Problemy komunikacyjne w Sztokholmie przyprawiają o ból głowy wszystkich, którzy usiłują przedostać się przez miasto. Stolica Szwecji to 1.5-milionowe miasto. Zarówno turyści, jak i ludzie próbujący dostać się do pracy są załamani miejskim transportem oraz towarzyszącym mu chaosem.

Ponieważ stacja Stockholms centralstation (Sztokholm Centralny) oraz część systemu metra zostały tymczasowo wyłączone z użycia, zamknięcie kolei podmiejskiej – do którego też doszło – jest ciosem podwójnie bolesnym. Stację kolejową dla pociągów podmiejskich zamknięto „ze względów bezpieczeństwa”. Dla przeciętnego pasażera oznacza to tyle, że będzie musiał definitywnie zmienić trasę swojej dotychczasowej podróży. Fala upałów, które od tygodni zalewają całą Szwecję, w niczym tu nie pomaga.

„Jestem wściekła. Wyłożyli tak wiele na budowę nowej stacji (Sztokholm City – przyp.), a po zaledwie roku nadaje się ona do remontu. Już wcześniej zdarzały się kłopoty z pociągami, którymi podróżowałam. Kiedy usłyszałam, że stacja zostanie zamknięta, byłam załamana”, powiedziała Lovisa Lind, zamieszkująca sztokholmską dzielnicę Kungsholmen.

„To potężny problem dla wszystkich osób, które każdego dnia dojeżdżają do pracy i mają do pokonania spory dystans. Teraz będą musiały zmienić trasę, co jest przecież stresujące.”

Sari Tötterman, pochodząca z Huddinge, jest szczęściarą: na chwilę obecną nie musi jeździć do pracy.



„Zamiast odjeżdżać z T-Centralen (głównej stacji metra – przyp.), musiałabym wsiadać w autobus. Już sama podróż metrem jest stresująca – zawsze martwię się, czy zdążę do pracy na czas. Gdybym przejmowała się do tego 30-stopniowym upałem, chyba oszalałabym ze złości. Na szczęście jestem w trakcie urlopu.”

Hanna Batres zamieszkuje Södertalje, nieopodal Sztokholmu. Po powrocie z rejsu wycieczkowego kobieta musiała podjechać metrem na Mariatorget, a później… przejść pieszo na stację Stockholms Södra, obładowana walizkami. O pokonaniu tej trasy bezpośrednio, z punktu A do punktu B mogła zapomnieć.

Batres stara się nie przejmować całą sytuacją: „Mam teraz wakacje, więc nie muszę się martwić. Gdybym wracała w ten sposób z pracy, prawdopodobnie puściłyby mi nerwy.”

Rimsha Hilmi mieszka w Sztokholmie i zajmuje się obsługą turystów: udziela podróżnym informacji, gdzie i jak dojechać. Według Hilmi, ludzie – nie tylko przyjezdni, ale też Szwedzi – są rozczarowani zmianami w komunikacji miejskiej.


„Zdarzają się przypadki osób poirytowanych całym zajściem. Nie dziwię im się: gdy jedziesz w konkretnym kierunku, nie masz ochoty zastanawiać się nad trasą alternatywną. Teraz trzeba podróżować okrężnie, dużo kombinować.”

Timothy Vermeire ma za sobą ciężką podróż z Belgii do Szwecji. Na miejscu czekały go jednak przykre niespodzianki.

„Podróżowałem pociągiem przez 33 godziny, a teraz, będąc już na Sztokholm City, muszę wynająć samochód. Chcę dostać się dalej na północ”, tłumaczy Vermeire. Dalsza podróż jest utrudniona, a pociąg, na który czekał, nie przyjechał. Turysta z Belgii nie przewidział, że w tak dużej aglomeracji spotka się z tak elementarnymi utrudnieniami.