Dowódca polskich strażaków w Szwecji jest zaniepokojony ciągłymi upałami. Jak powiedział, susza i wysokie temperatury w ciągu sekundy mogą spowodować prawdziwe piekło: to bowiem doskonałe warunki dla iskrzenia, wywołującego zapłon. Polacy dzielnie stawiając czoła leśnym pożarom mają więc pełne ręce roboty – bezustannie.

Wsparcie Szwedom okazały liczne państwa Unii Europejskiej. Sytuacja pozostaje dramatyczna, a lasy wciąż płoną na wielką skalę. Pomoc oferowana przez Polskę jest jednak nieoceniona: do położonego w centrum kraju Jämtlandu przybyło niemal 140 strażaków i 44 pojazdy gaśnicze.

Polacy stacjonują w miejscowości Sveg. W udziale przypisano im dwa płonące tereny – dzielni mundurowi zjawiają się tam dniem i nocą, na zmianę. Sen zajmuje pracownikom straży nie więcej niż cztery godziny. Bohaterską ekipą dowodzi Michał Langner, młodszy brygadier z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej.

Langner przebywa w Kårböle, małej wiosce leżącej w Hälsinglandzie. W środę, 25 lipca późnym popołudniem zadzwonił do brygadiera dziennikarz. Byli umówieni na rozmowę, ale Langner nie mógł poświęcić mu chwili – od samego rana zmagał się bowiem z nieustępliwymi płomieniami. Następnego ranka reporter zapytał, kiedy ekipa Langnera zakończyła akcję gaśniczą. Okazało się, że nie zakończyła jej wcale: od kilku dni wznawiane są próby ugaszenia tego samego obszaru. Polacy stoją w miejscu i dzielnie odpierają ataki ognia – inaczej zajmowałby on dalszy grunt.

Mieszkańcy Kårböle zostali wyprowadzeni ze swoich domów. Ewakuacja była konieczna, bo ogień stale ekspanduje. Załoga Langnera zajęła teren około siedmiu kilometrów. Pilnują, by ogień nie przekroczył tej linii, bez ustanku starają się go okiełznać. Są niezmordowani: pracują w temperaturze przerastającej 30 stopni Celsjusza, każdy ruch utrudniają im porywiste podmuchy rozżarzonego wiatru.


10% Rabatu na wszystkie produkty śniadaniowe. Kod rabatowy BREAKFAST27

Praca w takim piekle to nie lada wyzwanie. Na szczęście 39-letni Langner jest doświadczonym strażakiem. Pomagał w akcjach po niejednej katastrofie: po trzęsieniu ziemi na Haiti, po kataklizmie w Nepalu. Co więcej, Agencja ds. Cywilnych Sytuacji Kryzysowych (MSB) przeszkoliła Langnera i jego ekipę w kontrolowaniu pożarów i skutecznej akcji ratunkowej. Pożary w Szwecji już dawno przekroczyły najgorsze obawy synoptyków, ratowników i wojska. Langner wie, że stał się uczestnikiem wydarzeń historycznych.

Polak podzielił się swoimi spostrzeżeniami z serwisem thelocal.se:

„Osobiście jestem zaskoczony. Nie podejrzewałem, że do czegoś takiego może dojść w Szwecji. Wiemy, że każdego roku ogień dewastuje potężne terytoria w Grecji czy Hiszpanii – i jesteśmy na to gotowi. Szwecja nie przychodzi ci na myśl, gdy słyszysz o niepohamowanych pożarach leśnych. Przecież to nie jest południe Europy.”

Polscy strażacy pracują na zmianę, po dziewięć do dziesięciu godzin. Langner uznał, że w starciu z tak gwałtownym ogniem potrzebne będą dwie załogi strażackie. Zazwyczaj na podobne misje wysyła się tylko jeden zespół, ale płomienie w zastraszającym tempie pożerają kolejne kilometry lasów. Zamiast nadesłać jedną ekipę – którą trzeba byłoby przemieszczać z jednego punktu do drugiego – w podróż wysłano aż 140 funkcjonariuszy.



Polacy przybyli do Jämtlandu w poniedziałek, z samego rana. Są doskonale przygotowani do akcji, gotowi na wszystko. Mają własne namioty i pożywienie, a nawet własne paliwo. Są wśród nich ratownicy medyczni – oczywiście polscy. Operują wozami i helikopterami gaśniczymi, wszelkim sprzętem niezbędnym do walki z ogniem. Koniec misji zaplanowano na 6 sierpnia – dokładnie dwa tygodnie po przyjeździe. Jednak Langner już teraz zapowiada, że jeśli sytuacja w lasach nie ulegnie poprawie, jego ekipa będzie kontynuowała swoją walkę. Mężczyzna wie, że w takich chwilach liczy się każda pomoc.

„Jesteśmy tu dla was i zrobimy co w naszej mocy, by ugasić ogień”, powiedział brygadier w rozmowie z lokalnym dziennikarzem. Zwracał się jednak do całego narodu szwedzkiego. „Cieszymy się, że próbujecie ułatwić naszą pracę i dajecie nam tyle wsparcia.”

Lasy otaczające Kårböle po części przypominają polskie obszary naturalne. W Polsce również dochodzi do pożarów, ale rozmach, z jakim płoną lasy w Szwecji, zaskoczył wielu nadwiślanych strażaków. „Ziemia jest wysuszona i drzewa też są suche. To doskonałe warunki do iskrzenia, które może wywołać potężny zapłon”, tłumaczy Langner.



W czwartek, 26 lipca płonęło dwadzieścia pięć lasów. Pracownicy Narodowej Agencji Pogodowej SMHI zapewniają jednak, że w sobotę dojdzie do zaburzeń pogodowych. Weekend ma okazać się deszczowy, a opady obejmą wiele regionów Szwecji. Deszczu wyczekują wszyscy: strażacy i zwykli mieszkańcy kraju. Dla ekipy Langnera byłby on na wagę złota.

W środę, po trzynastu dniach ciągłego pożaru, na lasy zajmujące Älvdalen zrzucono bombę GBU-49. Na terenie tym zlokalizowane są niewybuchy pocisków artyleryjskich, do których nie wolno się zbliżać – stąd pomysł na atak z powietrza. Zwalczanie ognia ogniem miało okazać się ostatnią deską ratunku, ale członkowie sił powietrznych zapewniają, że działania te przynoszą pożądane efekty.

Walka z żywiołem trwa. SMHI przestrzega, że południowa część Szwecji wciąż jest obszarem podwyższonego ryzyka pożarowego.