Kontrowersyjny list Ambasady USA w Kopenhadze trafił do duńskich firm, wywołując niemałe zamieszanie. Ambasada domaga się od przedsiębiorstw podpisania oświadczenia, że ich wewnętrzne programy dotyczące różnorodności, równości i integracji (DEI) nie naruszają amerykańskiego prawa antydyskryminacyjnego. Jak donosi duński nadawca DR, wymóg ten dotyczy wszystkich dostawców współpracujących z Departamentem Stanu USA.
List wywołał konsternację i ostrą krytykę w Danii. Søren Friis Larsen, szef działu amerykańskiego w Duńskiej Izbie Handlowej, przyznaje, że wiele firm nie wie, jak zareagować. „To niewiarygodnie głupie” – powiedział Larsen w rozmowie z TV2, dodając: „Ale niestety, musimy traktować to poważnie. Przypomina to trumpowski sposób tworzenia prawa”.
Problem potęguje fakt, że nie jest do końca jasne, co dokładnie firmy miałyby podpisać. „Jest to bardzo niejasno sformułowane, co powoduje duże zamieszanie wśród firm. Myślę, że częściowo o to chodziło. To trochę kampania strachu ze strony USA” – ocenił Søren Friis Larsen dla DR. Przedsiębiorstwa są zdezorientowane i zaniepokojone. Larsen podkreśla, że reakcja firmy będzie zależeć od skali jej powiązań handlowych z USA – im większa zależność, tym poważniej trzeba potraktować pismo.
Na chwilę obecną nie ma informacji, czy podobne pisma trafiły do firm w Szwecji. W Szwecji, inaczej niż sugerowałby list ambasady, wiele firm i instytucji publicznych, w tym urzędy rządowe, aktywnie wdraża programy na rzecz różnorodności. Szwedzkie urzędy rządowe deklarują koncentrację na zwiększaniu udziału pracowników obcego pochodzenia oraz dążeniu do równowagi płci, integrując perspektywę równych szans w codziennej pracy, co wspiera dedykowany plan.
