Wybory w Danii 2026 odbywają się we wtorek 24 marca, a stawka jest wysoka nie tylko dla premier Mette Frederiksen, lecz także dla układu sił po obu stronach politycznego centrum. Lokale wyborcze są otwarte do godz. 20.00, a pierwsze prognozy mają pojawić się wieczorem, gdy wciąż nie ma pewności, który blok uzyska przewagę.
Choć Mette Frederiksen pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci europejskiej polityki – w grudniu została wskazana przez Politico jako druga najbardziej wpływowa osoba w Europie po Donaldzie Trumpie – w kraju jej partia wchodzi w dzień głosowania z wyraźnie słabszym poparciem niż w 2022 roku. Reuters ocenia, że Socjaldemokraci zmierzają do najsłabszego wyniku od czasów sprzed II wojny światowej, mimo że Frederiksen nadal uchodzi za faworytkę do pozostania u władzy.
Na kilka godzin przed zamknięciem lokali nadal było jasne tylko jedno – wynik nie dawał prostego scenariusza dla żadnej ze stron.
Lars Løkke Rasmussen może przesądzić o koalicji
W centrum uwagi znalazł się minister spraw zagranicznych Lars Løkke Rasmussen, lider Moderaterne. Reuters napisał, że jego ugrupowanie może odegrać rolę „kingmakera”, bo ani lewica, ani prawica nie są blisko samodzielnej większości. Sam Løkke podtrzymał, że nie ubiega się o trzecią kadencję jako premier, ale chciałby prowadzić rozmowy nad nową koalicją.
To o tyle istotne, że Moderaterne już dziś współtworzą rząd razem z socjaldemokratami Frederiksen i liberalnym Venstre. AP przypomina, że obecny gabinet jest ponadblokową koalicją centrum, a powyborcze rozmowy ponownie mogą skręcić właśnie w tę stronę. Z kolei według ostatnich prognoz opisywanych przez Omni Moderaterne miały szansę dostać tyle mandatów, by stać się języczkiem u wagi.
Bloki idą bardzo blisko siebie
Ostatnie godziny przed głosowaniem nie przyniosły wyraźnego przełomu w sondażach. Jak relacjonował Omni, badanie Berlingske/Verian dawało blokowi czerwonemu 86 mandatów, a niebieskiemu 77. To wciąż za mało, by samodzielnie osiągnąć próg 90 miejsc potrzebnych do większości w 179-osobowym Folketingu.
Niepewność dodatkowo zwiększa liczba wyborców, którzy do końca nie zdecydowali, na kogo zagłosują. Voxmeter dla Ritzau podał, że jeszcze dzień przed wyborami 15,8 proc. badanych pozostawało niezdecydowanych, nie zamierzało głosować albo deklarowało głos nieważny. Z kolei Omni, powołując się na Berlingske/Verian, pisało wręcz o niemal co piątym wyborcy bez ostatecznej decyzji.
Najważniejsze tematy kampanii w Danii
Choć kampanię długo opisywano przez pryzmat Grenlandii i relacji z USA, w końcówce coraz mocniej wracały sprawy krajowe. Reuters wskazywał, że dla wyborców liczyły się przede wszystkim gospodarka, środowisko, opieka zdrowotna, imigracja i propozycja podatku majątkowego forsowana przez Frederiksen. W debacie pojawiały się też kwestie jakości wody pitnej i regulacji dotyczących rolnictwa.
Do tej listy dochodził również temat hodowli trzody chlewnej, który stał się jednym z bardziej charakterystycznych wątków tej kampanii. Międzynarodowe relacje przedwyborcze podkreślały, że spór o skalę produkcji zwierzęcej i jej wpływ na środowisko wyrósł na jeden z najbardziej komentowanych krajowych tematów przed głosowaniem. Dlatego właśnie te wybory opisywano nie tylko jako starcie bloków, lecz także jako sprawdzian dla duńskiej polityki klimatycznej i rolnej.
Co wiadomo przed zamknięciem lokali
We wtorek do urn poszło ponad 4,3 mln uprawnionych wyborców. AP i Reuters przypominają, że 175 mandatów wybieranych jest w samej Danii, a po dwa przypadają Grenlandii i Wyspom Owczym. Przy tak wyrównanym układzie sił także te cztery miejsca mogą mieć znaczenie przy budowie większości.
Lokale wyborcze zamykają się o godz. 20.00. Reuters podaje, że wyniki mają spływać w nocy z wtorku na środę, a pierwsze exit poll i prognozy spodziewane są już w wieczornych godzinach. To oznacza, że najważniejsza część tych wyborów może zacząć się dopiero po oddaniu głosów – przy stole negocjacyjnym.
