Przez lata Szwecja była cytowana w każdym artykule o bezgotówkowej przyszłości. Niemal jako dowód, że da się żyć bez banknotów i że nawet drobne sumy można rozliczać telefonem. W większości szwedzkich kawiarni i sklepów gotówka od lat budziła zakłopotanie: kasy brakowało, terminale były wszędzie. Teraz ten sam rząd i ten sam bank centralny mówią obywatelom, żeby trzymali w domu co najmniej tysiąc koron w banknotach. To dość konkretna zmiana tonu.
Sveriges Riksbank od kilku lat sygnalizował niepokój stanem infrastruktury gotówkowej w kraju. Bankomaty znikały, oddziały banków zamykano, a sieć dystrybucji fizycznych pieniędzy kurczyła się szybciej, niż ktokolwiek formalnie to zaplanował. Problem stał się poważny, kiedy zaczęto liczyć, ile czasu zajęłoby uruchomienie systemu gotówkowego od nowa w razie poważnej awarii sieci cyfrowej. Odpowiedź nie była komfortowa.
Geopolityka zrobiła swoje. Napiecia w regionie Bałtyku i głośne incydenty z atakami na infrastrukturę krytyczną w tym na kable podmorskie i sieci energetyczne zmieniły sposób, w jaki szwedzkie instytucje myślą o ciągłości systemu płatniczego. Cyfrowe przelewy i płatności kartą działają sprawnie do momentu, gdy pada prąd albo zostaje przerwane łącze internetowe. Gotówka działa zawsze. Nie potrzebuje serwera ani zasięgu.
Projektowane przepisy idą w konkretnym kierunku: sklepy spożywcze i apteki czyli placówki uznane za niezbędne mają być zobowiązane do przyjmowania gotówki niezależnie od wewnętrznych regulaminów. To zmiana o tyle istotna, że część sieci handlowych w ostatnich latach oficjalnie rezygnowała z obsługi gotówki, co wydawało się wtedy naturalnym krokiem naprzód. Teraz okazuje się, że takie decyzje osłabiały backup całego systemu. Rząd zamierza ten błąd naprawić.
Wątek wykluczenia społecznego pojawia się w dokumentach Riksbanku od dawna, ale teraz jest formułowany wyraźniej. Osoby starsze, które nie korzystają z aplikacji bankowych, osoby z niepełnosprawnościami oraz ci, którzy z różnych powodów nie posiadają kont wszyscy oni stają się bezradni w modelu czysto cyfrowym. Szwecja jest wystarczająco małym i zamożnym krajem, żeby takie grupy nie były liczne, ale wystarczająco świadomym społecznie, żeby nie ignorować ich sytuacji.
Rekomendacja utrzymywania tysiąca koron w domu w różnych nominałach to zalecenie, które jeszcze niedawno brzmiałoby w Sztokholmie jak anachronizm. Dziś pojawia się w oficjalnych wytycznych dotyczących gotowości obywatelskiej. Przy okazji władze sugerują też, żeby nie trzymać zbyt dużych kwot w jednym miejscu i żeby do gotówki dołączyć kilka różnych kart płatniczych bo zdarzają się awarie konkretnych sieci, nie całego systemu. To pragmatyczna, wielowarstwowa rada, a nie panika.

Kontrowersji nie brakuje. Część ekonomistów zwraca uwagę, że fizyczna gotówka wiąże się z kosztami: druk, transport, przechowywanie, ryzyko kradzieży. Szwedzka propozycja ograniczenia transakcji gotówkowych powyżej dziesięciu tysięcy koron ma w teorii przeciwdziałać praniu pieniędzy, ale w praktyce taki limit nic specjalnie nie utrudnia duże gotówkowe transakcje w zwykłym obrocie i tak należą już do rzadkości. Pytanie, czy te regulacje są wystarczające, czy tylko symboliczne, pozostaje otwarte.