W Brukseli, w biurach, gdzie urzędnicy Komisji Europejskiej pracują nad kolejnymi załącznikami do EU AI Act, ktoś prawdopodobnie właśnie używa ChatGPT do streszczenia dokumentu. To nie złośliwość to obserwacja, która mówi coś konkretnego o stanie europejskiego ekosystemu informacyjnego: kontynent, który stworzył najbardziej rygorystyczne regulacje AI na świecie, pozostaje w głębokiej zależności od modeli zbudowanych poza swoimi granicami.
Ta zależność ma wymiar geopolityczny. Granica między tym, czyj model przetwarza europejskie dane, a tym, kto może potencjalnie wpływać na narrację, którą te modele budują, jest cieńsza, niż chciałoby wielu europejskich decydentów. Inicjatywy takie jak BLOOM we Francji czy Luminous w Niemczech są odpowiedzią na tę świadomość próbą zbudowania modeli, które są zakorzenione w europejskim kontekście danych, europejskim prawie i europejskiej wrażliwości kulturowej. Postępy są realne. Dystans do OpenAI czy Anthropic też.
Jeszcze mniej widoczny, ale równie poważny, jest problem językowy. Duże modele językowe są trenowane na danych, w których dominuje angielski, a po nim chińskie, hiszpańskie i kilka innych globalnych języków. W tym kontekście łotewski, irlandzki czy maltański są statystycznym szumem. To nie tylko kwestia wygody to kwestia tego, jak modele rozumieją i reprezentują rzeczywistość w tych językach. Niuanse, idiomy, kontekst kulturowy, specyfika lokalna wszystko to jest w mniejszych językach reprezentowane słabiej lub wcale. Kiedy obywatel Łotwy korzysta z chatbota AI do uzyskania informacji o lokalnych wydarzeniach politycznych, odpowiedź budowana jest na fundamentach, które ten kontekst po prostu nie uwzględniają tak dokładnie, jak uwzględniałby go lokalny dziennikarz.
Komisja Europejska podjęła działania trwają prace nad własnymi europejskimi modelami językowymi zaprojektowanymi z myślą o równości językowej między państwami członkowskimi. To ambitne i politycznie logiczne. Czy wystarczy, żeby zmienić realny kształt użytkowania, jest już mniej pewne.
Równolegle organizacje medialne i instytucje publiczne w UE muszą poruszać się w nowym krajobrazie compliance. EU AI Act nakłada na systemy AI obowiązki, których nie ma nigdzie indziej na świecie: przejrzystość dotycząca danych treningowych, dokumentacja decyzji algorytmicznych, ochrona praw autorskich.
Dla redakcji i instytucji publicznych, które chcą używać AI w swojej pracy, oznacza to wdrażanie rozwiązań technicznych takich jak Retrieval-Augmented Generation systemy, które generują odpowiedzi na podstawie własnych, zweryfikowanych zbiorów danych, a nie na podstawie publicznej wiedzy modelu. Lokalne bazy grafowe zamiast otwartych systemów. Kontrola wycieku danych zamiast wygody.

Trudno nie zauważyć pewnego paradoksu. Europa jest kontynentem, który reguluje AI bardziej kompleksowo niż jakikolwiek inny region świata. Jednocześnie jest kontynentem, którego ekosystem informacyjny jest najbardziej uzależniony od podmiotów operujących według innych zasad. Te dwie rzeczy są jednocześnie prawdziwe i dopóki nie ma własnych modeli o porównywalnej skali i jakości, regulacja rozwiązuje tylko część problemu.
