Koalicja ponad czterdziestu naukowców — w tym badaczy z Uniwersytetu w Uppsali — opublikowała ostrzeżenie skierowane bezpośrednio do ministrów krajów nordyckich: ryzyko załamania atlantyckiej cyrkulacji termohalinowej, zwanej AMOC, jest poważniejsze niż dotychczas zakładano, a skutki mogą być znacznie szybsze i bardziej dotkliwe niż wynika z dotychczasowych prognoz. To nie jest scenariusz z dalekiej przyszłości. Naukowcy mówią o możliwości wystąpienia punktu krytycznego jeszcze w tym stuleciu.
AMOC działa jak ogromny przenośnik ciepła. Ciepłe wody powierzchniowe płyną z tropików na północ, oddają ciepło atmosferze nad Europą Zachodnią i Skandynawią, a następnie opadają w głąb oceanu i wracają na południe jako zimny prąd głębinowy. To właśnie ten mechanizm sprawia, że Oslo czy Bergen mają łagodniejszy klimat, niż wynikałoby to z ich szerokości geograficznej. Bez AMOC temperatury w Skandynawii i Europie Zachodniej byłyby znacząco niższe — i to nie w sensie abstrakcyjnym.
Problemem jest woda słodka. Topniejące lądolody Grenlandii i Arktyki uwalniają ogromne ilości wody słodkiej do Oceanu Atlantyckiego. Ta woda rozcieńcza słone wody powierzchniowe, przez co są one lżejsze i nie opadają w głąb oceanu tak sprawnie jak dotychczas. Prąd zwalnia. Jeśli przekroczy pewien próg, może zatrzymać się gwałtownie i nieodwracalnie. Modele klimatyczne wskazują, że temperatura w części Skandynawii i Europy Zachodniej mogłaby w takim scenariuszu spaść od 10 do 15 stopni Celsjusza — i to w ciągu kilku dekad, nie stuleci.
Warto przy tym zachować ostrożność interpretacyjną. Nie wszystkie modele zgadzają się co do tempa i prawdopodobieństwa załamania AMOC. Część naukowców uważa, że aktualne prognozy są zbyt pesymistyczne, inne badania sugerują, że prąd spowalnia szybciej niż przewidywano. Autorzy najnowszego ostrzeżenia wprost przyznają, że ryzyko było dotychczas niedoszacowane — co nie jest tożsame ze stwierdzeniem, że katastrofa jest nieuchronna, ale oznacza, że marginesy bezpieczeństwa mogą być węższe niż się wydawało.
Konsekwencje wykraczałyby daleko poza temperaturę. Załamanie AMOC pociągnęłoby za sobą wzrost poziomu Atlantyku wzdłuż wybrzeży Ameryki Północnej i Europy, drastyczny spadek opadów w Europie i Ameryce Północnej oraz poważne zakłócenia w systemach monsunowych tropikalnych. Dla rolnictwa europejskiego, zaopatrzenia w wodę i infrastruktury nadmorskiej oznaczałoby to problemy trudne do rozwiązania w perspektywie kilku pokoleń.
Naukowcy z Uppsali i ich współpracownicy apelują do decydentów, żeby nie traktowali AMOC jako tematu wyłącznie akademickiego. Szwecja, Norwegia, Dania i Finlandia mają bezpośredni interes w tym, żeby monitorowanie cyrkulacji atlantyckiej było traktowane priorytetowo, a redukcja emisji — realnie przyspieszona. Obecne systemy obserwacji oceanu dostarczają danych, ale ich interpretacja wymaga finansowania i koordynacji między krajami.

Na poziomie praktycznym naukowcy wskazują na kilka konkretnych kroków: intensyfikację monitoringu temperatury i zasolenia wód atlantyckich, uwzględnienie ryzyka AMOC w narodowych planach adaptacyjnych oraz włączenie tego scenariusza do rozmów klimatycznych na szczeblu Unii Europejskiej. Następne posiedzenie Rady Klimatycznej państw nordyckich odbędzie się jesienią — i według kilku z sygnatariuszy raportu właśnie tam ten temat powinien znaleźć się na pierwszym miejscu porządku obrad.
