Szwecja. Podczas gdy premier znów ostrzega obywateli, by stosowali się do restrykcji i nakazów, obowiązujących od początku pandemii koronawirusa, Andersowi Tegnellowi zbiera się na mocne słowa.
Według głównego państwowego epidemiologa Szwedzi „zmierzają w złym kierunku”, a liczba nowych infekcji wirusem COVID-19 niepokoi.
Tegnell obawia się, że w najbliższym tygodniu w Szwecji może paść nowy rekord zakażeń. Na czwartkowej konferencji prasowej epidemiolog powiedział, że krzywa zachorowań stale pnie się w górę – nie tylko w jego rodzimym kraju, ale w ogóle na świecie. „W wielu państwach wzrost infekcji jest dość znaczący”, dodał Tegnell.
W Szwecji sytuacja nie jest jednolita. Niektóre gminy i regiony są gorzej dotknięte przez koronawirusa od innych. Niestety, w wielu miejscach wskaźnik infekcji jest nadal stabilny.
Całkowita liczba potwierdzonych infekcji, począwszy od marca, wynosi 90 923. Jak dotąd w sumie 2599 osób wymagało hospitalizacji na OIOM-ach. Łączna liczba zgonów, wywołanych przez COVID-19, to 5880.
„W ciągu ostatnich tygodni odnotowaliśmy w Szwecji nieznaczną poprawę”, powiedział niedawno Tegnell, w odniesieniu do epidemii. „Sytuacja nie jest tak dramatyczna, jak w wielu innych krajach Europy, ale niestety, znów zmierzamy w złym kierunku – powoli, ale jednak.”
Agencja Zdrowia Publicznego jest zdania, że liczba infekcji wzrasta, bo po przerwie wakacyjnej coraz więcej osób zdecydowało się na powrót do pracy, rezygnując z wykonywania obowiązków metodą zdalną. Jest to sprzeczne z oficjalnymi zastrzeżeniami, które nakłaniają do pracy z domu. Operator sieci komórkowej Telia ujawnił, że coraz więcej osób opuszcza dom w dni powszednie – wygląda na to, że osoby te korzystają z komunikacji publicznej, próbując dostać się do miejsc pracy.
Według Tegnella to jeden z głównych problemów: jeszcze kilka miesięcy temu Szwedzi woleli pracować zdalnie i nie opuszczali domów tak często, jak teraz.
Premier Stefan Löfven zorganizował konferencję, podczas której gorąco zachęcał obywateli do pozostawania w domach.
