W Malmö, trzecim co do wielkości mieście szwedzkim, otwarte zostanie pierwsze (i prawdopodobnie ostatnie) Muzeum Obrzydliwego Jedzenia. Wstęp do tego osobliwego miejsca będzie możliwy począwszy od 31 października.

Dyrektor lokalu zadbał, by w jego muzeum znalazły się potrawy zaskakujące i różnorodne: m.in. islandzki hákarl – a więc sfermentowane mięso rekina, a także azjatycki durian – okropnie cuchnący owoc, którego spożycie zabronione jest w niektórych częściach Singapuru.

Do lokalu sprowadzono też inne przysmaki: surowego, byczego penisa, prażoną świnkę morską (popularną przekąskę z Peru) oraz sardyński ser z żywymi larwami w środku. Częścią „menu” będą też dobrze znane w Szwecji gnijące śledzie. Muzeum będzie otwarte przez trzy miesiące, do końca stycznia.

Pomysłodawca projektu, dr. Samuel West, zasłynął już jako twórca Muzeum Porażki i Nieudanych Wynalazków, którego nazwa mówi sama za siebie. Ekspozycja spotkała się z pozytywnym przyjęciem nie tylko wśród mieszkańców Helsingborgu i przyczyniła się do otwarcia podobnych galerii w Los Angeles oraz Toronto.

West, który jest amerykańskim psychologiem, udzielił wywiadu serwisowi TheLocal.se:

„Oba te miejsca są rozrywką w najczystszym wydaniu, ale to Muzeum Obrzydliwego Jedzenia będzie stanowiło punkt odniesienia dla wielu z nas. To lokal bardzo interaktywny. Porażkę można powąchać tylko metaforycznie. Kiedy natomiast stoisz naprzeciw gnijącego rekina i masz go kilka centymetrów przed swoją twarzą, zaczynasz marzyć o śmierci.”



Dr. West chce, by wizyty w nowo otwartym muzeum okazały się formą rekreacji, ale też przyniosły gościom pewne refleksje. „Poddać w wątpliwość, co właściwie oznacza ‚obrzydzenie’. Być może spojrzycie na insekty jak na źródło białka – i to źródło przyjazne środowisku”, obiecuje West.

Większość śmierdzących eksponatów będzie przechowywana w słoikach badawczych, które stale poddawane są oczyszczaniu. W ten sposób odór powstrzymany będzie przed szerzeniem się po sali.

Jednak zapach towarzyszący kiszonemu śledziowi (surströmming) jest na tyle ostry, że stanowił dla personelu dodatkowe wyzwanie.

Pies po raz pierwszy próbuje sfermentowanego szwedzkiego śledzia

„Poddawaliśmy go kolejnym testom, niemal pozbyliśmy się go z przestrzeni naszego biura – tak bardzo śmierdział…”, opowiada West, a później rzuca tajemniczo: „Niby znaleźliśmy już wyjście z tej trudnej sytuacji, ale nie jestem co do tego przekonany. To nie daje mi spać w nocy.”



Blisko połowa z „serwowanych” posiłków będzie podlegała ciągłej wymianie (z 24-godzinną częstotliwością). Projekt okaże się więc bardzo kosztowny. „Szczerze: to muzeum jest jak wrzód na tyłku”, żartuje dr. West.

„Kiedy tworzyłem zarys całego projektu, powtarzałem sobie, że musi być on prosty i ekonomiczny w swych założeniach. W końcu sam go finansuję. Ale potem pomyślałem: co jest mniej konwencjonalne i zwyczajnie ciekawsze: plastikowa replika wymyślnej potrawy czy autentyczna potrawa sama w sobie? Obcowanie z tajskimi owocami durian wydaje się bardziej zajmujące niż oglądanie sztucznej rekonstrukcji”, powiedział West w rozmowie z dziennikarzami.



„Zapowiada się fajna zabawa. Istnieje też ryzyko, że nikt nie przyjdzie do naszego muzeum, a ja odniosę klęskę i stracę mnóstwo pieniędzy. Naprawdę mnóstwo…”

Wstęp do muzeum ma kosztować 185 koron (w przełożeniu – ok. 76 złotych). Dzieci nie muszą płacić za swój bilet.