Privatleasing w Szwecji szybko zyskuje na popularności, ale wraz ze wzrostem liczby umów pojawiają się też spory o wysokie opłaty przy zwrocie samochodów. Nowa decyzja ARN daje części klientów szansę na ponowne sprawdzenie naliczonych kosztów.
Według raportu Bilfinanshjulet 2025, w 2025 roku zawarto w Szwecji 52 284 nowe umowy prywatnego leasingu. Oznacza to wzrost o 25 procent w porównaniu z 2024 rokiem.
Privatleasing w Szwecji rośnie mimo sporów
Privatleasing stał się jedną z ważnych form finansowania samochodów na rynku prywatnym. Według Cision, wzrost nastąpił mimo słabego rozwoju całego rynku samochodowego w Szwecji.
Jednocześnie organizacje konsumenckie zwracają uwagę na problemy przy zwrocie leasingowanych samochodów. Chodzi między innymi o rachunki za usterki techniczne oraz opłaty za pominięty przegląd.
M Sverige już wcześniej informowało o sporach związanych z Hedin Bil. Według organizacji firma miała obciążać klientów kosztami przy zwrocie aut, mimo że część z nich powinna być objęta gwarancją lub nie wynikała jasno z umowy.
Opłata 20 000 koron za brak serwisu
Jednym z najbardziej spornych kosztów jest opłata za nieprzeprowadzony serwis. Według M Sverige klienci mogli otrzymywać rachunki na około 20 000 koron przy zwrocie leasingowanego samochodu.
Organizacja wyjaśnia, że taka opłata bywa uzasadniana spadkiem wartości auta. Dealerzy wskazują wtedy, że brak serwisu mógł wpłynąć na gwarancje zależne od przestrzegania planu serwisowego.
M Sverige podkreśla jednak, że sama wysokość roszczenia musi wynikać z umowy i realnej szkody. Nie wystarczy automatycznie wskazać stałej kwoty, jeżeli firma nie potrafi wykazać, że wartość samochodu faktycznie spadła o taką sumę.
Decyzja ARN daje szansę klientom
Nowa decyzja Allmänna reklamationsnämnden, czyli ARN, dotyczy klienta, który został obciążony kwotą 20 000 koron za pominięty serwis. Według M Sverige komisja uznała, że klient ma prawo do zwrotu całej tej kwoty.
Powodem było to, że umowa leasingowa nie dawała podstawy do takiego potrącenia. ARN oceniła sprawę na podstawie treści umowy oraz okoliczności konkretnego przypadku.
O sprawie informuje również Aftonbladet. Według gazety auto należało do banku DNB, a nie do dealera, który domagał się pieniędzy od klienta.
„Allt handlar om vad som står i avtalet” – mówi Olle Haglund, prawnik M Sverige, cytowany przez organizację. W jego ocenie decyzja może mieć znaczenie także dla innych osób, które otrzymały podobne rachunki.
Firma musi udowodnić stratę
Olle Haglund wskazuje, że dealer samochodowy musi udowodnić żądaną kwotę, jeśli domaga się od klienta pieniędzy. Dotyczy to zarówno pogorszonego stanu auta, jak i pominiętego przeglądu.
„Jeśli dealer samochodowy ma otrzymać odszkodowanie za odbiegający stan lub pominięty przegląd, kwota ta musi zostać udowodniona. Firma musi po prostu udowodnić, że wartość samochodu jest o 20 000 koron niższa niż w przypadku innych porównywalnych samochodów, a tego nie uczyniono” – mówi Haglund, cytowany przez M Sverige.
Prawnik zwraca też uwagę, że ARN nie potraktowała opłaty za brak serwisu tak samo jak kosztu naprawy lub odszkodowania za nadmierny przebieg. To oznacza, że dealer nie mógł automatycznie doliczyć takiej kwoty, jeżeli umowa nie dawała do tego podstaw.
M Sverige zachęca klientów, którzy zapłacili podobną opłatę, do sprawdzenia swoich umów i rozważenia zgłoszenia sprawy do ARN. Organizacja zaznacza jednak, że wynik zależy od treści konkretnej umowy oraz dowodów przedstawionych w danej sprawie.
