W partii Szwedzkich Demokratów (SD) rośnie presja, by zmienić lub nawet znieść ustawę o zniesławieniu grup etnicznych w Szwecji (lagen om hets mot folkgrupp). Wiele partyjnych wniosków domaga się całkowitego odejścia od obecnych przepisów, które mają chronić określone grupy przed mową nienawiści. Zarząd partii proponuje jednak inny kierunek – ograniczenie zakresu ustawy i jej przegląd, zamiast pełnego uchylenia, informuje Sveriges Radio.
Wnioski przed zjazdem: od wolności słowa do zniesienia ustawy
Przed najbliższym krajowym zjazdem SD do władz partii trafiło kilka wniosków dotyczących ustawy o zniesławieniu grup etnicznych. Według relacji Ekot ich autorzy podkreślają, że prymat powinna zyskać wolność słowa, a obecne brzmienie przepisów jest „trudne do interpretacji” i przez to problematyczne w praktyce.
Część działaczy idzie jeszcze dalej i domaga się całkowitego zniesienia ustawy, co wprost zapisano także w jednej z niedawnych sejmowych interpelacji posłów SD.
Pokazuje to, że spór wokół tego, jak daleko ma sięgać ustawa o zniesławieniu grup etnicznych w Szwecji, stał się jednym z głównych wewnętrznych konfliktów w partii.
Propozycja zarządu SD: węższa ustawa, mniej chronionych grup
W odpowiedzi na zgłoszone wnioski zarząd SD proponuje, by partia oficjalnie opowiedziała się za przeglądem i ograniczeniem ustawy, zamiast jej natychmiastowego zniesienia. Według materiałów cytowanych przez Ekot i svt, partia chce, aby przepisy skoncentrowały się wyłącznie na „folkgrupper”, czyli grupach etnicznych i narodowych, zgodnie z literalnym brzmieniem nazwy ustawy.
Kluczowa zmiana dotyczy zakresu ochrony. Zarząd SD uważa, że podżeganie do nienawiści wobec osób ze względu na ich orientację seksualną nie powinno dłużej podlegać tej ustawie. Partia nie chce też, by ustawa obejmowała podżeganie ze względu na wiarę lub przynależność religijną.
Byłoby to istotne zawężenie ochrony mniejszości, bo to właśnie osoby LGBT+ i wierzący często zgłaszają przypadki mowy nienawiści, które dziś podpadają pod obowiązujące przepisy.
Argumenty SD: niejasne granice prawa i „nie ta grupa”
Partijny sekretarz Mattias Bäckström Johansson tłumaczy, że ustawa – w jego ocenie – z czasem nadmiernie się rozrosła. Jak relacjonują Ekot, Aftonbladet i TV4, Bäckström podkreśla, że wiele osób czuje się niepewnie, bo trudno jest zrozumieć, co dokładnie jest przestępstwem, a co mieści się w granicach dozwolonej wypowiedzi.
W odniesieniu do orientacji seksualnej stwierdza, że „większość osób rozumie zapewne, że nie jest to grupa społeczna”, a nazwa ustawy sugeruje przecież, że ma ona chronić właśnie grupy społeczne lub etniczne. Podobnie partia argumentuje w przypadku przynależności religijnej – według kierownictwa SD te kategorie nie powinny znajdować się w tym samym przepisie co rasa czy pochodzenie etniczne.
Jest to klasyczny przykład sporu o definicje: z jednej strony prawo, które stopniowo obejmuje coraz więcej grup, z drugiej – partia domagająca się powrotu do węższego, pierwotnego zakresu ochrony.
Szerszy kontekst: wcześniejsze apele o reformę lub zniesienie ustawy
Debata, którą dziś wywołuje SD, nie jest nowa. W ostatnich latach składano w Riksdagu kilka wniosków – z różnych stron sceny politycznej – by zreformować lub nawet całkowicie znieść ustawę o hets mot folkgrupp. Część posłów argumentowała, że przepisy prowadzą do niejasnych i kontrowersyjnych wyroków, a ich stosowanie może zniechęcać do udziału w debacie publicznej.
Z drugiej strony organizacje broniące praw człowieka i przedstawiciele mniejszości ostrzegają, że ograniczenie ustawy może zostawić wiele grup bez skutecznej ochrony przed nawoływaniem do nienawiści. Właśnie na tej linii – między wolnością słowa a bezpieczeństwem mniejszości – będzie się teraz toczyć główny spór polityczny.
