Hemavan to wioska, do której większość turystów przyjeżdża zmęczona. Czterysta pięćdziesiąt kilometrów za nimi, kilkanaście dni w nogach, plecak odciskający ślady na ramionach przez tygodnie. Kungsleden — Szlak Królewski — kończy się właśnie tutaj, w tej niewielkiej miejscowości w szwedzkiej Laponii, na terenie rezerwatu przyrody Vindelfjällen. I zamiast poczucia ulgi, wielu wędrowców przyznaje, że doświadcza czegoś zupełnie odwrotnego.
Ostatni odcinek trasy, liczący 78 kilometrów, prowadzi z Ammarnäs przez doliny wyrzeźbione przez lodowce — takie jak rozległe Syterskalet — a potem przez kamienistą tundrę, która na kilka godzin przed metą zamienia się w niemal księżycowy krajobraz. Widoki są surowe i pozbawione ozdobników. Ten fragment szlaku nie zachęca do zatrzymania się na chwilę dłużej. Zmusza raczej do marszu, bo horyzont wygląda tak, jakby ciągle się cofał.
Oficjalny punkt końcowy szlaku to naturum Hemavan — centrum informacyjne z charakterystyczną złotą kopułą, które służy jednocześnie jako brama południowa Kungsleden. Budynek jest niepozorny jak na tak symboliczne miejsce, ale właśnie to przyciąga uwagę. Żadnych triumfalnych łuków, żadnych wielkich napisów. Tylko tablica, kilka ławek i widok na fiordy. Dla kogoś, kto dotarł tu piechotą, to wystarczy.
Problem polega na tym, że Hemavan nie pozwala po prostu wsiąść w autobus i wyjechać. Dosłownie — połączenia autobusowe istnieją (m.in. linia 31 z Umeå przez Storuman), ale zanim przyjadą, człowiek zdąży rozejrzeć się dookoła i zauważyć, że wokół wioski zaczyna się kolejny szlak. Drottningleden, czyli Szlak Królowej, to łatwiejsze, piętnastokilometrowe przejście z Laisaliden do Hemavan, które oferuje panoramiczne widoki na okoliczne szczyty i lodowce. Nie wymaga wielodniowego przygotowania. Można wyruszyć następnego ranka.
Alternatywą jest gondola — kolej linowa startująca z centrum wioski, która w kilkanaście minut wynosi na wysokogórskie środowisko bez konieczności wspinania się godzinami. Dla kogoś, kto właśnie skończył wielotygodniowy trekking, to niemal zabawna opcja. Ale sprawdza się, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa, a głowa jeszcze nie chce wracać do cywilizacji. Rezerwat Vindelfjällen oferuje poza tym krótsze pętle przez brzozowe lasy, rzeki i łąki, gdzie wypasają się renifery. Można to zrobić bez plecaka, bez namiotu, bez planu.
Zaopatrzenie w Hemavan nie jest problemem. W wiosce można kupić paliwo do kuchenki turystycznej, liofilizaty i przekąski na trasę — co jest szczególnie istotne dla tych, którzy rzeczywiście decydują się zostać i ruszać dalej. Noclegi są różne: od przytulnych domków po lokalne hotele, które po tygodniach w śpiworze wyglądają jak coś z innego świata.

Część wędrowców decyduje się na dwugodzinną, prowadzoną wycieczkę po fragmentach Kungsleden — coś w rodzaju skróconej wersji szlaku dla tych, którzy chcą poczuć jego charakter bez wielodniowego zobowiązania. To też ma sens, choć dla kogoś, kto przeszedł całą trasę, brzmi trochę jak oglądanie filmowego zwiastuna po seansie.
