W czwartkowe popołudnie huragan Alfrida uprzykrzył życie ponad 30 tys. ludzi. Liczne
gospodarstwa domowe zostały pozbawione dostępu do prądu – zerwane zostały bowiem linie elektroenergetyczne.

Połączenie zostanie przywrócone, ale przedsiębiorstwa energetyczne ostrzegają, że naprawa konstrukcji może trwać nawet tydzień.


Nikt w Szwecji nie spodziewał się tak silnego załamania pogody już na początku roku. W wielu miejscach przewody elektryczne zostały nie tyle uszkodzone, co kompletnie przerwane.

Ucierpieli na tym zwłaszcza mieszkańcy Sztokholmu i pobliskich rejonów – to tam doszło do największej awarii prądu.


Huragan Alfrida najwięcej szkód wyrządził w Uppland, na wschodnim wybrzeżu. Wiatr o prędkości ponad 100 km/h poprzewracał drzewa, niekiedy wyrywając je z ziemi. Sponiewierane przed podmuch były też znaki drogowe czy elementy rusztowania. Środowe burze wpłynęły na
utrudnienie ruchu na jezdniach i komplikacje transportowe.


Norrtälje – w regionie terytorialnym Sztokholmu – pogrążyło się w chaosie. W specjalnie otwartych punktach, m.in. w remizie straży pożarnej, mieszkańcy mogli naładować telefon, zaparzyć kawę, a
gdy zaszła taka potrzeba, odebrać wodę.


W kierunku wysp Archipelagu Sztokholmskiego przyleciały specjalnie wysłane helikoptery. Rozpoczęto prace mające na celu przywrócenie energii elektrycznej.

Koncerny energetyczne, Vattenfall i Eon, nie przekazały pokrzywdzonym dobrych wieści. Wiele z sieci wysokiego napięcia
zostało tak silnie naruszonych przez wiatr, że konieczna będzie ich przebudowa.


„Sytuacja jest bardzo ciężka, a proces naprawy zajmie trochę czasu”, informuje Lars-Åke Linander rzecznik prasowy Vattenfall.

Odbudowa może potrwać więcej niż siedem dni. „To, kiedy dostęp do prądu zostanie przywrócony, zależy od danego terytorium. Priorytetem są dla nas obszary zamieszkane przez dużą liczbę ludzi.”


Przewody elektryczne (w tym telefoniczne) naprawiono już na wschodzie Gotlandii.