W listopadzie 2023 roku szwedzki rząd opublikował plan, który w branży energetycznej był zaskoczeniem nie ze względu na ambicje, lecz na ich skalę. Dokument zakładał budowę nowych mocy jądrowych odpowiadających co najmniej dwóm dużym reaktorom do 2035 roku i nawet dziesięciu do 2045 roku, z wyraźnym miejscem dla małych reaktorów modułowych. Kraj, który przez dekady systematycznie redukował zależność od atomu, ogłosił powrót do tej technologii w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do kierunku polityki energetycznej.
Teraz ten plan zaczyna przybierać konkretną formę. 1 sierpnia 2025 roku weszła w życie ustawa regulująca pomoc państwową dla nowych inwestycji jądrowych, a firmy energetyczne nie zwlekały z reakcją. Videberg Kraft jako pierwsza złożyła wniosek o wsparcie jeszcze w grudniu, krótko po uruchomieniu programu. Następna była Blykalla, szwedzka spółka rozwijająca własną technologię reaktorów chłodzonych ołowiem.
Blykalla planuje elektrownię w Norrsundet, niewielkiej miejscowości w pobliżu Gävle na wschodnim wybrzeżu Szwecji. Projekt obejmuje sześć reaktorów SEALER kompaktowych jednostek, które razem dałyby do 330 megawatów mocy elektrycznej. To nie jest koncepcja zaczerpnięta z zagranicznego katalogu: SEALER jest technologią opracowywaną właśnie przez Blykallę, a Norrsundet miałoby być jej pierwszą komercyjną realizacją. Firma złożyła wniosek o finansowanie rządowe, nie ujawniając szczegółów dotyczących wnioskowanej kwoty.
Tydzień po Blykalli do gry weszło Studsvik spółka z długą historią w szwedzkiej energetyce jądrowej, kojarzona głównie z usługami dla istniejących elektrowni. Tym razem jednak Studsvik myśli o nowym projekcie, i to sporym: wniosek opiewa na do 1400 megawatów mocy, opartej na małych reaktorach modułowych, zlokalizowanych w południowej części kraju. Jeśli projekt dojdzie do skutku, byłby jedną z największych inwestycji w energetykę jądrową w Europie od wielu lat.
Zestawienie tych trzech wniosków złożonych w ciągu kilku miesięcy od uruchomienia programu sugeruje, że sektor ocenia perspektywy szwedzkiego atomu poważnie. Firmy nie składają wniosków o pomoc państwową dla projektów, które traktują jako ćwiczenie wizerunkowe. Wiąże się to z przygotowaniem dokumentacji, analizami lokalizacyjnymi i deklaracją zaangażowania co kosztuje czas i pieniądze. Widać więc, że przynajmniej część rynku traktuje powrót Szwecji do energetyki jądrowej jako realną perspektywę inwestycyjną.

Pytanie o harmonogram pozostaje otwarte. Budowa reaktorów jądrowych nawet tych mniejszych, modułowych trwa latami, a szwedzka infrastruktura prawna i regulacyjna dla nowych instalacji jest wciąż we wczesnym etapie kształtowania. Rząd musi teraz rozpatrzyć złożone wnioski, a decyzje o przyznaniu wsparcia nie będą proste: chodzi o publiczne pieniądze, kontrowersyjną politycznie technologię i projekty, których efekty będą widoczne najwcześniej za dekadę. Pierwsze rozstrzygnięcia w tej sprawie mogą dać odpowiedź, ile ze swojego planu energetycznego Szwecja naprawdę zamierza zrealizować.
