Polska osiągnęła niezwykły kamień milowy w demografii w 1955 roku. Liczba urodzeń i zgonów, czyli przyrost naturalny, gwałtownie wzrosła do prawie 20 na tysiąc. Ten wzrost nie był jedynie statystyczną anomalią. Był donośnym, głośnym echem populacji próbującej otrząsnąć się po traumie wojny. Wydawało się, że naród w żałobie postanowił odpowiedzieć…