czwartek, Październik 18, 2018

10 faktów na temat ubóstwa w Szwecji.

Wstecz

1. Ubóstwo w Szwecji

Niektórzy uważają, że ubóstwo na terenie Szwecji to mit. I choć nie do końca jest to prawdą, trzeba przyznać, że kraj ten wykazuje się progresywnością i roztropnością, a obywatelom stara się zapewnić możliwie najlepsze warunki do życia. Poznajcie dziesięć faktów na temat ubóstwa w Szwecji.

Wstecz

Szwedzi wprowadzają okres amnestii dla osób uzbrojonych w granaty ręczne.

W tym tygodniu Szwedzi wprowadzili okres amnestii dla osób posiadających granaty ręczne oraz inne materiały wybuchowe. Rząd gwarantuje, że ci, którzy dobrowolnie zgłoszą się na policję i zadeklarują, że są w posiadaniu sprzętu pirotechnicznego, nie będą podlegali żadnej karze.

Amnestia ruszyła oficjalnie 15 października i potrwa do 11 stycznia przyszłego roku. Akcja ma na celu usunięcie pocisków wybuchowych ze szwedzkich ulic. Granaty ręczne bardzo często używane są bowiem podczas bandyckich porachunków, m.in. przez gangsterów. Projekt amnestii nagłośniła szwedzka telewizja publiczna.

Już wcześniej organizowano amnestie ukierunkowane na posiadaczy broni. Teraz sprawy mają się nieco inaczej: rząd chce, by przestępcy nie przynosili materiałów wybuchowych na posterunki policji, a wzywali odpowiednie organy tam, gdzie broń jest przechowywana. Na miejscu zjawią się odpowiedni oficerowie, którzy będą mogli ocenić, czy rozbrajaniem pocisku nie powinny zająć się wykwalifikowane jednostki saperskie.

Kierownik projektu, Bengt Grönlund, powiedział:

„Wszyscy chcemy żyć w bezpiecznym społeczeństwie. Mamy nadzieję, że dzięki amnestii w środowiskach przestępczych spadnie zasięg posługiwania się bronią pociskową, np. granatami.”



W ciągu minionych lat zanotowano znaczny wzrost procentowy w przypadku zbrodni z użyciem materiałów wybuchowych. Ręczne granaty stały się wśród szwedzkich kryminalistów popularnym środkiem bojowym.

Komisarz Gunnar Appelgren współpracuje ze sztokholmską policją i zwalcza konflikty gangsterskie. Funkcjonariusz zaznacza, że granat ręczny to broń stosunkowo łatwa do zdobycia.

Wiosną Szwedzkie Centrum Kryminalistyczne (NFC) opublikowało raport, z którego wynika, że w 2017 roku na terenie całego kraju granat ręczny został odpalony 43 razy. Niektóre z tych incydentów rozegrały się w środowiskach przestępczych i stanowiły gangsterskie porachunki. Kiedy indziej pociski celowane były w posterunki policyjne. W październiku ubiegłego roku obrzucony granatami został posterunek w Helsingborgu. Premier Stefan Löfven uznał wtedy, że doszło do „zamachu na demokrację”.



Policyjna kampania „Stop Shooting” wyszydzana przez setki tysięcy Szwedów.

Oficjalni przedstawiciele szwedzkich organów policyjnych oraz reprezentanci miasta Malmö połączyli siły, by opracować nowy projekt społeczny. Jego nazwa jest wymowna: „Stop Shooting” (przestań strzelać).

Celem akcji jest zmuszenie przestępców do refleksji, do pomyślenia zanim naciśnięty zostanie spust pistoletu. W inicjatywę zaangażowane były też Szwedzkie Służby Więzienne i Kuratorskie (Kriminalvården). Szwedzi uznali kampanię za żart i szybko przemieniła się ona w pośmiewisko.

Zamiar policji był prosty: kampania miała przyczynić się do poprawy relacji społecznych, miała dać kres strzelaninom. Internauci zgodnie jednak przyznają, że jest to plan niemożliwy do urzeczywistnienia. W efekcie projekt „Stop Shooting” został wyśmiany. Porównano go do poprzedniej akcji, zwracającej uwagę na problem napastowania seksualnego. Kobietom wręczano wówczas mało przydatne bransoletki z hasłem: „nie obłapiaj mnie”.

W oświadczeniu prasowym czytamy, że kampanię zainspirował podobny ruch ze Stanów Zjednoczonych. Jego autorem miała być Organizacja Przeciw Przemocy Grupowej (GVI). W USA inicjatywa przyniosła pozytywne skutki: w Bostonie aż o 63% spadła liczba morderstw notowanych wśród młodych ludzi. Władze Malmö chcą, by na terenie miasta również zapanował pokój.

„W związku z tym, co dzieje się na terenie Malmö, nie ma lepszego czasu na podjęcie konkretnych środków operacyjnych. Chcieliśmy odnieść się do sprawdzonych inicjatyw z innych państw, a kampania amerykańska została dobrze oceniona”, powiedział Stefan Sintéus, komendant policji w Malmö.

Zgodnie z komunikatem prasowym, celem tej metody jest „złamanie dynamiki grup przestępczych, rozbicie gangów, które przyczyniają się do wybuchów agresji”. Twórcy kampanii zakładają, że kryminaliści zwrócą uwagę na negatywne skutki swojej działalności, a także na korzyści płynące z tzw. „wyjścia na prostą”.



Pomysłodawcy projektu liczą, że przestępcy sami zaczną zgłaszać się do organów policji, prokuratury lub przynajmniej służb pomocy społecznej. Inną opcją jest, by najbardziej zagubieni członkowie gangów zostali poinformowani o konsekwencjach swych przestępstw – nie wszyscy bowiem zdają sobie z nich sprawę.

W Stanach Zjednoczonych stwierdzono, że to właśnie ten akt – spotkanie twarzą w twarz z odpowiednimi organami – zbudował wśród młodych przestępców „odpowiedzialność zbiorową”. Kampania amerykańska wywarła olbrzymią presję na kryminalistach. Wielu z nich szukało potem pomocy w tzw. „honorowym opuszczeniu gangu”.

Malmö już od kilku lat zmaga się z problemem strzelanin i gangsterskich porachunków. W 2017 roku śmiertelnych wymian ognia było dwukrotnie więcej niż jeszcze cztery lata wcześniej. Ponieważ sytuacja jest poważna, kampania „Stop Shooting” została wyszydzona, pomimo swej chlubnej agendy. Porównywano ją do poprzednich akcji społecznych, które również nie były w stanie zahamować bezprawia.



Pamiętny był projekt zwracający uwagę na szerzące się gwałty i napastowania seksualne. Kobietom wręczano bransoletki, mające zwiększać świadomość społeczną w tej kwestii. Później w sieci pojawiały się ironiczne posty: okazało się, że biżuteria noszona była też przez samych gwałcicieli.

Kampanię „Stop Shooting” oficjalnie wyśmiali członkowie Młodych Konserwatystów. Benjamin Dousa pisał na Twitterze: „Proszę, powiedzcie, że to kiepski żart”.



Inny zwolennik konserwatyzmu odpisał Dousie, twittując: „Dla lepszego efektu, twórcy kampanii powinni dorzucić ‚proszę’ przed ‚przestańcie strzelać’.”

 

„A może projekt powinien nazywać się: ‚Zacznijcie Strzelać’? Policja też mogłaby czasem otworzyć ogień” – żartował inny użytkownik Twittera, pod postem Dousy.

Torbjörn Jonsson uznał, że cała kampania „śmierdzi Danem Eliassonem” – byłym szefem szwedzkiej policji, który przyczynił się do produkcji bransoletek z napisem „nie obłapiaj mnie”. Wyśmiano nawet plakat projektu, na którym widnieją zielone dłonie. Szwedzki internet podchwycił temat i wkrótce pojawiły się żartobliwe sugestie, że sponsorem kampanii jest Żaba Pepe (znana z licznych memów).

Choć dowcipy zagłuszyły opinie poważne, projekt spotkał się też ze wsparciem. Wielu Szwedów kibicuje miastu Malmö w walce z przestępczością.



Minionego lata Sztokholm odwiedziło rekordowo wielu turystów podróżujących statkami wycieczkowymi.

Stolica Szwecji coraz chętniej odwiedzana jest przez turystów statków wycieczkowych. Takie dane wynikają ze szczegółowego raportu, który został opublikowany na łamach serwisu o tematyce marynistycznej, „Ports of Stockholm”.

W ciągu minionego lata odnotowany został rekord: Sztokholm odwiedziło aż 619 tysięcy turystów, którzy przybyli do Szwecji z zagranicy. Mowa tu wyłącznie o osobach podróżujących drogą morską.

Pobity został rekord z ubiegłego roku, kiedy liczba turystów sięgała 600 tys. turystów.

Pomiędzy majem a październikiem bieżącego roku do sztokholmskich portów dopłynęło w sumie 268 międzynarodowych statków pasażerskich. Ostatni z nich zawinął do przystani w czwartek, 11 października. W sezonie letnim roku ubiegłego liczba przybyłych statków i promów była niższa: wynosiła 263.

Spośród zanotowanych statków 67 stanowiło takie jednostki, które rozpoczynały lub kończyły rejs w Sztokholmie, a w międzyczasie opływały inne tereny. Często wiązało się to z postojem, co dawało pasażerom możliwość zejścia z pokładu i zwiedzenia stolicy. Korzystały na tym lokalne restauracje, kawiarnie, sklepy oraz atrakcje turystyczne.

„Turyści to w większości Amerykanie lub Niemcy. Trzecią co do wielkości grupą są mieszkańcy Wielkiej Brytanii”, informuje Stefan Scheja, dziennikarz współpracujący z serwisem „Ports of Stockholm”.



Choć napływ turystów powinien władze Sztokholmu cieszyć, wiążą się z nim także pewne komplikacje. „Ports of Stockholm” zaznacza, że w ciągu minionych lat aż 80% zagranicznych statków wycieczkowych pozostawiło po sobie ciężką do odprowadzania wodę ściekową. Ucierpiały na tym stołeczne porty.

Opracowane zostało rozporządzenie dotyczące emisji zanieczyszczeń w Morzu Bałtyckim. W latach 2019-2021 akwen ma zostać poddany oczyszczeniu, a od statków pasażerskich będzie się wymagało, by ścieki odprowadzane były na lądzie. Opcją alternatywną są też pokładowe systemy, które automatycznie usuwają nieczystości.



Jo

Słowa „jo” oraz „ja” mają ten sam wydźwięk: oznaczają „tak”. Pytanie tylko, w jakim kontekście powinno być stosowane każde z nich.

Dla osób uczących się języka szwedzkiego nie jest to sprawa oczywista – mimo, że oba słówka są wyrazem aprobaty. Można zrozumieć to w uproszczony sposób: „ja” stanowi odpowiedź twierdzącą, udzielaną na pytania o założeniu pozytywnym.

Np.: Talar du svenska? Ja. (Czy mówisz po szwedzku? Tak.)

„Jo” natomiast twierdząco odpowiada na pytania o założeniu negatywnym.

Np.: Talar du inte svenska? Jo. (W języku polskim będzie to nieistniejący i abstrakcyjny zwrot: „czy nie mówisz po szwedzku?”. Lepiej istotę pytania oddaje zwrot anglojęzyczny: „don’t you speak Swedish?” i odpowiedź: „yes”.)

„Jo” jest słowem, któremu językoznawcy nadają uporczywe znaczenie – Szwedzi używają go, gdy na coś nalegają, albo kiedy kłócą się z kimś („nej!”, „jo!”, „nej!”, „jo!”).



Wyraz ten jest odpowiedzią na pytania o założeniu negatywnym – często taką, jakiej nie spodziewa się pytający. Nierzadko ma też służyć wyrażaniu opinii, która jest sprzeczna ze zdaniem drugiej osoby. Bywa wyrazem sprzeciwu, niepewności, częściowej dezaprobaty („jo, men…” – „tak, ale…”).

Inni używają „jo” na początku zdania, by zwrócić uwagę rozmówców przed wypowiedzeniem właściwego oświadczenia (na tej samej zasadzie, wedle której rozmówca anglojęzyczny rozpoczyna swoją wypowiedź od „well…”).



Można używać „jo” jako krótkiego przerywnika. Należy jednak wziąć pod uwagę, że jest to słowo, które można interpretować na różne sposoby – wszystko zależy od tonu głosu, od fleksji, od tego, jakie słowa wypowiadane są przed i po „jo”. Alternatywnie używa się podobnie brzmiących wyrazów: „joho”, „jojomen”, „jodå”, „jo visst”, których znaczenie jest pokrewne. Do tej grupy zaliczyć można też „jovars”, ale jest to słowo obciążone pewnym wahaniem. Mówiąc „jo jo”, dajesz do zrozumienia, że jesteś pod wrażeniem (w języku polskim brzmiałoby to mniej więcej tak: „no no”, „proszę proszę”).



Sprawy komplikują się jeszcze bardziej. Na południu Szwecji wyrazu „jo” używa się częściej i ma on szerszą definicję, która zależy od kontekstu, od wielu zróżnicowanych sytuacji. Niekiedy bywa stosowany zamiennie z „ja”. Czasem słowo to „integruje się” z głębszym oddechem lub nabraniem powietrza w płuca, co dla obcokrajowca – lub osoby z innego regionu Szwecji – może brzmieć dziwnie. Koniecznie obejrzyjcie poniższy klip.



Przykłady:

  1. Kommer du inte? – Jo, jag ska bara göra en grej först.

– Idziesz?/Czy nie idziesz? (ang. Are you not coming?) – Tak, [idę], ale muszę coś zrobić najpierw.

  1. Svenska är inte ett svårt språk. – Jo, det är det!

– Język szwedzki nie jest trudny. – Tak/owszem, jest!

  1. Jo, det är så att min mamma kommer på besök i morgon.

– Tak/bo widzisz, jutro odwiedzi nas moja mama.I na koniec nieprzetłumaczalny przykład ze szwedzkiego słownika: jodåsåatt. A niby to język polski jest skomplikowany.



Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Sztokholmie

Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) umieścił Szwecję na liście państw, które miałyby zorganizować oraz poprowadzić Zimowe Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie w 2026 roku. Rozważane są też dwa inne kraje.

Richard Brisius, dyrektor zarządzający szwedzkim komitetem Igrzysk Olimpijskich, powiedział:

„Jesteśmy zachwyceni, a jednocześnie zaszczyceni tą kandydaturą. Przybliża nas to o kolejny krok do spełnienia marzeń o organizacji Zimowych Igrzysk w Szwecji. Pozytywnie nastawieni, będziemy kontynuować współpracę z interesariuszami – zarówno tymi pochodzenia szwedzkiego, jak i z zagranicy.”

Zarząd MKOl pozytywnie ocenia pracę Brisiusa i innych członków komitetu; widzi w Szwecji idealnego kandydata na kraj mający zorganizować olimpiadę, między innymi dlatego, że jest to państwo rozwinięte. W komunikacie prasowym czytamy: „Zaproponowano, by igrzyska rozegrały się w samym sercu Sztokholmu – dodałoby to energii całemu przedsięwzięciu, pobudziłoby doznania widzów.”

Koncepcja Brisiusa zwraca na siebie uwagę. Igrzyska miałyby odbyć się w istniejących już obiektach – projekty nowych budynków byłyby praktycznie zbędne. W ten sposób powstałby innowacyjny plan rozgrywek, których przebieg zintegrowano by z istniejącą infrastrukturą.

„Na stadion Friends Arena – gdzie planujemy ceremonię otwarcia – można dostać się metrem, albo po prostu podjechać rowerem. W okolicy Zamku Królewskiego odbyłaby się uroczystość wręczenia nagród – to bowiem miejsce łatwo dostępne dla wszelkich osób zainteresowanych”, tłumaczy Brisius, opowiadając o swoich pomysłach.

„Mamy już prawie wszelkie środki, które są nam potrzebne do realizacji planów. Teraz możemy skoncentrować się na takich kwestiach, jak przebieg imprezy. Chcemy, by cała impreza miała charakter festiwalu, stworzonego z myślą o ludziach. Musi tu jednak zostać zachowana pewna równowaga.”



Na przestrzeni lat Szwecja wielokrotnie ubiegała się o organizację wydarzeń sportowych. Prace prowadzone w toku tych kampanii nie poszły na marne, przekuły się bowiem w cenne doświadczenie.

„Za naszą – w tym momencie jeszcze potencjalną – organizacją Zimowych Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich stoi piętnaście lat ciężkiej pracy. Wkład w ten projekt miało bardzo wielu ludzi”, zaznacza Brisius. „Szalenie cieszy nas fakt, że stosunek MKOl do igrzysk zimowych znacząco zmienił się w ostatnich latach.

Cieszymy się również, że strategia ‚Agendy Olimpijskiej 2020’ zakłada długoterminowe partnerstwo, wieloletnią współpracę z miastami mającymi prowadzić igrzyska. Jest to zmiana na lepsze, której na pewno nie przyklaskuję sam.”

Jeden z ważniejszych wymogów „Agendy Olimpijskiej 2020” zobowiązuje organizatorów, by wszelkim dyscyplinom sportowym zapewnić równowagę finansową: nie jest dopuszczalne, by poszczególne dyscypliny były sponsorowane chętniej od pozostałych.



Postulat ten pokrywa się z założeniami projektu sztokholmskiego. „Agenda Olimpijska” także wspomina o ekonomicznym rozporządzaniu przestrzenią i zakazuje dobudowywania zbędnych budynków lub hal sportowych.

Mats Årjes ze Szwedzkiego Komitetu Olimpijskiego powiedział:

„Jesteśmy przekonani, że na terenie Sztokholmu odbędą się światowej klasy igrzyska zimowe. Będzie to olimpiada wyważona, perfekcyjnie zorganizowana – i to nie tylko pod względem ekonomicznym. Rozgrywki nie będą wymagały pieniędzy podatników.



Nie będziemy inwestować w nowe stadiony, ponieważ na terenie Szwecji znajdują się już wszelkie niezbędne obiekty sportowe. Drogi i autostrady, linie kolejowe, lotniska i hotele – wszystko zostało lub zostanie dopięte na ostatni guzik jeszcze przed rokiem 2026.”

„Zimowe Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie w 2026 roku będą oparte na zupełnie nowych wartościach. Ani Sztokholm, ani Szwecja nie będą musiały dokonywać znaczących inwestycji. Operujemy przemyślanym projektem organizacji, a budżet, który będzie nam potrzebny przy jego realizacji, jest najniższy od ponad 30 lat. Nasz projekt jest racjonalny i oszczędny.”



Szwecja: spada stopień ubóstwa wśród dzieci, ale coraz częściej pojawiają się między nimi podziały i rozwarstwienia.

Coraz rzadziej notowane jest w Szwecji ubóstwo wśród dzieci. Pojawił się natomiast inny problem: różnice w pochodzeniu oraz zmiany demograficzne sprawiają, że między dziećmi występują podziały i rozwarstwienia. Takie dane wynikają z raportu organizacji „Save the Children”.

Ubóstwo dostrzega się siedmiokrotnie częściej u dzieci zagranicznego pochodzenia (takich, które – według definicji – mają przynajmniej jednego rodzica nie urodzonego na terenie Szwecji). Badania „Save the Children” sugerują, że najmłodsi, którzy za rodziców mają parę Szwedów, rzadziej cierpią z powodu biedy.

W 2016 roku trudna sytuacja ekonomiczno-gospodarcza dotknęła 186 tys. dzieci zamieszkujących Szwecję. Dwanaście miesięcy wcześniej takich dzieci naliczono 8 tys. więcej. Badania, za które odpowiadała agencja rządowa Statistics Sweden, wykazały, że problem ubóstwa zanika we wszystkich dziecięcych grupach demograficznych, ale zmiany na lepsze najwolniej zachodziły w gospodarstwach o niskim przychodzie.

W okresie pomiędzy 2011 a 2016 r. stopień ubóstwa spadł z 25,2% do 21,4% wśród rodzin niepełnych (dziecko/dzieci + jeden rodzic), a także z 6,5% do 5,6% wśród rodzin pełnych (dziecko wychowywane jest przez parę rodziców).

„Idzie to w parze z pozytywnymi warunkami ekonomicznymi: po prostu każdy z rodziców zarabia pieniądze. Zaobserwowaliśmy też, że pojawiają się korzystne reformy, np. wsparcie finansowe dla rodzin wielodzietnych czy wsparcie w utrzymaniu domu”, powiedział Ola Mattsson, dyrektor organizacji „Save the Children”.



„Wygląda na to, że w przypadku większości szwedzkich rodzin – w tym dzieci – sprawy układają się coraz lepiej. Warto jednak pamiętać, że rodziny o najniższych dochodach przechodzą przez tę samą drogę wolniej”, zaznacza Mattsson.

W ubóstwie wychowuje się 21,6% dzieci zagranicznego pochodzenia (inaczej – jest to co piąte dziecko, którego rodzic lub rodzice są cudzoziemcami). Pięć lat temu ten wynik był jeszcze bardziej rażący: sięgał 25,6%. Osoby nieletnie, których rodzice są Szwedami, borykają się z ekstremalną biedą w znacznie mniejszym stopniu (3,1%).

Nie bez znaczenia są też konfiguracje rodzin. Dzieci, które mają pochodzenie zagraniczne, a dodatkowo wychowywane są przez jednego tylko rodzica, najczęściej cierpią z powodu negatywnych warunków gospodarczych: szacuje się, że aż 42% z nich zmaga się z ubóstwem. Dla porównania, tylko 1,4% dzieci mających za rodziców parę mieszkających razem Szwedów boryka się z tym samym problemem.



„Save the Children” opiera swoją definicję ubóstwa na tym, jak wysoki jest dochód rozporządzalny danej rodziny oraz ile wsparcia otrzymują jej członkowie. O ubóstwie można mówić np., gdy dziecko nie posiada własnego łóżka, nie ma dostępu do sprzętu sportowego (jak rower) oraz zabawek odpowiednich dla własnego wieku.

„Dochód takiej rodziny jest ekstremalnie niski. Ludzie nie zawsze rozumieją, o jak skromnych zarobkach tu mówimy”, informuje Mattsson. „Jednocześnie nie musi to oznaczać, że dzieci, znajdujące się w tych rodzinach, chodzą cały dzień głodne, a w zimie noszą sandały zamiast ciepłego obuwia.”

Spośród 290 gmin szwedzkich Malmö, na południowym zachodzie kraju, uchodzi za obszar o najwyższym wskaźniku ubóstwa wśród dzieci (25,2%). Wskaźnik jest blisko 10-krotnie większy niż w gminie Kungsbacka, gdzie odnotowano najniższy stopień ubóstwa (2,5%).



Badania „Save the Children” sugerują też, że spada ubóstwo wśród dzieci zamieszkujących obszary podatne na społeczno-gospodarcze komplikacje. Są to miejsca, w których często notowane są incydenty przestępcze, a mieszkańcy zarabiają bardzo mało. Coraz rzadziej z problemem ubóstwa muszą borykać się osoby mieszkające w Rinkeby-Kista oraz Tensta (przedmieścia Sztokholmu). Od 2011 r. stopień biedy na tych terenach spadł o – kolejno – 11,8% oraz 10,5%.



Jesień? Jaka znowu jesień? Na południu Szwecji wciąż utrzymuje się letnia pogoda.

foto,.Simon Paulin/imagebank.sweden.se

Nie chowajcie jeszcze lżejszych kurtek do szafy. Mimo, że zbliża się połowa października, temperatury na terenie Szwecji mają jeszcze wzrosnąć.

Na południu kraju, w regionie Skania, odnotowane zostały znaczące zmiany pogodowe. W okolicy ponownie zrobiło się ciepło: w środę słupki rtęci wskazywały 18 stopni Celsjusza. W żadnym innym regionie szwedzkim pogoda nie sprzyjała tak bardzo, jak tutaj. Synoptycy zapowiadają, że letnie temperatury utrzymają się w Skanii przez weekend, a mieszkańcy będą cieszyli się sprzyjającymi warunkami atmosferycznymi. Odczuwalna temperatura wyniesie, w przybliżeniu, 20°C.

W Szwecji centralnej jesień również nie okazuje się chłodna: pod koniec tygodnia termometry pokażą tu ponad 15°C.

W Norrlandii – najbardziej wysuniętej na północ części kraju – pokazał się już pierwszy śnieg. Teraz jednak zimowy chłód będzie musiał ustąpić miejsca letniej bryzie. W efekcie odnotowany zostanie nieznaczny wzrost temperatury – jak dla tego regionu i tej pory roku, bardzo zaskakujący.

„Podmuchy naprawdę ciepłego powietrza utrzymają się do końca tygodnia, może też zanotujemy je w poniedziałek”, prognozuje Marie Staerk z Narodowej Agencji Pogodowej SMHI. „Później zaś z zachodu nadejdzie chłodny front atmosferyczny, przez który rozpocznie się okres wahań pogodowych. Spadnie też temperatura powietrza.”

Jesienny okres łagodnej, przyjemnej pogody w Polsce znany jest jako babie lato, a na terenie Szwecji funkcjonuje pod nazwą „Brittsommar”. Nazwa to pochodzi od Św. Brygidy Szwedzkiej – zakonnicy i pisarki, na której cześć 7 października celebrowane jest święto liturgiczne.



W Malmö otwarte zostanie Muzeum Obrzydliwego Jedzenia. W „menu” m.in. surowy penis byka, ser z larwami oraz gnijący rekin.

W Malmö, trzecim co do wielkości mieście szwedzkim, otwarte zostanie pierwsze (i prawdopodobnie ostatnie) Muzeum Obrzydliwego Jedzenia. Wstęp do tego osobliwego miejsca będzie możliwy począwszy od 31 października.

Dyrektor lokalu zadbał, by w jego muzeum znalazły się potrawy zaskakujące i różnorodne: m.in. islandzki hákarl – a więc sfermentowane mięso rekina, a także azjatycki durian – okropnie cuchnący owoc, którego spożycie zabronione jest w niektórych częściach Singapuru.

Do lokalu sprowadzono też inne przysmaki: surowego, byczego penisa, prażoną świnkę morską (popularną przekąskę z Peru) oraz sardyński ser z żywymi larwami w środku. Częścią „menu” będą też dobrze znane w Szwecji gnijące śledzie. Muzeum będzie otwarte przez trzy miesiące, do końca stycznia.

Pomysłodawca projektu, dr. Samuel West, zasłynął już jako twórca Muzeum Porażki i Nieudanych Wynalazków, którego nazwa mówi sama za siebie. Ekspozycja spotkała się z pozytywnym przyjęciem nie tylko wśród mieszkańców Helsingborgu i przyczyniła się do otwarcia podobnych galerii w Los Angeles oraz Toronto.

West, który jest amerykańskim psychologiem, udzielił wywiadu serwisowi TheLocal.se:

„Oba te miejsca są rozrywką w najczystszym wydaniu, ale to Muzeum Obrzydliwego Jedzenia będzie stanowiło punkt odniesienia dla wielu z nas. To lokal bardzo interaktywny. Porażkę można powąchać tylko metaforycznie. Kiedy natomiast stoisz naprzeciw gnijącego rekina i masz go kilka centymetrów przed swoją twarzą, zaczynasz marzyć o śmierci.”



Dr. West chce, by wizyty w nowo otwartym muzeum okazały się formą rekreacji, ale też przyniosły gościom pewne refleksje. „Poddać w wątpliwość, co właściwie oznacza ‚obrzydzenie’. Być może spojrzycie na insekty jak na źródło białka – i to źródło przyjazne środowisku”, obiecuje West.

Większość śmierdzących eksponatów będzie przechowywana w słoikach badawczych, które stale poddawane są oczyszczaniu. W ten sposób odór powstrzymany będzie przed szerzeniem się po sali.

Jednak zapach towarzyszący kiszonemu śledziowi (surströmming) jest na tyle ostry, że stanowił dla personelu dodatkowe wyzwanie.

Pies po raz pierwszy próbuje sfermentowanego szwedzkiego śledzia

„Poddawaliśmy go kolejnym testom, niemal pozbyliśmy się go z przestrzeni naszego biura – tak bardzo śmierdział…”, opowiada West, a później rzuca tajemniczo: „Niby znaleźliśmy już wyjście z tej trudnej sytuacji, ale nie jestem co do tego przekonany. To nie daje mi spać w nocy.”



Blisko połowa z „serwowanych” posiłków będzie podlegała ciągłej wymianie (z 24-godzinną częstotliwością). Projekt okaże się więc bardzo kosztowny. „Szczerze: to muzeum jest jak wrzód na tyłku”, żartuje dr. West.

„Kiedy tworzyłem zarys całego projektu, powtarzałem sobie, że musi być on prosty i ekonomiczny w swych założeniach. W końcu sam go finansuję. Ale potem pomyślałem: co jest mniej konwencjonalne i zwyczajnie ciekawsze: plastikowa replika wymyślnej potrawy czy autentyczna potrawa sama w sobie? Obcowanie z tajskimi owocami durian wydaje się bardziej zajmujące niż oglądanie sztucznej rekonstrukcji”, powiedział West w rozmowie z dziennikarzami.



„Zapowiada się fajna zabawa. Istnieje też ryzyko, że nikt nie przyjdzie do naszego muzeum, a ja odniosę klęskę i stracę mnóstwo pieniędzy. Naprawdę mnóstwo…”

Wstęp do muzeum ma kosztować 185 koron (w przełożeniu – ok. 76 złotych). Dzieci nie muszą płacić za swój bilet.



Dlaczego jedzenie w Szwecji drożeje.

Reprezentanci szwedzkiego przemysłu spożywczego przestrzegają: rachunki ze sklepów mogą negatywnie wpłynąć na przychody konsumentów. Wszystko przez upalne i suche lato, które dało w kość rolnikom.

Niezwykle wysokie upały przyczyniły się do śródleśnych pożarów na terenie całego kraju. Ucierpiały na tym zwłaszcza pola uprawne: niektórzy rolnicy musieli wysyłać swoje zwierzęta na przedwczesną rzeź, bo nie mogli wykarmić całej gospody.

Odbija się to zarówno na producentach, jak i konsumentach. Szwedzka Federacja Przemysłu Spożywczego (Livsmedelsföretagen) sporządziła specjalny raport, którego dane są niepokojące.

Niektóre produkty spożywcze podrożały o blisko 40%. Przewiduje się jednak, że ceny za żywność podskoczą jeszcze wyżej, nie tylko tej jesieni, ale również wiosną przyszłego roku. Szwedzi będą płacić więcej w piekarniach, bo droższe stają się produkty powstałe w wyniku przetworzenia ziaren. Więcej kosztować mają też wyroby mleczne, piwowarskie, makarony oraz mięsa.

„Wkraczamy w okres rosnących kosztów”, zapowiada doradca ekonomiczny Carl Eckerdal.



Na terenie Szwecji aż 60% żywności przetworzonej pochodzi z lokalnych surowców rolnych. Oznacza to, że wyroby, które pojawiają się w sklepach, dostarczane są w znacznej mierze przez krajowych producentów – w tym rolników. Gdy ci nie są w stanie nadesłać swoich dóbr, pojawia się ryzyko, że supermarkety nie będą w stanie sprostać wymaganiom klienta.

„Obawiam się, że już wkrótce będziemy musieli rozważyć import towaru z zagranicy. Co stanie się wtedy z etykietowaniem? Taka zmiana okazałaby się niezwykle kosztowna. Nie chcemy eksperymentować z zaufaniem naszych klientów”, powiedział Eckerdal w wywiadzie udzielonym serwisowi „The Local„.

Federacja Przemysłu Spożywczego porównuje letnią suszę do międzynarodowego kryzysu z lat 2007-2009, gdy na świecie zabrakło niektórych surowców żywnościowych. Komplikacje te pogłębione zostały przez kryzys finansowy – spowodowało to wzrost cen takich towarów, jak soja czy kukurydza. W niektórych państwach zdarzały się przypadki, gdy cena danego produktu zwiększała się trzykrotnie.



„Odnotowaliśmy wtedy stanowczy spadek marży brutto poszczególnych firm. Nawet korzystne ceny w niektórych sklepach nie były w stanie zrekompensować tak dużego wzrostu kosztów ogólnych”, wspomina Eckerdal.

Eckerdal podejrzewa, że ceny warzyw wzrosną znacząco na przełomie bieżącego i przyszłego roku. W jego opinii pomocą ze strony klientów byłoby sięganie do portfeli: płacąc za towar, jak drogi by nie był, konsumenci pomogą w odbudowie wakacyjnych strat, bo pieniądze trafią też do rolników.

„Jeśli powtórzy się scenariusz sprzed blisko dziesięciu lat, a konsumenci nie wykażą gotowości do płacenia, niektóre przedsiębiorstwa mogą upaść, bo nie będą mogły dłużej prowadzić swojej działalności.”



STOP

Wykryliśmy, że używasz AdBlock lub innego oprogramowania blokującego, które uniemożliwia pełne ładowanie strony.

Nie mamy uciążliwych banerów, Flasha, animacji, nieprzyjemnego dźwięku ani wyskakującej reklamy. Nie wdrażamy tych irytujących typów reklam!

Potrzebujemy pieniędzy na funkcjonowanie strony, a prawie wszystko pochodzi z naszych reklam.

Dodaj skandynawiainfo.pl do białej listy blokującej reklamy lub wyłącz oprogramowanie do adblokacji.

Close