Spór o elektrownie wiatrowe na Bałtyku , Rybacy i ekolodzy zjednoczeni w proteście przeciwko nowym projektom

Bałtyk jest jednym z najbardziej zaprojektowanych akwenów na świecie pod kątem morskiej energetyki wiatrowej. Łączna moc projektów, które zostały zgłoszone lub są w różnych fazach realizacji na jego wodach, przekracza 100 gigawatów. To liczba, która robi wrażenie w każdym raporcie branżowym. Problem polega na tym, że morze, na którym mają stanąć tysiące turbin, nie jest akwenem otwartym ani głębokim to zamknięte morze śródlądowe o wrażliwym ekosystemie, gdzie rybacy i przyrodnicy widzą coraz mniej miejsca dla siebie.

Koalicja, która zaczęła się tworzyć między rybakami a organizacjami ekologicznymi, jest dość nieoczekiwana. Obie grupy przez lata były po przeciwnych stronach wielu sporów rybacy chcieli połowów, ekolodzy chcieli ograniczeń. Teraz mają wspólnego przeciwnika. Zarzuty są podobne: procedury środowiskowe są traktowane jako formalność, rzeczywiste oceny oddziaływania na środowisko są zbyt pobieżne, a presja na realizację ambitnych celów OZE sprawia, że administracje krajowe przymykają oko na nieprawidłowości.

Konkretne obawy dotyczą przede wszystkim samego procesu budowy. Wbijanie pali pod fundamenty turbin generuje hałas podwodny o intensywności, która wypędza ryby z tarlisk i niszczy behawior gatunków wrażliwych na akustykę między innymi morświnów, których populacja na Bałtyku jest już i tak w trudnej sytuacji. Kładzenie kabli po dnie narusza strukturę osadów. Nawet po zakończeniu budowy strefa wokół farmy wiatrowej jest wyłączona z połowów, co dla małych kutrów operujących od pokolenia w określonych wodach oznacza po prostu utratę miejsca pracy bez żadnej realnej rekompensaty.

Szwecja postanowiła w tej sprawie inaczej niż jej sąsiedzi: odrzuciła trzynaście dużych wniosków o pozwolenie na morskie farmy wiatrowe w swojej wyłącznej strefie ekonomicznej. Powodem nie były jednak przede wszystkim ryby ani rybacy, lecz kwestie obronne. Szwedzkie siły zbrojne argumentowały, że turbiny mogą zakłócać radar i ograniczać możliwości operacyjne floty. To zupełnie inne podejście do tej samej mapy Bałtyku i pokazuje, że opór wobec energetyki wiatrowej na morzu ma wiele warstw, często niezwiązanych ze sobą.

W Polsce sprzeciw rybaków jest coraz lepiej zorganizowany. Stowarzyszenia rybackie z Trójmiasta, Kołobrzegu i Ustki systematycznie składają uwagi do postępowań środowiskowych, domagając się realnych konsultacji, a nie procedury, w której decyzja jest de facto podjęta z góry. Ekolodzy z kolei wskazują na braki w ocenach wpływu na populacje ryb i ssaków morskich. Ich zarzuty trafiają do Komisji Europejskiej i organizacji takich jak WWF, które od kilku lat prowadzą własne badania nad stanem ekosystemu Bałtyku.

- Reklama -

Nie chodzi o to, żeby zatrzymać całą morską energetykę wiatrową taki postulat nie pojawia się ani wśród rybaków, ani wśród głównych organizacji ekologicznych. Chodzi o tempo, lokalizacje i jakość procesu decyzyjnego. Bałtyk jest morzem płytkim i zamkniętym, gdzie błędy lokalizacyjne trudno naprawić po fakcie. Kilka krajów regionu w tym Dania i Niemcy wypracowało już modele konsultacji, w których rybacy i przyrodnicy mają realny wpływ na wybór lokalizacji farm. Polska na tym polu jest wyraźnie za nimi.

elektrownie wiatrowe na Bałtyku
elektrownie wiatrowe na Bałtyku

Pierwsze decyzje środowiskowe dla kolejnych polskich projektów bałtyckich mają zapaść jeszcze w tym roku. Czas na formalne uwagi mija szybciej, niż zdają sobie z tego sprawę zainteresowane strony.

Udostępnij ten artykuł