Minione lato było w Szwecji nad wyraz burzliwe, co potwierdzają statystyki SMHI. Od stycznia do września zarejestrowanych zostało ponad 210 tys. wyładowań elektrostatycznych i uderzeń pioruna.

To sześć razy więcej niż naliczono jesienią 2017 roku. Wiele przypadło na okres wakacji.

Erik Engström jest synoptykiem pracującym dla SMHI – czyli Szwedzkiego Instytutu Meteorologii i Hydrologii. Jego zdaniem ogromna ilość silnych wyładowań atmosferycznych spowodowana została ociepleniem klimatu.

„Tego lata napłynęło do nas dużo ciepłego, mokrego powietrza. To ono stoi za licznymi uderzeniami piorunów i ciężkimi warunkami pogodowymi”, tłumaczy Engström w rozmowie ze stacją TV4.

Najgorsze burze przypadły na czerwiec. Były tak ostre, że doszło nie tyle do awarii, co wręcz zniszczenia zasilania w różnych częściach Skanii. Z kolei w Malmö z powodu uderzenia błyskawicy podpalony został budynek mieszkalny i konieczna była ewakuacja.

Engström podkreśla, że burze najbardziej dały się we znaki mieszkańcom południowej Szwecji. Wszystko przez cieplejszą atmosferę: powietrze na południu było tego lata dużo bardziej suche i gorętsze niż w innych obszarach kraju.

„Zmiany klimatyczne odegrały tu swoją rolę, ale burze wywołane były też innymi czynnikami”, zaznacza synoptyk.

W 2018 r. SMHI zanotowało łącznie 177 196 wyładowań elektrostatycznych. Rok wcześniej zarejestrowano ich niespełna 35 tysięcy.