W Linköping, na południu Szwecji, doszło do potężnej eksplozji. Na miejsce wysłano piętnaście karetek pogotowia, a w wypadkach ucierpiało dwadzieścia osób.

Do zdarzenia doszło w piątek nad ranem. Około godz. 09:00 policja otrzymała wezwanie do centrum miasta, gdzie mieszkańców zaniepokoił głośny wybuch. Okolice wypadku zostały odgrodzone kordonem.

O 10:20 służby ratunkowe mówiły o „eksplozji gazowej”, ale później uznano to stwierdzenie za błędne. „Nie wiemy jak na razie nic na temat tego, co spowodowało wybuch. Dokładniejsze dochodzenie będzie musiała przeprowadzić policja”, powiedział jeden z ratowników w rozmowie z dziennikarzami.

Niestety, funkcjonariusze policji nie byli w stanie ustalić przyczyn wypadku. Wciąż nie są pewni, czy eksplozja była przypadkowa, czy może ktoś ją spowodował celowo.

Powołując się na nienazwane źródła policyjne, lokalna gazeta Borås Tidning doniosła wcześniej, że za eksplozją kryją się ludzie powiązani ze znanym gangiem motocyklowym Bandidos, ale policja nie potwierdza tego.

„Nie wiadomo, co dokładnie się stało i dlaczego. Być może ktoś działał umyślnie, ale nie mamy pewności w tej sprawie”, powiedziała rzeczniczka policji Åsa Willsund.

Katarina Nestor – rzeczniczka lokalnych służb zdrowia – zapewniła, że ofiary wypadku zostaną natychmiast przetransportowane do najbliższego szpitala:

„Mamy tu grupę dziewiętnastu osób, które są lekko ranne – obecnie czekają na transport do szpitala w miejscowości Motala.”

Kolejny ranny został przewieziony do szpitala w trybie natychmiastowym, bo w wypadku ucierpiał bardziej niż reszta.

Simon Harris, mieszkaniec Linköping, miał powiedzieć: „Byłem na basenie, kiedy doszło do eksplozji – była głośna i wyraźna”.

Rannych było tak wielu, że na miejsce wysłano piętnaście karetek. Najgorzej poszkodowany miał pierwszeństwo przejazdu – odjechał pierwszym ambulansem, który zjawił się w docelowym miejscu.

Bodil Knuthammar, pracownica służby zdrowia, nie potwierdziła dokładnej liczby osób rannych – ta podana przez media może być szacunkowa. „Nie mogę jeszcze udzielać szczegółów na temat stanu ofiar”, powiedziała. Poszkodowani zostali przewiezieni do szpitala w trybie nadzwyczajnym, stawiając wszystkich lekarzy na nogi.

Pontus Johansson mieszka w feralnej dzielnicy, dokładnie naprzeciw budynków, w których doszło do eksplozji. W rozmowie z gazetą „Aftonbladet” mężczyzna powiedział, że dopiero wstał z łóżka, kiedy usłyszał potężny huk:

„Brałem akurat prysznic, kiedy całe mieszkanie się zatrzęsło. Czułem, jakby uderzył w nie grzmot. Rozpętał się straszny chaos, a na miejscu szybko pojawiły się oddziały policji.”

Sąsiadką Johanssona jest Helene Trygg. Kobieta rozmawiała z dziennikarzami „Expressen” i opowiedziała o całym zajściu:

„Eksplozja wybudziła mnie ze snu. Z samego początku myślałam, że zebrała się silna burza. Donice z roślinami pospadały z parapetów, roztrzaskując się na podłodze.”

Trygg została obejrzana przez ratowników. Sklasyfikowali ją jako osobę, która nie ucierpiała w wyniku eksplozji.

Mieszkający nieopodal Owe Gewecke też dotkliwie przeżył wybuch: „Cały budynek trząsł się w posadach. Przez siłę uderzenia samoistnie podskoczyłem do góry na wysokość około połowy metra. Zniszczone zostały niektóre z okolicznych balkonów.”