Wraz z przejęciem władzy w Afganistanie przez talibów ponownie rozgorzała debata o możliwej nowej fali migracji, w tym do Szwecji. Zarówno Urząd Migracyjny, jak i minister sprawiedliwości Morgan Johansson nie przewidują jednak takiego scenariusza. Temat w ostatnich dniach stał się jednym z gorętszych w polityce. Od lipca w Szwecji obowiązuje nowa ustawa o migracji, a w UE nadal trwają dyskusje o wspólnej polityce migracyjnej i azylowej.
Premier Stefan Löfven zapowiada, że nie chce powtórki z napływu uchodźców do Szwecji w 2015 r., a dyrektor generalny Urzędu Migracyjnego Mikael Ribbenvik odrzuca taki rozwój wydarzeń. „Wiele osób porównuje obecną sytuację do roku 2015. Uważam to za bardzo mało prawdopodobne” – powiedział Ribbenvik w wywiadzie dla Dagens Industri. Wskazał też, że obecna sytuacja polityczna w Europie wygląda inaczej, a strach „powoduje powstawanie ogrodzeń i murów”. „Bardzo trudno jest dostać się do Europy, a do Szwecji jest jeszcze dalej” – dodał.
Do zmian w podejściu Szwecji do polityki migracyjnej nawiązał minister sprawiedliwości Morgan Johansson. „W 2015 roku Szwecja była praktycznie jedynym krajem UE, który od pierwszego dnia przyznawał stałe pozwolenia na pobyt osobom ubiegającym się o azyl” – powiedział. Johansson nie chce podwyższać limitu dla uchodźców objętych kwotami i podkreśla, że Szwecja, przyjmując 5000 osób, ma najwyższy wskaźnik w UE w przeliczeniu na mieszkańca. „W ciągu ostatnich dziesięciu lat Szwecja udzieliła schronienia 53 000 Afgańczyków” – dodał.
W tekście zwrócono też uwagę na decyzje dotyczące osób, które już przebywają w Szwecji. W połowie lipca wstrzymano wszystkie decyzje o wydaleniu i deportacji do Afganistanu wobec 7000 Afgańczyków, którzy mieli decyzję o deportacji. „Jeśli masz powody, aby ubiegać się o ochronę przed talibami, otrzymasz ją w Szwecji” – powiedział Morgan Johansson. Równolegle Szwedzka Agencja Migracyjna planuje ewakuację 41 lokalnych pracowników ambasady w Kabulu i ich rodzin w ramach tajnej operacji.
