Niebezpieczne narracje , Fake newsy o migrantach w krajach nordyckich

Niebezpieczne narracje , Fake newsy o migrantach w krajach nordyckich

Kampania zaczęła się od filmów na TikToku i Facebooku, pokazywanych w językach arabskim i somalijskim. Przekaz był prosty i uderzający: szwedzkie władze zabierają dzieci muzułmanom. Organizacja o nazwie LVU szwedzka ustawa o opiece nad nieletnimi w szczególnych okolicznościach była przedstawiana jako narzędzie asymilacyjnego przymusu, instrument kulturowego wymazywania. Materiały wideo krążyły w zamkniętych grupach, trafiały do rodzin, były przesyłane między miastami. Część z nich obejrzały miliony ludzi.

Problem w tym, że opisywana rzeczywistość była w dużej mierze fałszywa. LVU to ustawa pozwalająca szwedzkim służbom społecznym na interwencję w sytuacjach zagrożenia dobrostanu dziecka niezależnie od pochodzenia rodziny. Stosowana jest proporcjonalnie do skali problemów, nie do religii rodziców. Ale korekta faktyczna dociera wolniej niż emocjonujący film, szczególnie gdy odbiorcy mają już powody, by nieufać instytucjom przyjmującego ich kraju.

Badanie przeprowadzone wśród 21 migrantów z regionu MENA, którzy zetknęli się z kampanią LVU, przyniosło wnioski ważniejsze niż potwierdzenie oczywistego faktu, że dezinformacja działa. Wywiady ujawniły, że fałszywe narracje nie wpadają w próżnię zaczepiają się o realne doświadczenia: poczucie bycia obserwowanym, lęk przed niezrozumieniem przez urzędników, obawy o kulturową tożsamość dzieci wychowywanych między dwoma światami. Dezinformacja nie wymyśla tych lęków. Ona je nazywa i nadaje im kształt, który jest łatwy do rozpowszechnienia.

- Reklama -

Kraje nordyckie od lat uchodzą za obszar wysokiego zaufania do instytucji i sprawnych mediów publicznych. To prawda w odniesieniu do ich rdzennej populacji. Wśród części społeczności migranckich sytuacja jest bardziej skomplikowana jeżyk jest barierą, historia kontaktów z władzami często krótka, a sieci informacyjne biegną przez zupełnie inne kanały niż szwedzkie SVT czy norweskie NRK. Twórcy kampanii dezinformacyjnych dobrze to rozumieją. Nie walczą z mainstreamowymi mediami omijają je.

Jest jeszcze jeden wymiar tej historii, rzadko przywoływany w debacie o dezinformacji: migranci są w niej traktowani jako problem do rozwiązania albo jako ofiara do ochrony, rzadko jako aktorzy ze swoją własną perspektywą. Tymczasem wywiady z uczestnikami badania wskazują, że część z nich potrafiła krytycznie ocenić napływające materiały rozpoznawała niespójności, konfrontowała treści z własnym doświadczeniem, szukała alternatywnych źródeł. Te głosy są rzadko słyszane w oficjalnych dyskusjach o tym, jak walczyć z dezinformacją.

Organizacje monitorujące dezinformację, takie jak EU vs Disinfo, od lat dokumentują rosyjskie kampanie wymierzone w spójność społeczeństw zachodnich. Kampania LVU wpisuje się w ten schemat, choć jej szczegółowe autorstwo pozostaje przedmiotem badań. Wzorzec jest jednak rozpoznawalny: temat społecznie wrażliwy, podatna na przekaz grupa odbiorców, platform bez skutecznej moderacji w językach mniejszościowych i informacyjna próżnia, którą ktoś chętnie wypełnia własną narracją.

- Reklama -
Niebezpieczne narracje , Fake newsy o migrantach w krajach nordyckich

Szwedzkie władze podjęły działania wyjaśniające po tym, jak skala kampanii stała się widoczna tłumaczenia materiałów o LVU na arabski i somalijski, kampanie informacyjne skierowane do społeczności migranckich. Czy dotarły do tych samych odbiorców, co oryginalne filmy? Prawdopodobnie do części z nich. Reszta nadal dysponuje narracją, którą ktoś dla nich przygotował.

Udostępnij