Do Szwecji napływa coraz więcej Azjatów, którzy szukają zatrudnienia. I często je znajdują, choć nie zawsze jest to praca legalna. Mieszkańcy krajów centralnoazjatyckich podejmują tu pracę, choć wielu z nich nie uzyskało na to stosownego pozwolenia. Odbywa się to w zaskakująco prosty sposób. Przybysz z obcego państwa dostaje szwedzki numer podatkowy, udając, że kupuje używany samochód.

Śledztwo, które przeprowadziło między innymi TV4, ujawniło, że do tego typu przekrętów dochodziło już od 2016 roku. Ponad 1100 imigrantów nielegalnie dostało pracę w różnych szwedzkich przedsiębiorstwach, rozsianych po mapie kraju.

W Sztokholmie działa nielegalna „fabryka” dokumentów identyfikacyjnych. Zarządza nią niejaki Akmal – mężczyzna, który sam znajdował się kiedyś w położeniu swoich klientów. Do Szwecji sprowadził się w 2004 roku.

Za każdy zakup fałszywego samochodu Akmal pobiera od 200 do 500 euro (860–2150 PLN). Dokumenty wydawane są na podstawie adresu mieszkania, wynajmowanego przez mężczyznę w dzielnicy Hasselby.

Akmal sto dwanaście razy używał tego adresu, by zarejestrować sprzedaż jednego i tego samego auta. Jego klienci nie mają nawet prawa jazdy, które byłoby ważne na terenie Szwecji.

Imigranci dostają zazwyczaj prace fizyczne. Zostają zatrudnieni na budowie, w hotelach, restauracjach, centrach handlowych. Dostępne są też posady dla personelu sprzątającego.

Jeden z klientów Akmala dostał pracę na lotnisku Sztokholm-Arlanda. Pełnił obowiązki dozorcy policji granicznej. Jest w tym pewna ironia: to organ, który ma za zadanie zwalczać nielegalną imigrację.

Szwedzcy pracodawcy najczęściej nie pytają na rozmowach kwalifikacyjnych o pozwolenia na wykonanie pracy. Jeśli kandydat posiada aktualny numer identyfikacyjny od szwedzkiej agencji podatkowej (Skatteverket), zezwolenie takie okazuje się zbędne. Numer identyfikacyjny pozwala pracownikowi otworzyć własny rachunek bankowy.

To, do kogo należy dany samochód, nie jest wnikliwie kontrolowane przez Transportstyrelsen – czyli Szwedzką Agencję Transportu. Pracownicy tej organizacji często bazują na kopiach dokumentów, które wysłane zostają drogą mailową. Bardziej uważne są inne organy: Urząd Skarbowy czy Szwedzka Agencja Migracyjna (Migrationsverket).

Pia Bergman, ekspertka ds. zwalczania oszustw w Urzędzie Skarbowym, uważa, że samordningsnummer (inaczej „numer koordynacyjny”) otwiera nielegalnym pracownikom „tylne drzwi”, dając im łatwy dostęp do ofert pracy:

„To daje im możliwość pracy, założenia rachunku bankowego, wynajmu mieszkania. Imigranci dostają wszystko, co wiąże się z posiadaniem ubezpieczenia społecznego.”

Proces uzyskania numeru koordynacji podatkowej zajmuje zazwyczaj dwadzieścia pięć dni i jest bezpłatny. Akmal natomiast czerpie ze swojego interesu zyski, zresztą niemałe, bo ma wielu klientów.

Niektórzy ze szwedzkich urzędników są zdania, że Akmal nie łamie prawa, rejestrując sprzedaż fałszywego samochodu. Przestępstwa dopuszczają się sami nielegalni imigranci i wszyscy, którzy ostatecznie dają im pracę. Podczas swojego śledztwa TV4 trafiło na trop 476 firm, które zatrudniły nielegalnie przebywającego w Szwecji cudzoziemca. Około połowa z tych przedsiębiorstw może pochwalić się zdolnością kredytową i wiarygodnością finansową, niektóre współpracują z radami miast.

Inne z firm są ciut bardziej „szemrane”. Niektóre prowadzą działalność przez rok, a potem znikają z rynku w atmosferze skandalu, często z długami.

Anders Bjorkenheim, ekspert ds. powstrzymywania oszustw finansowych, zapewnia, że w Szwecji działa przynajmniej kilka pozbawionych skrupułów firm, dla których współpraca z imigrantem jest korzystna. Kogoś takiego można bowiem wyzyskiwać, oferując mu na przykład połowę płacy minimalnej.

W branży hotelarsko-restauracyjnej minimalna płaca miesięczna wynosi 21 930 koron (~8950 PLN). Nielegalny imigrant nie dostanie jednak tylu pieniędzy za tę samą pracę, którą wykona rodowity Szwed.

„Przeniesienie własności samochodu nie jest przestępstwem”, zapewnia Anna Berggrund z Agencji Transportu. „Przeniesienie adresu pocztowego też nie. Nasze podejrzenia pojawiają się wówczas, gdy dostarczona dokumentacja tożsamości wydaje się sfałszowana lub wybrakowana. Działamy zgodnie z instrukcjami, które posiadamy. Dostarczane są nam dokumenty, a potem je weryfikujemy.”

„Jeżeli aplikant dostarcza wiarygodne dokumenty, musimy je przyjąć, bez względu na własną opinię w temacie danej osoby. Ciężko ocenić, kiedy dochodzi do przekrętu, kiedy dokumenty są sfałszowane na przykład przez rodzinę lub przyjaciół.”

Osoby, które kontaktują się z Akmalem, dowiadują się o prowadzonej przez niego działalności od znajomych – innych imigrantów. Czasem też w sieci można znaleźć ogłoszenia o wydawaniu dokumentów identyfikacyjnych. Klientami Akmala zostają m.in. imigranci z Rosji, Uzbekistanu, Azerbejdżanu, Gruzji i innych byłych republik radzieckich.

Anders Bjorkenheim obawia się, że dystrybucja, której dopuszczają się „przedsiębiorcy” pokroju Akmala, tylko nasili działający już w Szwecji rynek przestępczy. Według eksperta wyzyskiwanie środowisk imigranckich nosi znamiona „współczesnego niewolnictwa”. Niektóre z kobiet zmusza się do prostytucji.

„Zaproponowano mi pracę pod warunkiem, że zgodzę się wykonywać swoje obowiązki za darmo przez tydzień. Po siedmiu dniach dostałam ultimatum: albo prześpię się z szefem, albo mogę zapomnieć o zatrudnieniu. Nie miałam wyboru”, opowiada kobieta z Uzbekistanu, która ubiegała się o pracę sprzątaczki na uczelni wyższej.

„Wiele kobiet takich jak ja myśli wtedy o swoich dzieciach, o tym, że trzeba im wysłać pieniądze. Więc godzimy się na uwłaczające warunki pracy. Musimy to robić dla dobra dzieci.”

Menedżerowie firm, które zatrudniły klientów Akmala, bronią swojej sytuacji. Zapewniają, że zwalniają nielegalnych pracowników, ilekroć taka sprawa zostanie im przedstawiona.

Pia Bergman nie wierzy w te poręczenia i jest zdania, że potencjalny pracodawca jest współodpowiedzialny przestępstwa, sam dopuszcza się wykroczenia. „Tacy pracodawcy nie wykonali swojej podstawowej roli. Nie upewnili się, czy nowo zatrudnione osoby przebywają w Szwecji legalnie.”