Annika Strandhäll, minister opieki socjalnej, zszokowała opinię publiczną. Wszystko za sprawą kontrowersyjnej wypowiedzi dotyczącej węgierskiej polityki rodzinnej i… nazizmu.

Parę dni temu szwedzka minister opublikowała na Twitterze niestosowny komentarz. Pisała w nim, że „Viktor Orbán chce, aby w jego kraju rodziło się więcej prawdziwie węgierskich dzieci” i „przypomina to złoty wiek niemieckiego nazizmu”.

Ambasador Szwecji na Węgrzech musiał w związku z tą wypowiedzią odpierać ataki ze strony lokalnego rządu. Strandhäll krytykowała Orbána za wprowadzenie nowej polityki: kobiety, które rodzą więcej dzieci (mają ich co najmniej 4), będą korzystać ze zwolnień podatkowych.

Rząd węgierski uważa, że tweet Strandhäll nacechowany jest uprzedzeniami do polityki Budapesztu.

Według Szwedki „ubieganie się” Orbána o „prawdziwie węgierskie dzieci” przeczy wartościom feministycznym. Plany premiera mają w opinii Szwedki „śmierdzieć latami trzydziestymi ubiegłego stulecia”.

Pełny komentarz na Twitterze:

„To, co dzieje się na Węgrzech, jest niepokojące. Orbán chce, by kobiety rodziły dla niego ‚prawdziwie’ węgierskie dzieci. Te słowa śmierdzą nazistowskimi latami 30. Potrzebne będą zasłony dymne. Dążenia Orbána celują w kobiecą niezależność – o którą tyle trzeba było walczyć.”

Porównując Orbána do Adolfa Hitlera, Strandhäll zwróciła na siebie uwagę całych Węgier, których elita kipi od złości. Przekonał się o tym także przebywający na miejscu ambasador Szwecji, Niclas Trouvé.

Węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto uznał wypowiedź Szwedki za „niedopuszczalną”, a potem stwierdził, że politycznie Szwecja i Węgry różnią się od siebie w znaczący sposób. „Węgry wydają swoje pieniądze na matki, ojców i ich dzieci. Szwecja zaś – na imigrantów”, powiedział gazecie Nyheter Idag.

Katalin Novák – minister ds. zasobów ludzkich i polityki rodzinnej – domaga się od Strandhäll przeprosin. Poinformowała o tym na łamach gazety „Magyar Hírlap„:

„Porównywanie Węgier z nazistowskimi Niemcami jest niedopuszczalne. Nie życzę sobie, by w stronę naszego państwa kierowane były podobne zarzuty. Wypowiedź Anniki Strandhäll jest nieprzyjazna i niegodna członkini rządu europejskiego, a styl jej wypowiedzi – naganny. To olbrzymia wpadka dyplomatyczna.”

Jednocześnie dużo mówi się o Węgrzech na terenie Szwecji. Planowane do wprowadzenia przepisy, których autorem jest Orbán, krytykowane były m.in. przez Sofię Nerbrand – dziennikarkę „Sydsvenskan„. Według Nerbrand węgierski premier „powinien się wstydzić”, bo dąży do stymulowania porodów na terenie całego kraju.

„Orbán wyznaczył sobie jasny cel. Chce, by naród węgierski rósł w siłę przy pomocy białoskórych dzieci, mających przerosnąć i wyplewić napływających imigrantów”, pisała dziennikarka. To podejście jest jej zdaniem „skandalizujące”.

„Polityka, według której jedna grupa stawiana jest na piedestale, a inna zostaje wypchnięta poza margines, kłóci się ze współczesną Europą.”

Patrząc na kwestię polityki imigracyjnej, Szwecja i Węgry stoją ze sobą w sprzeczności. Pierwsze z państw uchodzi za niezwykle „hojne”. Od momentu, gdy rozpoczął się tzw. kryzys migracyjny, Szwedzi przyjęli blisko 200 tys. uchodźców lub azylantów. Węgry są krajem o podobnej populacji, ale skutecznie sprzeciwiały się napływowi imigrantów z Bliskiego Wschodu. Wzdłuż granicy z Serbią i Chorwacją postawiony został nawet mur.

Po tym, jak Bruksela krytykowała Budapeszt, Peter Szijjarto powiedział, że „imigracja nie jest jednym z podstawowych praw przysługujących ludziom”. Jeszcze mocniejsze były słowa Orbána, który uznał, że „imigracja jest jednoznaczną kapitulacją”.

Wskaźnik dzietności Węgier jest poniżej średniej UE, a w Szwecji należy do najwyższych na całym kontynencie. Przyczyną takiego stanu rzeczy, przynajmniej w pewnym stopniu, ma być napływ uchodźców.