Zwiedzanie promu Jantar Unity – chaos i kolejki w Szczecinie

Zwiedzanie promu Jantar Unity w Szczecinie 18 stycznia przyciągnęło tłumy. Komentujący na Facebooku opisują wielogodzinne kolejki i chaos organizacyjny.

Zwiedzanie promu Jantar Unity w Szczecinie odbyło się w niedzielę 18 stycznia, w godzinach 10:00-16:00. Wejścia organizowano w niewielkich grupach, które zmieniały się co kilkadziesiąt minut. Nie było zapisów, a o udziale decydowała kolejność przyjścia. W komentarzach pod postami na Facebooku dominowało jednak rozczarowanie organizacją i informowaniem ludzi stojących w kolejce.

Zapowiedzi i zasady wejścia na pokład

Jak informuje Unity Line, prom był otwarty dla zwiedzających w godzinach 10:00-16:00. Organizator podkreślał, że wejście odbywa się w zorganizowanych grupach, bez wcześniejszych zapisów. Podobne zasady przywoływały lokalne media, opisując Dzień Otwarty jako ostatnią okazję zobaczenia jednostki w Szczecinie. Jak podawało Radio Szczecin , wejścia planowano w grupach liczących około 20 osób.

- Reklama -

W praktyce kluczowe okazało się to, ilu chętnych pojawiło się jednocześnie. Według relacji komentujących, kolejka formowała się bardzo wcześnie i szybko wydłużała się wzdłuż nabrzeża. Część osób zwracała uwagę, że samo „pierwszeństwo przyjścia” bez limitowania kolejki w terenie prowadzi do chaosu. Inni podkreślali, że przy ograniczonym czasie zwiedzania wiele osób nie miało realnej szansy na wejście. Jak donosi TransInfo, zasada była prosta: brak zapisów i wejścia w grupach około 20 osób.

Kolejka od rana i wielogodzinne czekanie

W komentarzach w social mediach często powtarzał się motyw długiego oczekiwania na wejście. Pani Katarzyna opisała, że przyszła tuż przed 10:00, a na pokład weszła około 13:45. Zwróciła też uwagę, że około 12:00-12:30 dalsze ustawianie się mogło nie mieć sensu, bo kolejka była zbyt długa. W jej relacji pojawiają się komunikaty o około 3 godzinach oczekiwania i o tym, że zwiedzanie nie zostanie przedłużone. Ta sama osoba podkreśliła jednak, że prom zrobił bardzo dobre wrażenie i wygląda nowocześnie.

Podobnie Pan Michał napisał, że stał około 3,5 godziny, a kolejka „nawet do promu nie doszła”. Według jego relacji ludzie mieli marznąć po kilka godzin, po czym usłyszeli, że nikt więcej nie wejdzie. W innym tonie wypowiedział się Wojtek, który uznał, że warto było czekać około 1,5 godziny, bo statek zrobił wrażenie. Te dwa głosy pokazują, że doświadczenie zależało głównie od momentu przyjścia i miejsca w kolejce.

- Reklama -

Rozczarowanie rodzin i osób, które przyjechały z daleka

Część komentujących opisywała emocje związane z obecnością dzieci i zimową aurą. Pani Katarzyna wskazała, że po 11:00 było już widać, iż nie ma sensu stać, bo i tak nie wejdą. Dodała, że jej syn był bardzo rozczarowany, a stanie w kolejce z małymi dziećmi na mrozie oceniono jako szczególnie trudne. Podobnie Pani Justyna nazwała sytuację „katastrofą”, opisując około 4 godziny czekania z dzieckiem po to, by wejść na kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. W tych komentarzach krytyka dotyczyła nie samego promu, lecz sposobu zorganizowania wejść.

Mocne słowa padły też ze strony osób, które poświęciły czas i pieniądze na przyjazd. Pan Andrzej napisał, że przyjechał z synem z Gdańska specjalnie po to, by zobaczyć Jantar Unity, a ostatecznie nie został wpuszczony. W jego relacji pojawia się koszt paliwa, hotelu i „dwa dni z życiorysu”, które nie przełożyły się na zwiedzanie. Komentujący dodał również, że angażował w wyjazd sąsiada z synem i czuł wstyd z powodu finału tej „wycieczki”. To przykład frustracji, która narasta, gdy brakuje jasnej informacji o szansach wejścia.

- Reklama -

Najwięcej emocji: brak czytelnej informacji w terenie

Wielu komentujących nie krytykowało samej idei Dnia Otwartego, lecz sposób komunikacji z ludźmi stojącymi daleko od wejścia. Pan Marcin zarzucił organizatorom brak wczesnej informacji w rejonie, gdzie kolejka była najdłuższa. Opisał, że dopiero około 15:00 do oczekujących dotarł komunikat o braku możliwości wejścia, a miało to nastąpić przez policjantów. W jego komentarzu pojawia się też opis rozmowy z przedstawicielką armatora, która miała wskazywać, że „trzeba było przyjść wcześniej”, bo pierwsi ustawili się około 6:00. Pan Marcin ocenił jako „niedorzeczne” twierdzenie, że nie dało się wcześniej oszacować, od którego miejsca kolejki wejście nie będzie możliwe.

Podobny wątek pojawił się u Pana Marka, który pisał o kilku godzinach stania i końcowej informacji, że jednak nikt nie wejdzie. Komentujący sugerował, że prościej byłoby wyznaczyć koniec kolejki, która ma realną szansę na wejście. Pan MichałMichał poszedł dalej i opisał pomysł, by o 10:00 wręczyć ograniczoną liczbę „darmowych biletów” osobom stojącym w kolejce, tak aby uniknąć wielogodzinnego oczekiwania bez efektu. To nie tyle gotowe rozwiązania, ile sygnał, że część ludzi oczekiwała jasnego limitu w terenie i wczesnego komunikatu.

Zarzuty o „wpuszczanie swoich” i poczucie nierównego traktowania

W komentarzach pojawiały się też oskarżenia, których nie da się zweryfikować na podstawie samych wpisów. Pan Andrzej napisał o „wpuszczaniu swoich poza kolejką” i uznał to za „kiepski ruch”. Pan Łukasz stwierdził, że „vipy i znajomi” mieli mieć więcej czasu na zwiedzanie, a reszta czekała wiele godzin. To mocne słowa, ale wciąż są to deklaracje komentujących, a nie ustalone fakty. Z perspektywy odbioru wydarzenia takie wpisy są jednak ważne, bo pokazują, jak szybko frustracja przeradza się w poczucie niesprawiedliwości.

Pani Agnieszka opisała czterogodzinne stanie na mrozie i końcową odmowę wejścia, co odebrała jako „totalne olanie stojących”. W jej relacji pojawia się także wątek policjantów przekazujących informację o zakończeniu wpuszczania. Tego typu komentarze są emocjonalne, ale spójne z innymi wpisami dotyczącymi zbyt późnej komunikacji. Pani Alina podsumowała krótko: „Prom piękny, ale organizacyjnie słabo wyszło”.

Prom zrobił wrażenie, ale to organizacja zdominowała dyskusję

W części komentarzy dało się zauważyć wyraźny podział: zachwyt nad samą jednostką i złość na sposób zwiedzania. Pani Katarzyna po wejściu na pokład oceniła prom jako bardzo nowoczesny i wyraziła nadzieję, że długo pozostanie w dobrym stanie. Pan Wojtek również podkreślał, że „było warto” i że statek zrobił duże wrażenie. Pani Marlena napisała krótko, że udało jej się wejść ostatnim wejściem.

Jednocześnie nawet osoby, które koncentrowały się na promie, często wracały do tematu kolejek. Pan Jack ironizował, że sześć godzin zwiedzania w mieście tej wielkości musiało skończyć się problemami. Wiele wpisów sugeruje, że sama konstrukcja wydarzenia – krótkie okno czasowe i wejścia w małych grupach bez zapisów – wymagała bardzo sprawnej informacji w terenie. W tej historii to właśnie komentarze niezadowolonych uczestników stały się główną opowieścią o Dniu Otwartym.

Udostępnij