We wrześniu 2024 roku europejskie i amerykańskie służby wywiadowcze przeprowadziły skoordynowaną akcję wymierzoną w sieć dezinformacyjną, którą od kilku lat monitorowały pod nazwą „Doppelgänger“. Dziesiątki stron internetowych zostały zablokowane lub dezaktywowane. Politycy mówili o sukcesie. Kilka miesięcy później część tych zasobów wróciła pod nowymi domenami, z tymi samymi nazwami, tym samym stylem i tymi samymi artykułami.
Operacja „Doppelgänger” nie jest zwykłą fabryką trolli. Nie działa w piwnicy gdzieś na obrzeżach Petersburga. Jej struktura jest bardziej zbliżona do redakcji niż do farmy botów z podziałem na działy, tygodniowymi KPI, próbkami językowymi i klauzulami NDA, które mają zniechęcić pracowników do mówienia. Jednym z takich pracowników był student MGIMO, którego „MO” opisuje pod zmienionym imieniem Sasza. Zgodził się na pracę propagandową w zamian za comiesięczny dodatek do stypendium 100 000 rubli za pracę zdalną, kilka godzin dziennie.
Rekrutacja wyglądała banalnie. Kolega Saszy z roku wspomniał o „pracy z tekstami” z dobrym wynagrodzeniem. Test rekrutacyjny polegał na tłumaczeniu krótkiego artykułu z rosyjskiego — w przypadku Saszy na hebrajski. Tekst dotyczył byłego francuskiego ministra edukacji i jego planów wprowadzenia zajęć z edukacji seksualnej, okraszony emocjonalnymi epitetami w stylu „szaleństwo LGBT” i „drag-queen dla dzieci”. Nic subtelnego. Ale test nie był sprawdzianem wrażliwości politycznej był sprawdzianem płynności językowej. Aplikujący tłumaczył, co dostał, i wysyłał dalej.
Po rekrutacji Sasza trafił do czatu o nazwie „Redakcja”. Na pierwszej rozmowie wyjaśniono mu cel projektu: budowanie pozytywnego wizerunku Rosji za granicą. Pracodawcą w NDA była jedna z anonimowych spółek redakcyjnych. Umowa zawierała klauzule dotyczące zajęcia majątku, odszkodowań i odpowiedzialności karnej za ujawnienie informacji. To nie jest język typowy dla staży dziennikarskich. Brzmi raczej jak kontrakt przygotowany przez kogoś, kto wie, że produkt wymaga zabezpieczenia prawnego.
Stronami witrynami kierował „Zespół I” pod wodzą Ilii Gambaszidze, politycznego technologa z doświadczeniem w kampaniach wyborczych. Nadzór sprawowali funkcjonariusze administracji Kremla według ustaleń śledztwa Correctiv i dziennikarzy Süddeutsche Zeitung operacja była koordynowana przez struktury powiązane z Kremlem, w tym ANO „Dialog” i Agencję Projektowania Społecznego. Gambaszidze to nie postać z drugiego szeregu to ktoś, kto ma bezpośredni dostęp do politycznych decydentów.
Mechanizm dystrybucji był przewidywalny: artykuły publikowane na stronach stylizowanych na zachodnie media lub własne portale informacyjne, a następnie wzmacniane przez skoordynowane konta na platformach społecznościowych. Tematyka obejmowała politykę, wojsko, sprawy kobiece, sport cokolwiek, co może przyciągnąć lokalnego czytelnika w Niemczech, Francji, Izraelu czy Włoszech i jednocześnie przemycić narrację korzystną dla Kremla. Po zmasowanej akcji blokującej z 2024 roku część stron zniknęła. Inne zmieniły tylko adresy URL.

Spośród wszystkich aspektów tej operacji najbardziej niepokojący jest może nie jej zasięg, lecz łatwość rekrutacji. Student z prestiżowej uczelni dyplomatycznej, dobry znajomością kilku języków obcych, dostaje ofertę pracy przez czat akademicki i podpisuje umowę bez pytania, dla kogo właściwie pracuje. Być może nie chciał wiedzieć. Być może po prostu nie zapytał.
