Do sieci wyciekła niepublikowana dokumentacja Szwedzkiego Ministerstwa Sprawiedliwości. Okazuje się, że masowe migracje ludności pociągają za sobą znacznie większe koszty niż mogłoby się zdawać. Rząd nie mówi obywatelom Szwecji wszystkiego.

Dokumenty wyciekły niedługo po tym, jak rząd koalicyjny postanowił odnieść się do zjawiska imigracji. Ponieważ złagodzone zostaną prawa dotyczące napływu cudzoziemców, można spodziewać się jednoczesnego nasilenia tzw. migracji łańcuchowej.

Ta decyzja ma kosztować rząd szwedzki bardzo dużo (koszty utrzymania uchodźców i azylantów liczone są ponoć w miliardach koron).

Wcześniejsze kalkulacje opracowano we wrześniu. Zgodnie z szacunkami, migracja łańcuchowa kosztowałaby szwedzkich podatników w przybliżeniu ok. 910 milionów koron (scenariusz na lata 2019-2021). Nowy kosztorys jest jeszcze wyższy: wzrósł do 1,365 miliarda koron szwedzkich – donosi Ekspressen.

W ubiegłym roku to głównie migracje łańcuchowe wpłynęły na to, że na terenie Szwecji pojawiło się tak wielu cudzoziemców. Na potężną skalę nadsyłane były też roszczenia o azyl terytorialny.

Zjawisko migracji łańcuchowej dotyka kilku innych krajów europejskich – m.in. Niemiec, gdzie od stycznia 2015 do czerwca 2017 r. wydano w sumie 230 tys. wiz rodzinnych.

Według niektórych wyliczeń, z programu pomocy dla uchodźców może skorzystać jeszcze 390 tys. Syryjczyków.

Alain Destexhe, belgijski senator oraz członek Ruchu Reformatorskiego, uważa migrację łańcuchową za „jedno z największych wyzwań, przed jakimi stoi Europa”.

„Znaczna część populacji imigranckiej nie jest zintegrowana z zajmowanym przez siebie narodem – ani na gruncie kulturowym, ani ekonomicznym, choć ten zależy już od systemu społecznego. Są to ludzie żyjący w zgodzie z własnymi przekonaniami.

Mają własny system wartości i czasem jest on niezgodny z naszą tradycją, historią, a nawet z naszym prawem”, powiedział Destexhe w rozmowie z dziennikiem „Le Figaro”.