Okazało się, że parafia, która twierdziła, że jej prośby o możliwość używania kościelnych dzwonów zostały odrzucone nigdy nie złożyła formalnych wniosków.

Kościół w Växjö trafił na nagłówki gazet w związku ze sprawą udzielenia meczetowi w tej samej okolicy zgody na publiczne emitowanie nie przekraczających poziomu 110 dB wezwań do modlitw w piątki.

Lokalna gazeta Smålandsposten napisała, cytując proboszcza Ingvara Fogelqvista, że katolickiej parafii św. Michała dwukrotnie odmówiono zgody na używanie kościelnych dzwonów ze względu na to, że mogłyby one zakłócać spokój okolicznych mieszkańców.

Jednak liczne inne źródła szybko zaczęły informować, że formalne dokumenty potrzebne do otrzymania takiej zgody nigdy nie zostały złożone. We wtorek Fogelqvist potwierdził, że rzeczywiście tak było a jego informacje o otrzymaniu odmowy oparte były na dyskusjach jakie wcześniejszy proboszcz prowadził w 1993 roku.

„Pojawiły się wtedy wypowiedzi zniechęcające wygłaszane przez jednego z reprezentantów gminy. W tym punkcie więc historia się nie zmienia: otrzymaliśmy negatywny przekaz z gminy, aby nie kontynuować naszych starań. Więc sprawa została porzucona, dlatego w rezultacie parafia uznała, że gmina nie zezwoliła na użycie dzwonów,” powiedział Fogelqvist.

„Nigdy nie było formalnego odrzucenia. Nie złożyliśmy tego wniosku, ponieważ wcześniej otrzymaliśmy już bardzo negatywną odpowiedź. To było bardzo dawno temu, ale ksiądz, który wcześniej tutaj przebywał dokładnie nam to opisał.”

Wcześniej publikowana historia o odrzuceniu prośby kościoła na tym samym terenie, gdzie obecnie przyznano podobną zgodę meczetowi trafiła na nagłówki gazet na całym świecie i wywołała oburzenie wielu osób na hipokryzję lokalnej władzy.



Fogelqvist zapytany czy żałuje tego jak ta sprawa została przedstawiona powiedział, że to nie on dokonał powiązania jego wcześniejszych informacji o odrzuceniu próśb z obecną zgodą wydaną meczetowi, ale zrobiły to same media.

„To nie my wyskoczyliśmy z tą historią. Smålandsposten zadzwoniło do nas, po tym jak skądś się o tym dowiedzieli. A my powiedzieliśmy im, że władze nie udzieliły nam zezwolenia, bo taką wiedzą dysponowaliśmy. To nie by byliśmy zainteresowani robieniem z tego wielkiej afery.”

„Kontaktowały się z nami nawet grupy muzułmańskie i im też tłumaczyliśmy, że naszym zamiarem nie było w jakikolwiek sposób szkodzenie im, my tylko odpowiedzieliśmy na pytania zgodnie z wiedzą jaką posiadaliśmy,” dodał ksiądz.