Szwedzki producent hipersamochodów Koenigsegg zbliża się do debiutu giełdowego – i robi to z imponującym wzrostem wartości za plecami. Firma z Ängelholm jest wyceniana obecnie na około 16,4 miliarda koron szwedzkich, a jej przychody w ciągu zaledwie dwóch lat wzrosły prawie trzykrotnie.
Mniej niż rok temu spółka była warta szacunkowo 9,2 miliarda koron. Dziś jej akcje – choć firma nie jest jeszcze notowana na giełdzie – handlowane są na platformie Eqvor dla rynku nienotowanych spółek, a wycena wzrosła o blisko 78 procent w oparciu o rzeczywiste transakcje kupna i sprzedaży między inwestorami. Napędza ją przede wszystkim gwałtowny wzrost wyników finansowych.
Rekordy sprzedaży napędzają wzrost wyceny Koenigsegg
Za wzrostem wartości spółki stoją twarde liczby. Przychody wzrosły o 24 procent do ponad 1,7 miliarda koron, a wynik operacyjny ponad się potroił – z 35 do 115 milionów koron, według raportu rocznego opublikowanego w maju 2026 roku. Jeszcze w 2023 roku sprzedaż wyniosła 580 milionów koron. Jak podaje Börskollen, rok później było to już 1 661 milionów koron. Ksiąg zamówień obejmuje aktualnie 380 samochodów, a w minionym roku dostarczono 56 pojazdów.
Dodatkowym impulsem mogła być umowa dotycząca silników V8 z włoskim producentem luksusowych samochodów Kimera. Sprzedaż własnej technologii innym firmom otwiera Koenigseggowi dodatkowe, stabilniejsze źródło przychodów niż wąska niszowa produkcja samochodów. Część wzrostu wyceny wynika też ze siły marki – jak wskazuje Cissi Nilsson z Eqvor, Koenigsegg od dawna jest jedną z najpopularniejszych spółek na platformie, wzbudzającą duże zainteresowanie wśród inwestorów.
Wcześniej do firmy dołączył Johan Ekdahl, były dyrektor finansowy Volvo Cars – człowiek z doświadczeniem przy debiutach giełdowych. Jego zatrudnienie od początku odczytywano jako sygnał, że Koenigsegg poważnie myśli o wejściu na giełdę.
Christian von Koenigsegg: „Rozważamy to jako możliwość”
Halldora von Koenigsegg, współzałożycielka i dyrektor operacyjna firmy, już jesienią ubiegłego roku potwierdziła w rozmowie z EFN, że debiut giełdowy nastąpi za dwa do trzech lat. Sam założyciel firmy podchodzi do tematu ostrożniej.
„Nie powiedziałbym oficjalnie, że przygotowujemy się do debiutu giełdowego, ale jest to coś, co rozważamy jako możliwość. To coś, nad czym zastanawialiśmy się od dawna i przygotowujemy firmę do wejścia na giełdę, a jeśli nadarzy się odpowiednia okazja, to jest to coś, co rozważamy” – powiedział Christian von Koenigsegg w wywiadzie dla Dagens Industri.
Ta ostrożność ma uzasadnienie. Analitycy zwracają uwagę, że Koenigsegg powinien być postrzegany nie jako producent samochodów, lecz jako firma z branży dóbr luksusowych – co mogłoby przełożyć się na wyższą wycenę giełdową. Hampus Engellau, analityk motoryzacyjny Handelsbankenu, uważa debiut za dobry pomysł i wskazuje, że spółka powinna trafić do kategorii „luxury goods”, a nie „automotive” – co otwierałoby możliwość uzyskania wyższej wyceny niż typowe przedsiębiorstwo motoryzacyjne.
Ferrari jako wzór – i Aston Martin jako przestroga
Historyczne przykłady pokazują, że debiuty giełdowe producentów supersamochodów kończą się bardzo różnie. Ferrari po wejściu na giełdę stało się jedną z najlepiej prosperujących europejskich firm w segmencie luksusu. Akcje Ferrari wycenione przy IPO na 52 dolary notowane są dziś powyżej 300 dolarów.
Z drugiej strony historia Aston Martina jest przestrogą – po debiucie giełdowym wartość firmy stopniała o ponad 90 procent. Koenigsegg wchodzi w ten proces z rekordowymi wynikami i rosnącym portfelem zamówień, ale decyzja o terminie i formie debiutu wciąż pozostaje otwarta.
