Na północy Szwecji spadł pierwszy w tym roku śnieg. Ktoś mógłby uznać, że skoro pojawił się już biały puch, możemy mówić o nadejściu zimy. Czy miałby rację? Tak jakby.

W Szwecji nadejście pór roku determinuje nie tyle data kalendarzowa, co temperatura – a dokładniej warunki meteorologiczne. Kiedy przez pięć dni utrzymuje się temperatura poniżej 0 stopni Celsjusza, można mówić o rozpoczęciu zimy. Tak podpowiada definicja oficjalnie przyjęta przez synoptyków.

Przeszywający chłód od pięciu dni panuje na szczycie Kebnekaise oraz w okolicy stacji badawczej Tarfala. Słupki rtęci wskazują tu –3 stopnie Celsjusza. Gdyby północ kraju dotknięta została nagle falą upałów – jeszcze przed upływem tych symbolicznych pięciu dni – nie można byłoby ogłosić nadejścia zimy. Oczywiście tak się jednak nie stało.

Niektórzy meteorolodzy przyjmują inną definicję, uznając, że zima przychodzi już pierwszego dnia spośród tych pięciu. To oznaczałoby, że pierwszym dniem szwedzkiej zimy był w 2020 roku 15 września.

Nie w każdym mieście Szwecji panuje mróz. W czwartek, około godziny 15:00 mieszkańcy Malmö cieszyli się 15-stopniową temperaturą, a w Kirunie termometry pokazywały 4 °C.

W regionie Värmland też spadł już pierwszy śnieg – ucieszyło to zwłaszcza klientów ośrodka narciarskiego Långberget. Był to najwcześniejszy opad śniegu od około dwudziestu lat, a Värmland znalazło się na językach całej Szwecji.

W 2018 śnieg spadł tu dopiero w listopadzie.

We wtorek w Långberget policzono, że pokrywa śnieżna ma już 5-6 cm.

Wrześniowe opady śniegu w Szwecji mogą wydać się czymś dziwnym, ale we Włoszech to już prawie anomalia pogodowa. Biały puch spadł w tym kraju już kilka dni temu, głównie w okolicy Cortina d’Ampezzo.