Przez dekady polska energetyka budowana była wokół węgla i rosyjskiego gazu. Dwie osie, które wyznaczały nie tylko kierunek polityki energetycznej, ale też kształt relacji dyplomatycznych. Baltic Pipe, uruchomiony w październiku 2022 roku, był pierwszą poważną odpowiedzią na pytanie, jak wyglądałaby polska energetyka bez rosyjskiego gazu i odpowiedź okazała się przede wszystkim skandynawska.
Gazociąg biegnie od norweskiego szelfu kontynentalnego przez Danię do Polski, z przepustowością sięgającą 10 miliardów metrów sześciennych rocznie. Dla polskiego miksu gazowego to poważna ilość wystarczająca, by zastąpić znaczną część dostaw, które przez lata płynęły z Rosji rurami przebiegnionymi przez Białoruś i Ukrainę. Relacje energetyczne z Norwegią nabrały od tego czasu wymiaru strategicznego: ministrowie energetyki regularnie potwierdzają długoterminową współpracę w zakresie dostaw z norweskiego szelfu, a spółki po obu stronach intensywnie rozmawiają o rozbudowie zdolności przesyłowych.
Na morzu dzieje się nie mniej. Morska farma wiatrowa Baltica 2, rozwijana wspólnie przez PGE i duński Ørsted, ma dostarczyć około 1,5 gigawata mocy zainstalowanej z Bałtyku. To jeden z największych projektów offshore w regionie i jeden z kilku, przy których skandynawskie firmy zaangażowane są po polskiej stronie Bałtyku. Equinor, norweska spółka energetyczna, również buduje partnerstwa z polskimi podmiotami przy projektach wiatrowych na morzu. Polska ma ambitny cel 18 gigawatów mocy offshore do 2040 roku i bez doświadczenia technologicznego oraz kapitału skandynawskich firm ten cel byłby znacznie trudniejszy do realizacji.
Warto przy tym zauważyć, że Ørsted to nie jest firma, która przyszła do Polski jako nieznany gracz. Duńczycy mają za sobą dekady doświadczenia w budowie morskich farm wiatrowych na Morzu Północnym i są globalnym liderem w tej technologii. Wejście do polskiego sektora offshore oznaczało dla nich rozszerzenie rynku, ale dla Polski oznaczało dostęp do wiedzy inżynierskiej, która w kraju z praktycznie zerowym doświadczeniem offshore była po prostu niedostępna lokalnie.
Współpraca energetyczna między Polską a regionem skandynawskim ma też wymiar jądrowy, choć tutaj mowa bardziej o deklaracjach intencji niż o podpisanych kontraktach. Polska, Szwecja i kilka innych państw nadbałtyckich podpisały wspólne dokumenty wyrażające poparcie dla rozwoju zarówno dużych reaktorów, jak i małych reaktorów modułowych. Szwecja sama odchodzi od wieloletniej polityki stopniowego wyłączania atomu i planuje budowę nowych reaktorów co zmienia regionalny klimat wokół energetyki jądrowej i tworzy przestrzeń do koordynacji podejść w ramach szerszej grupy państw.

Patrząc na całość tych powiązań gazociąg z Norwegii, farmy wiatrowe z duńskim i norweskim partnerem, deklaracje jądrowe ze Szwecją widać zarys czegoś, co zaczyna wyglądać jak systematyczna dywersyfikacja polskich źródeł energii w kierunku północnym. Nie jest to efekt jednej decyzji politycznej, lecz kilku równoległych procesów, które zaczęły nabierać tempa po 2022 roku. Jak szybko przekształcą się z partnerskich projektów w trwałą architekturę energetyczną zależy od tego, czy tempo inwestycji w offshore utrzyma się i czy plany jądrowe po obu stronach Bałtyku wyjdą poza etap dokumentów intencyjnych.
