Po 16 latach działalności nietypowy hotel mieszczący się w przebudowanym samolocie typu jumbo jet przy wjeździe na lotnisko Arlanda zakończył swoją historię. Na początku roku ogłoszono jego upadłość, a zadłużenie przekraczające 4,3 miliona koron szwedzkich przesądziło o losie tego znanego miejsca.
Mimo prób ratowania projektu i nadziei na znalezienie nowego operatora, ostateczną przeszkodą okazał się brak zgody na przedłużenie umowy najmu ze strony właściciela terenu – państwowej spółki Swedavia, zarządzającej lotniskiem.
Samolot-hotel nie do uratowania
Hotel, który od lat przyciągał turystów nietuzinkową lokalizacją i unikalnym klimatem, stał się nierentowny. Syndyk masy upadłościowej, Daniel Svensson, przyznał w rozmowie z dziennikiem UNT, że brak środków uniemożliwił jakiekolwiek działania związane z przetransportowaniem samolotu.
– W masie upadłości nie było pieniędzy, które pozwoliłyby na pokrycie kosztów przewozu maszyny. Dlatego musieliśmy po prostu zostawić samolot na miejscu, przeznaczając go do utylizacji – tłumaczy Svensson.
W takich przypadkach szwedzkie prawo upadłościowe umożliwia formalne „porzucenie” składnika majątku, jeśli jego likwidacja wiązałaby się z nieproporcjonalnymi kosztami.
Odpowiedzialność spada na Swedavię
W związku z decyzją syndyka, odpowiedzialność za wrak samolotu przejęła Swedavia – właściciel gruntu, na którym przez lata stał hotel. Spółka musi teraz zdecydować, co zrobić z opuszczonym obiektem.
Jak poinformowała w e-mailu do redakcji UNT Charlotte Lundgren, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Swedavii, firma „pracuje nad tą sprawą w oparciu o aktualne informacje”. Nie podano jednak konkretnych planów co do terminu czy formy usunięcia samolotu z terenu przy lotnisku.
