Sztokholm kontra Bruksela , Szwecja blokuje kolejną dyrektywę UE i tłumaczy się w trzech zdaniach

Szwecja blokuje kolejną dyrektywę UE i tłumaczy się w trzech zdaniach

Szwecja ma w Europie wizerunek kraju, który wyprzedza unijne regulacje, zanim te zdążą wejść w życie. Wysokie standardy środowiskowe, wczesne wdrażanie dyrektyw, sprawna administracja. Tym bardziej zaskakujące jest to, że w ciągu ostatnich miesięcy Stockholm dwukrotnie celowo zahamował prace nad kluczowymi inicjatywami brukselskimi — i oba razy zrobił to z rozbrajającą lakonicznością.

Pierwsza sprawa dotyczy dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń, której celem jest ograniczenie luki płacowej między kobietami a mężczyznami. Termin na wdrożenie przez państwa członkowskie minął w czerwcu, ale Szwecja nie tylko nie ukończyła prac legislacyjnych — rząd w Sztokholmie oficjalnie zablokował ich kontynuowanie i zaczął naciskać na renegocjację zapisów dyrektywy. Uzasadnienie było zwięzłe: nowe przepisy zwiększą obciążenia administracyjne dla firm, mogą kolidować z istniejącymi szwedzkimi regulacjami dotyczącymi równości płac, a przede wszystkim — sformalizują coś, co dotychczas działało właśnie dlatego, że było elastyczne.

Ten ostatni argument jest ciekawszy, niż wygląda na pierwszy rzut oka. Szwecja rzeczywiście należy do krajów z jednym z najniższych wskaźników nierówności płacowych w Unii Europejskiej, a tamtejszy model opiera się w dużej mierze na dialogu społecznym między związkami zawodowymi a pracodawcami — bez sztywnych procedur raportowych narzuconych odgórnie przez prawo. Zdaniem szwedzkiego rządu właśnie ta elastyczność jest źródłem skuteczności. Dyrektywa, zamiast wzmocnić to, co działa, miałaby to zastąpić biurokratycznym gorsetem. Trudno powiedzieć, czy ta ocena jest w pełni uzasadniona, ale argumentacja nie jest pozbawiona logiki.

- Reklama -

Drugi przypadek dotyczy zupełnie innej kwestii — podatku tytoniowego. UE planowała radykalne podniesienie akcyzy na woreczki nikotynowe, zwane snus lub saszetkami nikotynowymi. Proponowana podwyżka miała sięgać nawet siedmiuset procent. Szwecja zawetowała ten plan. Ministerstwo Finansów wyjaśniło w trzech zdaniach: produkty te pozwoliły Szwecji osiągnąć status kraju praktycznie wolnego od palenia papierosów, unijny podatek skutecznie podważyłby ten sukces, a przy okazji wypchnąłby wpływy podatkowe z krajowej kasy do unijnego systemu rozliczeń.

I znów — argument nie jest pozbawiony podstaw. Szwecja ma jeden z najniższych wskaźników palenia tradycyjnych papierosów w Europie, a woreczki nikotynowe od lat są tu traktowane jako narzędzie redukcji szkód. Masowe stosowanie tych produktów przez szwedzkich mężczyzn zbiegło się ze spektakularnym spadkiem zachorowań na raka płuc w tej grupie. Czy unijny podatek faktycznie zagroziłby temu modelowi? Można mieć wątpliwości, ale Sztokholm zdecydował się nie ryzykować.

Co ciekawe, oba przypadki łączy podobna logika: Szwecja twierdzi, że działa lepiej niż wymaga tego Bruksela, i właśnie dlatego odmawia stosowania ogólnoeuropejskich rozwiązań skrojonych dla krajów z poważniejszymi problemami w tych dziedzinach. To nie jest pozycja eurosceptyczna w klasycznym sensie — Szwecja nie kwestionuje samej idei regulacji unijnych. Kwestionuje ich uniwersalność.

- Reklama -
Szwecja blokuje kolejną dyrektywę UE i tłumaczy się w trzech zdaniach
Szwecja blokuje kolejną dyrektywę UE i tłumaczy się w trzech zdaniach

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta postawa ma w sobie coś z nordyckiej samowystarczalności: jesteśmy lepsi, mamy to poukładane, nie potrzebujemy waszych formularzy. W pewnych kwestiach ta pewność siebie jest uzasadniona. Pytanie, które coraz głośniej pada w Brukseli, brzmi jednak inaczej: co się stanie, jeśli tę samą logikę zaczną stosować kraje, które pod względem standardów są dalej od Szwecji niż jej samej by się podobało?

Udostępnij