Zainteresowanie akcjami i inwestowaniem mocno wzrosło w mediach społecznościowych, a wraz z nim pojawił się model, w którym finfluencerzy pobierają opłaty za analizy, portfele i pomysły inwestycyjne. Przegląd kilku popularnych kont pokazuje, że koszty mogą szybko stać się wysokie, a zawartość nie zawsze odpowiada oczekiwaniom – opisuje Privata Affärer.
W materiałach dostępnych po opłaceniu członkostwa zwykle pojawiają się bieżące komentarze rynkowe, aktualizacje portfela i przeglądy wideo. Portfele – jak wynika z opisu – często składają się z dobrze znanych dużych spółek, głównie amerykańskich firm technologicznych i szwedzkich giełdowych gigantów, a nie z bardziej niszowych inwestycji.
W pigułce:
- Główny wniosek: płatne treści finfluencerów bywają drogie i nierówne jakościowo
- Skala kosztów: od kilkuset koron miesięcznie do ok. 38 000 koron rocznie
- Ryzyko: wartość „dodatku” bywa trudna do oceny, a rekomendacje też mogą zawodzić
- Nadzór: w Wielkiej Brytanii FCA postawił w stan oskarżenia 9 osób w sprawie finfluencerów
Finfluencerzy i płatne członkostwa: ceny, VAT i niejasne warunki
Z przeglądu wynika, że członkostwa potrafią kosztować od kilkuset koron miesięcznie do ekskluzywnych pakietów wycenianych na około 38 000 koron rocznie. W części ofert VAT ma być doliczany dopiero na późniejszym etapie, przez co rzeczywisty koszt rośnie względem kwoty widocznej na początku.
Za paywallem sprzedawane są m.in. analizy i „pomysły inwestycyjne”, co sprawia, że dla kupujących kluczowe staje się porównanie ceny z zakresem tego, co faktycznie otrzymują. Przegląd wskazuje, że w praktyce część materiałów ma charakter ogólny i bywa trudna do odróżnienia od informacji dostępnych w otwartych źródłach.
Treści, które nie zawsze się wyróżniają
W opisie przeglądu pada ocena, że część płatnych materiałów bywa „ani wyjątkowa, ani szczególnie dobrze napisana”. W takiej sytuacji oszczędzającym trudno oszacować wartość członkostwa, zwłaszcza w dłuższym horyzoncie.
Jednocześnie otwarte posty w mediach społecznościowych mają pełnić funkcję marketingową, a bardziej konkretne treści – w tym analizy akcji – trafiają najpierw do płacących członków. W praktyce zwiększa to presję na stałe opłacanie dostępu, jeśli ktoś chce śledzić rekomendacje w momencie publikacji.
Nadzór nad finfluencerami i ryzyko inwestycji
W tekście przywołano przykład z Wielkiej Brytanii, gdzie organ nadzoru finansowego FCA postawił w stan oskarżenia dziewięć osób w swojej pierwszej akcji wymierzonej w finfluencerów. Według przekazu osoby te miały promować na Instagramie niedozwoloną inwestycję w handel walutami, a sprawa może skutkować grzywną i karą pozbawienia wolności – informowała agencja Reuters, a FCA opisał zarzuty w komunikacie.
Przegląd wskazuje też, że ryzyko nie kończy się na samych poradach dotyczących akcji. Podano przykład inwestycji, która nie potoczyła się zgodnie z oczekiwaniami, w tym nieudaną inicjatywę crowdfundingową. W materiale jako główną wskazówkę podano podejście „Zaufaj własnej ocenie”, a dla części prywatnych inwestorów rozsądne ma być zestawianie kosztów z realną wartością dodaną.
