Rybacy i bezpieczeństwo morskie to temat, który rzadko przebija się do politycznej debaty, mimo że w europejskich wodach pojawiają się podejrzane jednostki, a ryzyko przemytu, działań wywiadowczych i sabotażu infrastruktury podwodnej jest wskazywane jako rosnące. W praktyce rybacy od dekad pełnili rolę nieformalnych obserwatorów, zgłaszając władzom nieprawidłowości na morzu – opisuje RTE.
Rybacy jako „nieformalny nadzór” na wodach Europy
Rybacy spędzają znaczną część roku na morzu i znają lokalne akweny lepiej niż większość innych użytkowników wód. W efekcie potrafią szybko zauważyć sytuacje nietypowe, a sama ich stała obecność bywa traktowana jako element odstraszający.
Przykład często przywoływany w tym kontekście pochodzi z Irlandii z 2022 r., gdy planowane rosyjskie ćwiczenia na morzu miały zostać zakłócone przez działania rybaków. Patrick Murphy z Irish South and West Fish Producers Organisation mówił wówczas: „To są nasze wody”.
Alarm u wybrzeży Szwecji: 1981 r. i U 137
Podobną rolę cywilnych obserwatorów pokazywały wcześniejsze wydarzenia w Szwecji. Szwedzkie media i instytucje opisywały, że to rybacy jako pierwsi zaalarmowali służby, gdy w październiku 1981 r. radziecka jednostka podwodna osiadła na mieliźnie w rejonie Karlskrony.
Kurczące się floty i rosnąca luka w bezpieczeństwie
Równolegle maleje liczba jednostek rybackich, co ogranicza „gęstość” obecności cywilów na morzu. W Irlandii skala spadku była opisywana jako przejście z około 400 statków do nieco ponad 100 w ciągu dwóch dekad – a problem narasta w czasie, gdy rośnie uwaga wokół bezpieczeństwa infrastruktury podmorskiej i nadzoru nad rozległymi obszarami morskimi.
W praktyce oznacza to, że państwa, które nie są w stanie stale monitorować ogromnych akwenów wyłącznie siłami wojskowymi i służbami, tracą dodatkową – nieformalną – warstwę obserwacji.
