Rekordowe zarobki szwedzkiego premiera

Pierwszego lipca premier Stefan Löfven i wszyscy ministrowie otrzymują podwyżkę wynagrodzeń. Tyle że pensja Löfvena znacząco wzrosła od czasu objęcia urzędu w 2014 roku!

Premier, który obecnie pobiera wynagrodzenie w wysokości 172 000 SEK miesięcznie, otrzyma podwyżkę o 4000 SEK miesięcznie. Obecnie wynagrodzenie szwedzkiego premiera wynosić będzie 176 000 SEK miesięcznie (ok. 70 tys. zł).

Lipiec 2014

Kiedy Stefan Löfven przejął posadę od  Fredrika Reinfeldta, wynagrodzenie wynosiło 156 000 SEK miesięcznie dla premiera i 124 000 SEK dla ministrów.

Lipiec 2015

Rok później nastąpił pierwszy wzrost wynagrodzeń. Premier otrzymał dodatkowo 4000 SEK miesięcznie i pobierał wynagrodzenie w wysokości 160 000 SEK . Ministrowie również otrzymali podwyżkę o 3000 SEK, a zatem otrzymywali 127 000 SEK.

Lipiec 2016

W 2016 r. Nadszedł czas na kolejny wzrost wynagrodzeń dla Löfvena. Tak jak wcześniej, wynagrodzenie została zwiększone o 4000 SEK, a miesięczna wypłata wyniosła 164 000 SEK miesięcznie . 

Ministrowie otrzymali również podwyżkę o 3000 SEK, tak więc co miesiąc przybywało na konto 130 000 SEK.

Lipiec 2017

Postanowiono, że premier i wszyscy ministrowie otrzymają kolejną podwyżkę wynagrodzeń odpowiednio wzrost o 4000 SEK i 3000 SEK.

Stefan Löfven otrzymał wypłatę w wysokości 168 000 SEK, podczas gdy ministrowie otrzymali 133 000 SEK.

Lipiec 2018

Ponownie zdecydowano o podniesieniu wynagrodzeń, premier Löfven otrzyma 172 000 SEK miesięcznie, podczas gdy ministrowie otrzymają 136 000 SEK.

Lipiec 2019

Tak więc za kilka dni kolejna podwyżka będzie miała miejsce dla premiera i ministrów. Zdecydowano, że premier otrzyma podwyżkę w wysokości 4000 SEK. Co sprawi, że będzie zarabiał  176 000 SEK miesięcznie .

Ministrowie również otrzymają podwyżkę wynagrodzeń o 3000 SEK i teraz będą miesięcznie otrzymywać 136 000 SEK.

Innymi słowy, Premier Stefan Löfven podniósł swoją pensję o 20 000 SEK, odkąd objął urząd premiera w 2014 r.

Dla porównania w Polsce premier Mateusz Morawiecki otrzymuje około 15 000 zł miesięcznie (37 500 SEK), ministrowie mogą liczyć na stałe miesięcznie wynagrodzenie w wysokości około 13 000 zł (32 500 SEK) (kwoty nie uwzględniają „bonusów”)

Szwecja: nowe przepisy w sprawie łączenia rodzin imigranckich.

Szwedzki parlament przegłosował wprowadzenie nowych praw, które ułatwią imigrantom sprowadzanie swoich krewnych do Skandynawii.

Prawo jednoczenia rodzin było mocno ograniczane przez koalicję Partii Zielonych i Socjaldemokratów. Przepisy, za którymi stała koalicja, zostały wprowadzone w związku z kryzysem migracyjnym, który rozpoczął się cztery lata temu. W samym tylko 2015 aż 163 tys. uchodźców ubiegało się o azyl polityczny w Szwecji.

Zgodnie z nowymi przepisami normą stanie się przyznawanie imigrantom tymczasowego pozwolenia na pobyt w kraju (w przypadkach uzasadnionych).

Przepisy z 2015 r. miały wygasnąć tego lata. Były pomyślane jako „projekt tymczasowy”, mający na celu uspokojenie społeczeństwa, zaniepokojonego rosnącą migracją. Jednak w miniony wtorek parlament ogłosił, że prawo to zostanie przedłużone do 19 lipca 2021 roku.

Zmiany prawne ułatwią imigrantom bliższy kontakt ze swoimi krewnymi. Będą dotyczyły nie tylko uchodźców sensu stricto, ale też innych osób ze środowisk imigranckich, które objęte są ochroną społeczną i oczekują na zezwolenie stałego pobytu w Szwecji. Takie osoby będą mogły sprowadzić do Skandynawii swojego małżonka, partnera kohabitacyjnego lub „zarejestrowanego” (w przypadku rejestracji związku partnerskiego), a także dzieci poniżej 18. roku życia.

Jeżeli główny wnioskodawca ma mniej niż osiemnaście lat, jego rodzice są liczeni jako członkowie rodziny.

Szwedzka Agencja Migracyjna już teraz szacuje, że do kraju przybędzie około 8 tys. kolejnych cudzoziemców – migrantów kwalifikujących się do udzielenia im tzw. ochrony uzupełniającej. Jest to scenariusz na lata 2019-2021. Każdy wniosek o łączenie z rodziną będzie rozpatrywany indywidualnie.

Media szwedzkie podają, że przepisy obejmą głównie rodziny syryjskiego pochodzenia.

Głosowanie z 18 czerwca było wynikiem styczniowego porozumienia czteropartyjnego pomiędzy: Socjaldemokratami, Liberałami, Partią Centrum oraz Partią Zielonych. Nowa ustawa została przegłosowana przy wsparciu Chrześcijańskich Demokratów.

Pomysł nowej ustawy nie spodobał się Szwedzkim Demokratom oraz Umiarkowanej Partii Koalicyjnej – oba ugrupowania wykazują poglądy konserwatywne i skrajnie prawicowe. Z kolei Partia Lewicy chciała przywrócenia przepisów sprzed 2015 roku.

Raport medyczny – ciąg dalszy

W badaniach Instytutu wzięli udział uchodźcy, którzy przeprowadzili się do Szwecji w latach 1990-2014 (i mieszkali w niej przez minimum pięć lat). Choć kryzys migracyjny stał się problemem dopiero w roku 2015, uchodźcy, którzy dostali się tu wtedy i później, nie zostali objęci badaniami.

„Jest to kwestia związana z integracją społeczną”, wyjaśnia Carlson. „Ważne dla utrzymania prawidłowego stanu zdrowia są ćwiczenia fizyczne, szeroko pojęta aktywność, a także pozytywne nawyki żywieniowe. Tymczasem wielu z nowo przybyłych nie wie, jak wygląda tradycyjna, szwedzka dieta, nie wie, jak my – Szwedzi – dbamy o siebie. Ten brak wiedzy, czasem też języka może źle wpływać na decyzje imigrantów. Wielu z nich mało się rusza i prowadzi siedzący tryb życia.”

Carlson uważa też, że imigranci „nie wiedzą, jak działa społeczeństwo europejskie”, co ogranicza ich kontakt ze służbami zdrowia – zwłaszcza w tych pierwszych latach w nowym miejscu.

Jednak raport miał też swoje pozytywne strony. Okazuje się, że młodzi cudzoziemcy piją mniej alkoholu niż rodowici Szwedzi w wieku rówieśniczym. Rzadziej też cierpią z powodu obrażeń czy wypadków spowodowanych nadmiernym spożyciem alkoholu. Powód stojący za takim stanem rzeczy jest dość prosty: imigranci często wywodzą się z krajów muzułmańskich, gdzie spożycie napojów alkoholowych jest niezgodne z religią.

Stan uzębienia i zdrowia jamy ustnej bywa u nowo przybyłych imigrantów kiepski, ale w ciągu kolejnych lat zmienia się na lepsze. To kolejny pozytywny wynik badań.

W 2015 roku do Szwecji przybyło w sumie około 163 tys. uchodźców i azylantów. Niektóre dane mówią, że jedna czwarta obywateli Szwecji ma pochodzenie zagraniczne.

Raport medyczny: imigranci, którzy przybywają do Szwecji zdrowi, z biegiem lat stają się otyli i cierpią na cukrzycę.

Szwedzki Instytut ds. Zdrowia Publicznego bije na alarm: imigranci, którzy przybyli do Skandynawii, coraz częściej dotknięci są chorobami cywilizacyjnymi. Wpływ na rozwój choroby mają warunki bytowania oraz niezdrowy tryb życia.

Uchodźcy, którzy przyjechali do Szwecji, teoretycznie są „odporniejsi” i mniej narażeni na wystąpienie takich schorzeń, jak otyłość, cukrzyca, wysokie ciśnienie krwi. Warto zaznaczyć tu jednak słowo „teoretycznie”. Instytut Zdrowia Publicznego informuje, że po zaledwie paru latach sytuacja zdrowotna imigrantów zmienia się na gorsze. Wyniki badań opublikowano w nowym raporcie.

Afrykańscy imigranci w momencie, gdy docierają do Szwecji, są okazem zdrowia: tylko 3 proc. osób z tej grupy cierpi z powodu cukrzycy. Po pięciu latach w tej samej grupie naliczymy już 14 proc. imigrantów z cukrzycą.

Niepokoją też statystyki dotyczące depresji oraz chorób psychicznych. Z chorobami tego typu borykają się różne formacje społeczne (niezależnie od wieku, płci czy kraju urodzenia). Udowodniono jednak, że grupą zwiększonego ryzyka zachorowań są cudzoziemcy w obcym kraju, zwłaszcza kobiety.

„To naprawdę niesamowite. Uchodźcy, którzy docierają do Szwecji, na ogół mogą pochwalić się bardzo dobrym stanem zdrowia. Niestety, z upływem czasu to zdrowie ulega stanowczemu pogorszeniu”, powiedział Johan Carlson – dyrektor generalny Instytutu ds. Zdrowia Publicznego. „Przyglądamy się głównie takim chorobom, jak cukrzyca, otyłość czy nieprawidłowe ciśnienie krwi. Są coraz częstsze u imigrantów mieszkających w Szwecji co najmniej pięć lat. U osób, które mieszkają tu krócej, choroby te nie występują tak często.”

Warto zaznaczyć, że środowiska imigranckie często mierzą się z ostracyzmem społecznym, stresem wśród współpracowników, uzyskują też niższy dochód rozporządzalny.

Czytaj dalej artykuł

Nowe przepisy w prawie mieszkaniowym.

Krajowa Rada Budownictwa Mieszkalnego (Boverket) informuje, że przeciętny wynajem „z drugiej ręki” jest o blisko 65 proc. droższy niż wynajem w pełni zgodny z prawem.

„Problem mieszkaniowy może dotknąć wszystkich grup demograficznych, choć statystycznie najbliższy jest osobom młodym, imigrantom i cudzoziemcom, osobom, które przyjechały do Szwecji za pracą. W naszym kraju istnieje czarny rynek mieszkań, ale ciężko jest nakreślić go na mapie”, powiedział Assar Lindén, prawnik związany z Boverket.

Sprzedaż umowy najmu będzie ścigane prawnie i może wiązać się z dużą karą. Kupno umowy najmu z pierwszej ręki będzie przestępstwem sensu stricto.

Ludzie, którym udowodni się takie wykroczenie, natychmiast tracą umowę najmu i muszą liczyć się z karą grzywny lub pozbawienia wolności do lat dwóch (a w „poważniejszych” przypadkach – do lat czterech).

Właściciele, którzy pobierają zbyt wysoki czynsz od najemców z tzw. „drugiej ręki”, mogą utracić własną umowę najmu. W teorii najemcy z „pierwszej” i „drugiej ręki” powinni płacić taki sam czynsz. Właściciele mieszkań wciąż mogą pobierać opłaty dodatkowe, np. za meble czy sprzęt elektroniczny, ale kwota ta nie może być przesadnie wygórowana i niesprawiedliwa.

Przepisy określono w głosowaniu, w którym uczestniczyli: Socjaldemokraci, Partia Zielonych, Partia Centrum oraz Liberałowie. Nowe rozporządzenia spisano w formie umowy, na którą składają się 73 osobne punkty. Poruszono tu kwestie związane z imigrantami, mieszkalnictwem, prawem pracy oraz likwidacją nielegalnych czynszów.

Nowe zasady nie będą dotyczyły tych właścicieli mieszkań, którzy posiadają „bostadsrätt” – prawo własności lokalu mieszkalnego.

Porady dla chcących kupić mieszkanie w Szwecji

Nowe przepisy w prawie mieszkaniowym. Zobacz, co oznaczają dla Ciebie.

Od października bieżącego roku w życie wejdą zmiany w szwedzkim prawie budownictwa mieszkaniowego. Artykuł ten może okazać się pomocny m.in. dla osób, które podnajmują lub wynajmują mieszkanie innym.

Regulacje, które przedefiniują politykę mieszkaniową w Szwecji, będą wynikiem nowo wprowadzanych przepisów. Ustalono je w trakcie ostatniego głosowania, w którym uczestniczyli członkowie parlamentu.

Najważniejsza zmiana jest taka, że nielegalna stanie się sprzedaż umowy najmu innej osobie. Ponadto właściciele mieszkań, którzy pobierają od najemców zbyt wysokie stawki, mogą utracić swoje umowy najmu na drodze sądowej.

W oświadczeniu parlamentarnym czytamy:

„Nowe przepisy mają przede wszystkim zwalczać handel umowami najmu, a także mają karać tych, którzy dopuszczają się nadużyć w swoich usługach. Celem przepisów będzie dążenie do uzyskania lepiej funkcjonującego rynku wynajmu mieszkań. Będziemy dążyć do lepszego obrotu kontraktami z tak zwanej ‚pierwszej ręki’, do lepszych warunków najmu, zapewnimy najemcom lepsze warunki bytowania.”

Mieszkania w Szwecji są wynajmowane za pośrednictwem systemu kolejkowego. Osoby poszukujące odpowiedniego lokalu muszą więc dołączyć do kolejki mieszkaniowej, a następnie oferowane są im mieszkania odpowiadające pozycji, jaką przyszli najemcy zajmują w kolejce. W dużych miastach występuje często niedobór mieszkań, który przy jednoczesnym wzroście ludności oznacza, że kolejki mogą się wydłużać – i to znacząco. W ekstremalnych przypadkach dana osoba musi czekać nawet dziesięć lat, by wynająć odpowiednie mieszkanie w Sztokholmie, Göteborgu lub Malmö.

Czasem zdarzają się przypadki osób „uprzywilejowanych”, które są w stanie podnajmować mieszkanie w szczególnych okolicznościach – np. dostają zatrudnienie w nowym mieście i w zdobyciu mieszkania pomaga im firma. Zwykle takie lokum jest wynajmowane przez jeden rok, do dwóch lat.

I tutaj należy zaznaczyć, że osoby prywatne nie powinny czerpać zysków z podnajmu. Nowe przepisy będą ścigały osoby, które czerpią zyski na tak zwanym czarnym rynku. Znane są przypadki właścicieli (lub „właścicieli”) mieszkań, którzy wyzyskują swoich najemców i pobierają od nich wyższe opłaty niż powinni.

Czytaj dalej artykuł

Systembolaget będzie dostarczał alkohol do domu klienta.

Już wkrótce Systembolaget – sieć sklepów mająca monopol na sprzedaż alkoholu – będzie dostarczała napoje wysokoprocentowe do domów swoich klientów. Możliwość dostawy zostanie umożliwiona w całej Szwecji.

Już wcześniej wprowadzony został w Szwecji okres testowej dostawy: była ona możliwa w kilku z dwudziestu jeden regionów kraju. Rząd zagłosował za poprawką, pozwalającą na świadczenie takich usług w całej Szwecji.

„Szwedzi cenią sobie usługi Systembolaget oraz szeroką gamę produktów, jakie można dostać w tym sklepie. Cenią sobie też restrykcyjną politykę alkoholową, jaka odróżnia ich kraj od wielu innych. Systembolaget chce pozostać ważną marką na rynku handlowym i dostawy do klientów na pewno jej to umożliwią. Warto przy tym zaznaczyć, że monopol na sprzedaż napojów alkoholowych wciąż obowiązuje” – powiedziała minister spraw społecznych Lena Hallengren na spotkaniu prasowym.

Monopol, o którym mowa, wiąże się z mocno ograniczoną promocją alkoholu jako produktu zagrażającego zdrowiu. Systembolaget może poszczycić się dość okrojonymi godzinami otwarcia, kontroluje, czy alkohol nie jest kupowany przez osoby niepełnoletnie, a do tego nie sprzedaje napojów wyskokowych w opakowaniach zbiorczych (poza nielicznymi wyjątkami od reguły).

Sklep istnieje od roku 1955 i z łatwością utrzymuje swoją pozycję na rynku.

Zamówienia złożone za pośrednictwem nowej usługi będą realizowane w ciągu 4-6 dni roboczych. Koszty wysyłki mogą się różnić w zależności od rozmiaru zamówienia. Podobnie jak w sklepach, kupować alkohol będą mogli tylko ci, którzy ukończyli dwadzieścia lat.

Dostawa do klienta wejdzie w życie 1 lipca br.

O tym, jak alkohol na stałe połączył Szwecję i Norwegię.

Zwabił Rumunów do Szwecji i kazał im żebrać na ulicy.

Na osiemnaście miesięcy pozbawienia wolności skazano 34-latka, który nakłonił Rumunów do przyjazdu na teren Szwecji, a potem wyzyskiwał ich, każąc żebrać na ulicy. Jego ofiary „pracowały” w ten sposób po dwanaście godzin na dobę.

Wyrok wydała sędzia Elisabeth Hägglund Nortén. Podczas rozprawy argumentowała, że 34-latek stosował wobec swoich ofiar przemoc, groził im i zastraszał je, a wszelkie zebrane pieniądze zachowywał sobie.

„Mężczyzna ten z premedytacją wykorzystał to, w jakim położeniu znajdowały się jego ofiary. Zaproponował intratną posadę obywatelom Rumunii, którzy nie widzieli innych perspektyw na rynku pracy, nie mieli jak się utrzymać” – powiedziała Hägglund Nortén na sali rozpraw.

W ubiegłym roku mężczyzna stanął przed Sądem Rejonowym w Malmö – uznano go wtedy za niewinnego wobec postawionych zarzutów. Sędzia nie chciał uwierzyć, że wyzyskiwani żebracy nie sprzeciwili się Szwedowi, albo nie spróbowali od niego uciec.

Według Hägglund Nortén zlekceważono wówczas położenie rumuńskich ofiar i ich pozycję w hierarchii społecznej:

„Rumuni przybyli do obcego kraju i finansowo nie mieli możliwości powrotu. Nie mówili w języku szwedzkim, nie znali nikogo, kto mógłby im pomóc na miejscu. Byli całkowicie zależni od oskarżonego, a on miał nad nimi kontrolę – zastraszał ich, odbierał im wolność i swobodę. W praktyce osoby te nie mogły podjąć żadnej decyzji.”

Czytaj dalej artykuł

Zwabił Rumunów do Szwecji i kazał im żebrać na ulicy.

34-letni Szwed poznał Rumunów na stacji kolejowej w ich własnym kraju. Byli bezdomni, spali na dworcu. Kupił im jedzenie i piwo, a potem zaproponował wspólny wyjazd do Szwecji. Powiedział, że w jego kraju żebracy „są w stanie dobrze zarobić”.

Ofiary zgodziły się na propozycję i zostały przewiezione do Malmö w furgonetce.

Na miejscu 34-latek zabrał mężczyzn do ośrodka dla osób bezdomnych, pokazał im też, gdzie mogą przychodzić na darmowe posiłki. Następnie oprowadził Rumunów po mieście i sugerował, przed którymi sklepami warto prosić o pieniądze.

Żebracy byli w stanie uzbierać każdego dnia około 300 koron (~120 PLN). Wieczorem odwiedzał ich „szef”. Nie miał pokojowych zamiarów: domagał się, by oddali mu wszystko, co dostali od przechodniów. Kiedy nie dostawał tyle pieniędzy, ile chciał, groził ofiarom, straszył, że je pobije lub nawet zamorduje.

Pewnego dnia między całą trójką rozpętała się kłótnia, co zwróciło uwagę policjantów. 34-latek wymuszał na wycieńczonych Rumunach, by „pracowali” dłużej. Rozmowę usłyszeli pracownicy jednej z organizacji humanitarnych, przez co agresywny mężczyzna trafił do aresztu.

Kolejne szwedzkie miasto wprowadzi zakaz żebrania na ulicach.
Napływ społeczności romskiej do Szwecji trwa.

Kryminolog o atakach bombowych: „między grupami przestępczymi toczy się wyścig zbrojeń”.

Szwecja coraz częściej mierzy się z przestępczością oraz atakami bombowymi. Czy można już mówić o zagrożeniu bezpieczeństwa narodowego?

Expressen” donosi, że w samym tylko maju bieżącego roku zanotowano 93 przypadki zamachów z udziałem materiałów wybuchowych. Szwedzka Agencja Zapobiegania Przestępczości (Brå) podaje natomiast, że w okresie od stycznia do maja 2018 r. ataków tego typu naliczono mniej, bo 63.

Specjaliści mówią, że zamachów bombowych notuje się o połowę więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

W całym 2018 r. w Szwecji doszło do 162 eksplozji. Nie znamy podobnych statystyk z lat wcześniejszych, bo Brå zaczęło liczyć wybuchy jako osobną kategorię przestępczą dopiero w 2018. Jeżeli ataki bombowe będą odbywały się z tą samą, przerażającą regularnością, co dotychczas, w 2019 roku ustanowiony zostanie nowy, niechlubny „rekord”.

W ubiegłym tygodniu w Malmö – trzecim co do wielkości mieście szwedzkim – zanotowano przypadki trzech potężnych eksplozji. Doszło do nich w odstępie zaledwie dwudziestu czterech godzin. W pierwszym tygodniu czerwca podobny wypadek miał miejsce w Linköping, na południowym wschodzie kraju. Uderzenie było tak silne, że w jednym z budynków wysadzone zostały wszystkie okna, a mieszkańcy porównali to doświadczenie z uczestnictwem w wojnie.

Sven Granath, kryminolog wykładający na Uniwersytecie w Sztokholmie, sądzi, że coraz częstsze ataki mogą być spowodowane wewnętrznymi konfliktami, jakie występują między siatkami przestępczymi. Ich członkowie mają doskonale znać się na „obsłudze” materiałów wybuchowych.

Granath mówi wręcz o „konflikcie zbrojnym” między przestępcami.

„W świecie zorganizowanej przestępczości i miejskich gangów toczy się obecnie wyścig zbrojeń” – snuł swoje teorie w rozmowie z gazetą „Expressen”.

Manne Gerell, docent związany z Uniwersytetem w Malmö, zwraca uwagę, że nasilone ataki bombowe mogą być powiązane z coraz częstszymi strzelaninami. W obu przypadkach do broni mogą być dopuszczane te same osoby. Gerell sugeruje też, że organizacje przestępcze będą rekrutowały kolejnych zbrodniarzy.

„Jeszcze pięć lat temu grupy przestępcze nie korzystały z granatów i innych materiałów wybuchowych – to była dla nich jedynie alternatywa. Teraz jest inaczej. Kryminaliści chcą pokazać nam, że to już nie przelewki: że są niebezpieczni i działają brutalnie, robią, co tylko chcą. Tempo wzrostu takich zbrodni stale gna do góry, sytuacja robi się poważna”, przestrzega Gerell.

Czytaj ciąg dalszy artykułu