Kryzys mieszkaniowy osiągnął w Szwecji kolejny poziom. W Sztokholmie 636 tys. osób oczekuje na przyznanie im mieszkania komunalnego. Obecnie na rynku nieruchomości dostępnych jest tylko 85 wolnych obiektów.

Wierzy się, że kryzysem objęta jest cała Szwecja. W trzech największych miastach – Malmö, Göteborgu i Sztokholmie – na mieszkania komunalne czeka blisko milion ludzi. W stolicy tylko od początku tego roku złożono 40 tys. wniosków o najem lokalu mieszkalnego.

Co ciekawe, statystyki mówią też, że w Szwecji odnotowano w tym roku rekordową liczbę wynajmu mieszkań oraz domów, ale aż 13,5 tys. z nich pozostaje albo wolna, albo nie w pełni zamieszkania przez lokatorów.

Marika Nordström, dyrektor marketingu ze Szwedzkiej Agencji Mieszkaniowej, znajduje co najmniej kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Winą za kryzys mogą zostać obarczone niektóre agencje nieruchomości, ale też potencjalni najemcy.

Szwedzi składają wnioski o mieszkanie, myśląc o przyszłości i ustatkowaniu, ale niekiedy w toku całego procesu zmieniają im się plany. Powodem dla braków mieszkaniowych może być też wzrost populacji.

Od kilku lat obserwuje się, że stale wzrasta liczba mieszkańców kraju. W 2016 roku Szwecja była drugim w skali unijnej państwem, w którym rosła populacja. Niemal wyłącznym powodem, stojącym za tą eskalacją, miały być masowe migracje.



Współczynnik urodzeń wśród rodowitych Szwedek jest relatywnie niski i nie zapewnia tzw. zastępowalności pokoleń. Dzieci częściej rodzą się wśród kobiet ze środowisk imigranckich, które osiedliły się na terenie kraju.

Kryzys mieszkaniowy to zaledwie jeden aspekt życia społecznego, na który wpływ mają masowe migracje ludzi. To właśnie napływ uchodźców i azylantów mógł sprawić, że podniesiony został wiek emerytalny (w ten sposób państwo zyskało fundusze na utrzymanie kolejnych cudzoziemców).



Giminy winne kryzysowi mieszkaniowemu