Wiatraki na fińskich lasach , protest mieszkańców Kainuu kontra zielona transformacja

Wiatraki na fińskich lasach

Kainuu to jeden z bardziej odległych regionów Finlandii — rozległy obszar lasów borealnych, jezior i łąk, gdzie letnie domki i turystyka przyrodnicza od dekad stanowią podstawę lokalnej gospodarki. W ostatnich latach na horyzoncie zaczęły pojawiać się wieże turbin wiatrowych. I właśnie to stało się zarzewiem konfliktu, który nie zapowiada się na szybkie rozwiązanie.

Mieszkańcy Kainuu protestują przeciwko kolejnym projektom farm wiatrowych planowanym na terenach nietkniętych dotychczas intensywną eksploatacją. Ich główne zastrzeżenia nie dotyczą samej energetyki odnawialnej jako takiej — to ważne rozróżnienie. Sprzeciw kierowany jest wobec skali inwestycji, lokalizacji turbin w głębi lasów i sposobu, w jaki decyzje są podejmowane: bez realnego udziału lokalnych społeczności, często przy wsparciu kapitału z południa Finlandii lub z zagranicy.

Słowo „kolonializm” pojawia się w tej dyskusji nieprzypadkowo. Część aktywistów i lokalnych samorządowców mówi wprost o „zielonym kolonializmie” — sytuacji, w której obszary peryferyjne ponoszą koszty transformacji energetycznej, której owoce trafiają gdzie indziej: do miejskich centrów energetycznych, do spółek z siedzibą w Helsinkach lub Sztokholmie, do akcjonariuszy funduszy infrastrukturalnych. Lokalne gminy rzadko otrzymują udział w zysku proporcjonalny do obciążeń.

- Reklama -

Konkretne obawy środowiskowe są równie ważne jak te ekonomiczne. W Kainuu gniazdują orły przednie — gatunek ściśle chroniony w całej UE. Trasy migracyjne nietoperzy przecinają planowane korytarze energetyczne. Lokalna populacja renifera leśnego, osobnego podgatunku z własnym statusem ochronnym, korzysta z obszarów, na których przewiduje się wycinkę pod fundamenty turbin i drogi serwisowe. Organizacje przyrodnicze domagają się, by dane Fińskiego Instytutu Zasobów Naturalnych (Luke) były traktowane jako wiążące przy opracowywaniu ocen oddziaływania na środowisko — a nie jako jeden z wielu głosów doradczych.

Kwestia turystyki jest może mniej oczywista, ale dla lokalnej gospodarki równie poważna. Kainuu przyciąga turystów właśnie tym, czego nie ma gdzie indziej: ciszą, dzikością, krajobrazem, który nie wygląda jak strefa przemysłowa. Jeśli turbiny staną w miejscach widocznych z popularnych szlaków i z jezior, przy których stoją prywatne domki letniskowe, pytanie o to, co z tym krajobrazem zostanie, nie jest retoryczne.

Część mieszkańców nie odrzuca wiatru jako źródła energii, ale proponuje inne warunki. Chodzi o częściową własność wspólnotową — model, w którym lokalne gminy lub spółdzielnie zachowują realny udział w projekcie i pobierają część przychodów. Rada Regionalna Invest in Kainuu jest adresatem tych postulatów. Na razie bez konkretnych zobowiązań. Poza tym mieszkańcy wskazują na alternatywy — energię słoneczną z dachów budynków, lokalne mikrosieci fotowoltaiczne — jako rozwiązania, które nie wymagają wchodzenia w głąb lasów z ciężkim sprzętem budowlanym.

- Reklama -
Wiatraki na fińskich lasach
Wiatraki na fińskich lasach

Spór w Kainuu wpisuje się w szerszy europejski schemat. Podobne konflikty toczą się w Szwecji, Norwegii, Niemczech i Szkocji — wszędzie tam, gdzie cele klimatyczne zderzyły się z realiami konkretnych miejscowości i konkretnych krajobrazów. Różnica polega na tym, że w Kainuu lasy są wyjątkowo duże, wyjątkowo mało zurbanizowane i — przynajmniej dotychczas — wyjątkowo słabo chronione przed presją inwestycyjną. Decyzje o nowych pozwoleniach na budowę turbin mają zapaść w ciągu najbliższych miesięcy. Mieszkańcy zapowiadają, że nie zamierzają czekać biernie.

Udostępnij