Finlandia przeprowadziła w latach 2017–2018 jeden z najbardziej znanych eksperymentów społecznych ostatnich dekad: przez dwa lata dwa tysiące bezrobotnych obywateli otrzymywało co miesiąc 560 euro bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nie musieli go zarabiać, nie musieli udowadniać, że go szukają. Pieniądze przychodziły niezależnie od tego, co robili. Wyniki zbadali naukowcy z Uniwersytetu w Turku oraz instytucji Kela zajmującej się fińskim systemem zabezpieczenia społecznego. To, co znaleźli, było inne niż wielu się spodziewało.
Uczestnicy eksperymentu nie przestali pracować. Nie wycofali się z życia zawodowego masowo, nie zrezygnowali z aktywności. Zmienili proporcje. Czas, który wcześniej przeznaczali na pracę zarobkową, częściowo przesunął się na pracę nieodpłatną — opiekę nad dziećmi, działalność na rzecz lokalnych społeczności, własne projekty. Jednocześnie mierzyli wyraźnie niższy poziom stresu, lepszy stan zdrowia i — co w tego rodzaju badaniach jest zwykle najtrudniejsze do zmierzenia — wyższe poczucie zadowolenia z życia. Wnioski były na tyle jednoznaczne, że temat wrócił do debaty publicznej w kilku krajach europejskich.
Badacze z Turku i Kela wskazują, że wyniki eksperymentu wpisują się w szerszy wzorzec charakterystyczny dla fińskiej kultury pracy. Finlandia od lat plasuje się wysoko w rankingach szczęścia i dobrostanu, ale nie dlatego, że jej obywatele osiągają więcej zawodowo niż inni. Chodzi raczej o zaufanie — do instytucji, do pracodawców, do systemu — i o kulturowy stosunek do tego, czym jest udane życie. Ciągły awans i akumulacja osiągnięć zawodowych nie są tutaj jedynym modelem, który cieszy się szacunkiem społecznym. To kontekst, w którym skrócenie czasu pracy nie jest postrzegane jako porażka ani lenistwo.
Praca zdalna i większa autonomia w zarządzaniu własnym harmonogramem wzmocniły ten trend. Wielu fińskich pracowników przyznaje, że możliwość pracy z domu zmniejszyła liczbę rozpraszających przerw i pozwoliła lepiej dopasować obowiązki do własnego rytmu dnia. W efekcie niektórzy faktycznie pracują mniej godzin zegarowych, ale równie efektywnie — albo przynajmniej tak to odczuwają. Granica między mniejszą liczbą godzin a mniejszą produktywnością nie jest w tym przypadku oczywista.
Jest jednak druga strona tej historii, o której fińscy badacze mówią ostrożniej. Instytut E2 Research opublikował analizy wskazujące, że znaczna część fińskich pracowników odczuwa w ostatniej dekadzie rosnące obciążenie i presję efektywnościową — niezależnie od tego, czy formalnie pracują mniej godzin. Automatyzacja, cyfryzacja i reorganizacja miejsc pracy spowodowały, że w wielu branżach ta sama lub mniejsza liczba pracowników obsługuje większy zakres zadań. Poczucie zadowolenia, które mierzą ankiety ogólne, niekoniecznie pokrywa się z doświadczeniem konkretnych sektorów — służby zdrowia, logistyki, edukacji.

Eksperyment z dochodem podstawowym nie został w Finlandii powtórzony w takiej samej formie. Rząd zebrał dane, opublikował raporty, a dyskusja polityczna poszła w różnych kierunkach. Część partii chciała rozszerzyć program, część uznała koszty za zbyt duże. Wyniki badania z Turku są cytowane regularnie w europejskich debatach o czasie pracy i dochodzie gwarantowanym — od Niemiec po Hiszpanię — ale żaden kraj nie zdecydował się dotąd na wdrożenie podobnego programu na skalę ogólnokrajową.
