Tego dnia nie da się zapomnieć, bo prawie doszło do tragedii. W wypadku samolotu mogło zginąć wiele tysięcy ludzi.

Był 8 sierpnia 1993 roku. Choć minęło 25 lat, wszyscy pamiętają to zdarzenie. Nad wyspą Långholmen – która stanowi jednocześnie dzielnicą Sztokholmu – odbywały się pokazy lotnicze. Doszło do wypadku: myśliwiec SAAB JAS 39 Gripen rozbił się na powierzchni lądu, tuż obok tysięcy zszokowanych widzów.

O mały włos nie wydarzyła się tragedia. Choć samolot runął na ziemię i stanął w płomieniach, osoby stojące nieopodal uszły z tej „przygody” bez szwanku. Nikt nie był poważnie ranny; nawet pilot zdołał uciec ze śmigłowca zanim ten zaczął się palić. Cel spotkania na Långholmen był prosty: cudowne maszyny miały wznieść się w powietrze i pokazać, że pomimo swego ciężaru, poruszają się po niebie z niebywałą gracją. Nikt nie mógł przewidzieć, że jeden z samolotów uderzy w ziemię.

W 1993 roku SAAB JAS 39 Gripen uchodził za nowoczesną machinę. Prototyp samolotu wprowadzono na rynek zaledwie pięć lat wcześniej. Gdy w sierpniu w stolicy odbywał się Sztokholmski Festiwal Wodny (Stockholms vattenfestival), Gripen miał być gwoździem programu. Popołudniu samolot wzbił się ponad zatokę Riddarfjärden. To miejsce dobrze znane i chętnie odwiedzane: nieopodal znajduje się ratusz miejski. Lotnicze manewry 49-letniego pilota, Larsa Rådeströma, wprawiły w zachwyt sto tysięcy gapiów. Widzowie oglądali popisy Rådeströma, nie spodziewając się najgorszego.

Gdy myśliwiec latał nad mostem Västerbron, doszło do komplikacji. Podczas pokazu maszyna wymknęła się spod kontroli, a pilot nie mógł zapanować na jej ruchem. W porę podjął decyzję o katapultowaniu (Gripen wyposażony był w fotel wyrzucany). Gdy Rådeström powoli lądował na ziemi przy pomocy spadochronu, samolot uderzył w grunt. Mężczyzna miał szczęście: znajdował się w bezpiecznej odległości od miejsca wybuchu. Wyspa Långholmen pokryła się czarnym jak smoła dymem: niedaleko punktu obserwacyjnego szalały bowiem płomienie, spowodowane przez roztrzaskany samolot.

Gripen rozbił się na skałach, nad plażą. Niecałe 30 metrów obok znajduje się most, na którym stały setki widzów. Odległość była niewielka, lecz wystarczająca, by nikt nie uległ poważnym obrażeniom. Lekko rannych zostało osiem osób, szybko pomogła im jednak ekipa ratowników medycznych. Na miejscu zjawiły się też jednostki straży pożarnej. Pożar ugaszono w ciągu kilku minut.



Powołane zostały specjalne komisje, które badały przyczyny zdarzenia. Śledztwo wykazało, że powodem komplikacji był uszkodzony system operacyjny, który utrudniał kontrolę nad myśliwcem. Przeciążenie systemu sprawiło, że pilot nie mógł zapanować nad sterami. Rådeström uczestniczył w podobnej sytuacji cztery lata wcześniej. W 1989 roku rozkołysanie boczne sprawiło, że samolot – także Gripen – rozbił się na terenie Linköping. Wówczas też nic nie stało się pilotowi. Od siedemnastu lat Rådeström jest emerytem i żyje w spokoju. Wydarzenia z przeszłości musiały odcisnąć na nim pewne piętno: eks-pilot zapowiedział bowiem, że nigdy już nie będzie rozmawiał na temat feralnych lotów.

Zdarzenia sprzed 25 lat wciąż są żywe, bo pozostają w pamięci wielu tysięcy Szwedów. Także tych, którzy widzieli wybuch Gripena na własne oczy. Nie bez znaczenia pozostaje też szwedzkie poczucie humoru. Na wyspie Långholmen postawiono pomnik, który przedstawia papierowy samolot. Jego czubek wbity jest w metalową płytę, która reprezentuje lokalną ziemię. Pod pomnikiem znajduje się inskrypcja: „To tutaj 8 sierpnia 1993 roku rozbił się myśliwiec SAAB JAS 39 Gripen”.