność w Szwecji coraz mocniej wybrzmiewa w debacie
W komunikacie regeringen.se minister spraw społecznych Jakob Forssmed wskazał, że wiele osób, które chcą mieć dzieci, napotyka przeszkody medyczne lub biologiczne. Rząd zaznacza, że raport ma wnieść do debaty perspektywę zdrowia reprodukcyjnego i pokazać, że problem nie dotyczy wyłącznie prywatnych decyzji życiowych, ale także szerszych wyzwań demograficznych.
Autorzy raportu piszą, że niepłodność należy traktować jako problem zdrowia publicznego. Na stronie projektu Framtid med barn podkreślono, że 15–20 proc. par w wieku reprodukcyjnym doświadcza niedowolnej bezdzietności, co czyni ją jedną z najbardziej rozpowszechnionych przewlekłych dolegliwości w grupie dorosłych w wieku 25–44 lat. W tym samym materiale zaznaczono, że wpływ na sytuację mają nie tylko warunki ekonomiczne, ale też późniejsze rodzicielstwo i słaba świadomość zmian płodności związanych z wiekiem.
Późniejsze rodzicielstwo i niska świadomość płodności
Raport zwraca uwagę, że odkładanie decyzji o dziecku na później stało się jednym z kluczowych elementów całej układanki. W dokumencie komisji zapisano, że wiele osób podejmuje próby zajścia w ciążę dopiero w wieku 30–35 lat, a znaczenie wieku dla płodności nadal jest słabo rozumiane – zarówno w odniesieniu do kobiet, jak i mężczyzn. Autorzy dodają, że część osób przecenia możliwości późniejszego leczenia i traktuje metody wspomaganego rozrodu jako plan rezerwowy, choć nie są one w stanie całkowicie zniwelować biologicznych ograniczeń.
To wpisuje się w szersze tło demograficzne. Jak podał SCB, w 2024 roku współczynnik dzietności w Szwecji spadł do 1,43 dziecka na kobietę, co było najniższym poziomem od rozpoczęcia pomiarów w 1751 roku. W lipcu 2025 roku rząd powołał komisję, która ma przeanalizować przyczyny tego trendu i możliwe działania państwa.
Rząd chce więcej informacji i bardziej równego dostępu do pomocy
Z materiałów rządowych wynika, że Forssmed zapowiada powrót do pytania, co dokładnie państwo może zrobić w tej sprawie. W komunikacie szwedzkiego rządu podkreślono potrzebę wcześniejszych działań zapobiegawczych, większej wiedzy o płodności i bardziej równego dostępu do opieki. Wśród rekomendacji raportu znalazły się też m.in. silniejsze włączenie zdrowia reprodukcyjnego do polityki zdrowia publicznego, bardziej wyrównana opieka oraz utworzenie krajowego centrum badań nad płodnością.
Raport został przygotowany przez ekspertów związanych z ReproUnion, opisywanym jako szwedzko-duńska współpraca między uniwersytetami, regionami i przemysłem. W publikacji zaznaczono, że projekt jest finansowany przez UE, Region Skåne, Region Hovedstaden i firmę Ferring, przy czym autorzy odpowiadają za treść i oceny zawarte w opracowaniu.
