Sztokholm. Policjanci pracujący w dzielnicy Rinkeby – znanej jako strefa „no-go” – przyznają, że na miejscu panują coraz cięższe warunki.

Funkcjonariusze twierdzą, że przestępcy „śmieją się ze szwedzkiego prawa”.

Policjant Hanif Azizi, patrolujący Rinkeby, jest sfrustrowany narastającą przestępczością.
„Pracuję w policji wystarczająco długo, by widzieć, że kryminaliści nie ponoszą konsekwencji swoich czynów”, powiedział Azizi w rozmowie z SVT. „Niektórzy śmieją się nam w twarz.”

Rinkeby zamieszkują uchodźcy i przedstawiciele środowisk imigranckich – jest ich coraz więcej.
Policjanci obawiają się o swoje bezpieczeństwo, wymagają, by transportowano ich na lokalny
posterunek i z powrotem do domu. Czują, że nie są tu „mile widziani”.

Christoffer Ersenius, prezes związku zawodowego służb mundurowych, wie o tym, że policjanci niechętnie podejmują pracę w Rinkeby:
„Funkcjonariusze są zaniepokojeni, gdy patrolują tę okolicę” – powiedział Ersenius w 2017 roku.

„Rozumiemy ich doskonale, uważamy, że dzielnica jest niebezpieczna.”

W 2018 r. posterunek w Rinkeby został podpalony: zamaskowani mężczyźni wjechali w budynek samochodem i wkrótce potem zajął się on ogniem. Jeden z pracowników ochrony został
zaatakowany: rzucano w niego kamieniami i petardami. Kilka dni przed tym zdarzeniem policjanci dokonali nalotu na miejscowego dilera narkotykowego.


Lise Tamm, szwedzka Prokurator Generalna, nazwała Rinkeby „strefą wojny”:
„To miejsce jest praktycznie objęte wojną, a policjanci muszą postępować jak członkowie sił
zbrojnych.”