„To więcej niż stan wyjątkowy” – powiedział o upale i pożarach dziennikarz Per Axbom.

Na chwilę obecną Szwecja dewastowana jest przez blisko 30 pożarów leśnych, z których wielu nie da się okiełznać. Cztery zaś uznano za tak gwałtowne, że powstrzymać mogłaby je tylko radykalna zmiana pogody. W ubiegłym tygodniu do szwedzkich strażaków dołączyli doskonale wyszkoleni funkcjonariusze z ośmiu krajów Unii Europejskiej: Norwegii, Włoch, Francji, Niemiec, Litwy, Polski, Danii i Portugalii. To, jak wielu mundurowych przybyło na północ Europy, podkreśla, jak wielki jest rozmach tragedii. Szwedzi nie mierzyli się z tak kolosalną katastrofą żywiołową niemal od wieku. To więcej niż tylko stan wyjątkowy.

Za niewiele ponad miesiąc, 9 września, w Szwecji odbędą się wybory parlamentarne. Per Axbom, związany z serwisem thelocal.se, uważa, że pożary lasów to tylko jeden z problemów w jego kraju. Innymi są ciężki klimat polityczny, ciężka krytyka Unii Europejskiej, wreszcie szerzenie dezinformacji. Mieszkańcy Szwecji wyrzucają władzom, że urzędnicy obrony narodowej nie zakupili specjalnych samolotów gaśniczych.

Na fakt, że Agencja ds. Obrony Cywilnej ściągnęła tego typu szybowce z zagranicy mało kto zwraca natomiast uwagę. Włoskie samoloty nadleciały do Szwecji już w czerwcu. Przeciwnicy UE rozpowszechniają nieprawdę: sugerują, że polscy strażacy przyłączyli się do akcji gaśniczej w celu innym niż pomoc, że wizyta ta nie jest efektem integracji politycznej obu państw. A przecież o przybyciu Polaków do Szwecji zadecydowało m.in. Europejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego (ERCC).

Takie komentarze są małostkowe i sprawiają, że nie spoglądają Szwedzi na całą sytuację z szerszej perspektywy. Sprawą priorytetową są aktualnie w Szwecji pożary. Za życia żaden mieszkaniec kraju nie miał szansy przyglądać się tak potężnej katastrofie naturalnej, bo od dekad nie działo się w Szwecji aż tak źle.

Od lat nie doświadczono tak nieustępliwej suszy; temperatura powietrza jest o 10 stopni Celsjusza wyższa niż zazwyczaj w okresie letnim. Pożary zaatakowały nie tylko Kronoberg czy Västrę Götaland, ale też koło podbiegunowe. Kraj nie zwykł mierzyć się z tak uciążliwymi upałami, a znajdujące się w nim lasy (m.in. tajga) przyzwyczajone są do chłodu.

Rocznie na terenie Szwecji płonęło dotąd 19 km² lasów – tak było od dwudziestu lat. W 2014 roku przyszedł pierwszy kryzys: w pożarach zniszczonych zostało 138 km² terenów zalesionych, co uznano wówczas za najgorszą tego typu dewastację od XIX wieku. W ciągu siedmiu miesięcy roku 2018 spaliło się natomiast od 250 do 300 km² gruntu leśnego. Pożar jednego tylko lasu okazał się bardziej katastrofalny w skutkach niż wszelkie wybuchy ognia w 2014 roku.



W ubiegłym roku zabójcze pożary ogarnęły Portugalię i przyczyniły się do śmierci sześćdziesięciu sześciu osób. Powodem klęski żywiołowej również były nadmierne upały. W akcję gaśniczą zaangażowali się wówczas strażacy hiszpańscy, włoscy, francuscy i marokańscy. Ogień trawił blisko 450 km² powierzchni leśnych – z tego powodu nad kłębowiskami ognia latały specjalne samoloty, zrzucające z wysokości bomby wodne.

Pod koniec 2017 roku Europejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego wydało oficjalny raport, w którym stwierdzono, że „sezon letni okazał się szczególnie niebezpieczny dla lasów i obfity w wybuchy ognia”. Póki co wiele wskazuje, że za pięć miesięcy otrzymamy od ERCC podobne sprawozdanie.

Nikt nie mógł przewidzieć, że tegoroczne pożary dotrą aż na koło podbiegunowe. ERCC zawsze organizuje specjalne konferencje w sezonie zwiększonego zagrożenia pożarowego. Uczestniczą w nich kraje najciężej dotknięte przez ogień, a więc te zlokalizowane na południu Europy (Francja, Grecja, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Chorwacja). W tym roku liczba państw biorących udział w zgromadzeniu może być większa.

Głównym zmartwieniem szwedzkiego rządu nie powinny być w tym momencie samoloty gaśnicze. Jak się okazało, nadleciały one do Skandynawii z południa. Wzmocniona powinna zostać koordynacja pomocy przy klęskach żywiołowych – a tę zapewnia Unijny Mechanizm Ochrony Ludności.



Szwecja mogłaby zakupić samolot wyposażony w funkcję wodnego bombardowania. Najważniejsza pozostaje jednak jej zdrowa współpraca z UE – zwłaszcza, jeśli w przyszłości również ma wystąpić ryzyko gwałtownego pożaru. Istotniejsza od jednorazowego zakupu okazuje się strategia długofalowego współdziałania.

Europejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego okazało się dla Szwecji prawdziwą opoką. Za jego sprawą, z kilku krajów europejskich nadesłano siedem samolotów, sześć helikopterów, 67 innych pojazdów i urządzeń gaśniczych oraz 340 żołnierzy i strażaków. Szwecja jest krajem powierzchniowo większym niż Niemcy, lecz kilkakrotnie rzadziej zaludnionym. Między innymi z tego powodu w walce z pożarami potrzebne jest wsparcie z zagranicy.

Plan zapobiegania pożarom i organizacja akcji ratowniczych – a więc cała ekspertyza – wymagała będzie dodatkowych nakładów finansowych. Szwecja zmaga się bowiem z sytuacją, w jakiej, teoretycznie, nigdy nie miała się znaleźć.

Nagłe ocieplenie i zmiany klimatyczne w ogóle są realnym problemem, na który zbyt rzadko zwracana jest należna uwaga. Świat z zapartym tchem śledzi, co dzieje się w Szwecji – to przecież zjawisko bez precedensu. Mamy nadzieję, że zanim ogień wywoła jeszcze większe spustoszenie, podjęte zostaną odpowiednie działania.