Dom w Laponii za 40 tys. euro — oferty, które Finowie ignorują, a Niemcy wykupują

Dom w Laponii za 40 tys euro

Kemijärvi to miasto w północnej Finlandii z niecałymi siedmioma tysiącami mieszkańców, oddalone o blisko sto kilometrów od Rovaniemi i kilkadziesiąt od granicy z Norwegią. Na portalu Etuovi.com można tam znaleźć domy w cenie trzydziestupięcio- lub czterdziestotysiacznych euro. Nie działki, nie ruiny — domy. Wolnostojące, z ogrodem, często z sauną. Finowie w większości przewijają te ogłoszenia bez zatrzymania. Niemcy, Holendrzy i Włosi klikają „kontakt ze sprzedającym”.

To zjawisko, które obserwuje się od kilku lat na rynku nieruchomości w fińskiej Laponii, ma całkiem konkretne wytłumaczenie. Dla kogoś z Hamburga czy Monachium czterdzieści tysięcy euro za nieruchomość to kwota niższa niż koszt miejsca parkingowego w centrum miasta.

Za tę samą sumę można mieć prywatny dom nad jeziorem, w odległości godziny jazdy od parku narodowego, z dostępem do nieskończonych szlaków na skuterach śnieżnych i widokiem na nocne niebo, które w grudniu rozświetla zorza polarna. Dla kogoś, kto w ciągu roku ma trzy tygodnie urlopu i spędza je w Alpach za podobne pieniądze wyłącznie na noclegi, ten rachunek zaczyna wyglądać inaczej.

- Reklama -

Finowie podchodzą do tego z większym dystansem, i nie bez powodu. Stare domy na północy wymagają poważnych nakładów na modernizację — wymiana instalacji grzewczej, ocieplenie budynku według obecnych standardów, nowe okna, remont łazienki.

W Laponii, gdzie temperatura spada zimą do minus trzydziestu stopni, zaniedbana instalacja to nie estetyczny problem, lecz realne ryzyko awarii w środku sezonu. Koszty energii są wysokie, a ekipy remontowe rzadkie — i przez to drogie. Fińscy kupujący zwykle to rozumieją zanim złożą ofertę. Zagraniczni rzadziej biorą to pod uwagę na wstępnym etapie.

Jest też kwestia lokalizacji. Kemijärvi, Kemi, Posio czy Pelkosenniemi to miejscowości odczuwające wyraźny odpływ mieszkańców. Zakłady przemysłowe zamknięto, młodsze pokolenia wyjechały do Oulu, Tampere lub Helsinek. Lokalny rynek pracy jest wąski, lotnisko jest daleko, a sklepy w okolicy ograniczają się do jednego supermarketu. Fin, rozważając zakup nieruchomości, myśli równocześnie o tym, co się stanie, gdy będzie chciał ją sprzedać za piętnaście lat. Odpowiedź w przypadku tych lokalizacji jest nieprzyjemna: znalezienie lokalnego kupca będzie bardzo trudne.

- Reklama -

Zagraniczny nabywca nie martwi się tym samym zestawem problemów. Nie szuka tam pracy ani szkół dla dzieci. Dom w Laponii traktuje jako miejsce do oderwania się od codzienności, nie jako inwestycję z gwarantowanym zwrotem. Ta zmiana perspektywy całkowicie przesuwa rachunek kosztów i korzyści. Izolacja, którą Fin postrzega jako wadę, dla kogoś z Berlina bywa dokładnie tym, za czym tęskni przez resztę roku. Brak sąsiadów w zasięgu wzroku, cisza, dwa metry śniegu na podwórku — to dla jednych problem logistyczny, dla innych powód, żeby kupić.

Formalności po stronie unijnych nabywców są stosunkowo proste. Obywatele krajów UE i EOG mogą kupować nieruchomości w Finlandii bez specjalnych zezwoleń, tak jak w Polsce czy Francji. Kupujący spoza tej strefy — na przykład Brytyjczycy po brexicie lub Amerykanie — potrzebują zgody fińskiego Ministerstwa Obrony, co potrafi wydłużyć cały proces o kilka miesięcy. Wyjątkiem są zakupy udziałów w spółdzielniach mieszkaniowych zarządzających budynkami wielorodzinnymi, które nie wymagają tej zgody.

- Reklama -
Dom w Laponii za 40 tys euro
Dom w Laponii za 40 tys euro

Ceny w Kemijärvi i okolicznych miasteczkach nie rosną. Nic nie wskazuje, żeby miały zacząć. Kto kupuje tam dziś, stawia raczej na własny komfort niż na zysk ze sprzedaży. I być może właśnie ta świadomość — że to wydatek, nie lokata — oddziela kupujących, którzy są z tego zadowoleni, od tych, którzy czują się po kilku latach rozczarowani.

Udostępnij