niedziela, Styczeń 20, 2019

Snoop Dogg zainwestował 2,5 mld dolarów w szwedzką firmę.

Amerykański raper Snoop Dogg zainwestował 2,5 mld dolarów w szwedzką firmę Klarna, poruszającą się w obszarze technologii finansowych. Od teraz 47-latek jest współudziałowcem w prężnie działającym biznesie.

Snoop Dogg znany jest z takich przebojów, jak „What’s My Name?” czy „Snoop’s Upside Ya Head” oraz ze współpracy z Pharrellem Williamsem, Tupakiem Shakurem i 50 Centem. Już wcześniej zajmował się inwestycjami – to dzięki niemu funkcjonuje spółka Casa Verde Capital, zajmująca się produkcją konopi.

Raper już od dłuższego czasu planował współpracę z europejskim przedsiębiorcą. To przemyślana strategia biznesowa.

„Szukałem możliwości na wzbogacenie swojego technologiczno-inwestycyjnego portfolio. Etyka pracy Klarny, wyzwania, jakie stawiają sobie jej pracownicy – wszystko to bardzo mi imponuje. Jesteśmy dla siebie stworzeni”, wyznał Snoop Dogg.

Ruszyła kampania promująca Klarnę, „Get Smoooth”, a jej twarzą został właśnie słynny raper. Kampania zwraca uwagę na korzyści, wynikające z korzystania z Klarny (takie jak eliminowanie komplikacji przy dokonywaniu płatności).

„Snoop jest nie tylko legendą wśród raperów, to również odnoszący sukcesy biznesmen”, powiedział Sebastian Siemiatkowski – dyrektor generalny spółki. „Bardzo interesują go technologie, handel detaliczny i branża e-commerce. On doskonale rozumie postępowania konsumenckie, zna się na marketingu, na zarządzaniu marką.”

Współpraca z Amerykaninem ma otworzyć dla Klarny zupełnie nowe drzwi, być początkiem zaskakującej ekspansji.

Casa Verde zainwestowało niedawno 10 mln dolarów w brytyjski rynek biofarmaceutyczny.

Snoop Dogg jest też producentem telewizyjnym, aktorem i reżyserem.


Skandynawskie kraje żegnają zamordowanego Prezydenta Gdańska.

Gdy 14 stycznia w Gdańsku zmarł Paweł Adamowicz, świat pokierował w stronę Gdańska wyrazy smutku i ubolewania. Z byłym prezydentem miasta pożegnali się m.in. Sadiq Khan – burmistrz Londynu – oraz Jean-Claude Juncker – przewodniczący Komisji Europejskiej. Kondolencje rodzinie Adamowicza złożyli też przedstawiciele krajów skandynawskich.

Kalmar to miasto partnerskie Gdańska, położone w południowej części Szwecji. Tragedia z udziałem Adamowicza i 27-letniego zamachowca, Stefana Wilmonta, wpłynęła na władze miejscowości tak dalece, że flagi postanowiono opuścić do połowy masztu.

Johan Persson, przewodniczący Rady Miasta Kalmar, opublikował na Facebooku wpis o następującej treści:

„Jestem głęboko poruszony tymi donosami. Prezydent Adamowicz i ja spotkaliśmy się wielokrotnie – w Polsce i na terenie Szwecji. Kontaktowaliśmy się zaledwie parę tygodni temu. Mieszkańcy Gdańska stracili bardzo cenionego przywódcę. Ubolewającej żonie Pawła i jej dzieciom chcę przekazać wyrazy najszczerszego współczucia.”

Rozżalona z powodu bezsensownej zbrodni była też Minna Arve – burmistrz fińskiej miejscowości Turku, również utrzymującej z Gdańskiem partnerską współzależność.

„Jest mi niebywale przykro z powodu śmierci Pawła Adamowicza. To był straszliwy atak. Przekazuję wyrazy ubolewania i kondolencje – tak rodzinie prezydenta, jak i całemu Gdańskowi”, pisała Arve na Twitterze.

Kalmar i Turku są miastami partnerskimi Gdańska od końca lat sześćdziesiątych. To z powodu tej współpracy co roku obchodzony jest w Trójmieście Dzień Świętej Łucji.

Morderstwo zszokowało też Islandię. Dagur B. Eggertsson, burmistrz Reykjaviku, wystosował list do Aleksandry Dulkiewicz – pełniącej funkcję tymczasowej prezydent Gdańska.

„Szanowna Pani Wiceprezydent Aleksandra Dulkiewicz,

Chciałbym złożyć moje najgłębsze wyrazy współczucia w związku z przerażającym atakiem, jaki miał miejsce niedzielnego wieczoru w Gdańsku. Wciąż nie możemy do końca zrozumieć powodów tej zbrodni, a nasze serca są z rodziną Pana Prezydenta Adamowicza, mieszkańcami Gdańska i wszystkimi, dla których to zdarzenie miało znaczenie. Wszystkie miasta na świecie muszą zjednoczyć się i stać razem przeciwko takim przerażającym aktom przemocy.

Podpisano:

Dagur B. Eggertsson”

Na gdańską tragedię reagowały też władze Mediolanu, Cleveland czy Kaliningradu.

8-latka która odnalazła wartościowy miecz należący do Wikingów. Otrzyma sowite wynagrodzenie.

Saga Vanecek to ośmioletnia dziewczynka, która wyciągnęła z jeziora Vidöstern miecz, pamiętający czasy Wikingów. Choć znalezisko trafiło w ręce odkrywczyni przez przypadek, ma ona zostać sowicie wynagrodzona.

Szwedka o amerykańskich korzeniach została już obwołana nieoficjalną „królową kraju”. Za znalezienie niezwykłego skarbu w jej ręce trafi 15 tys. szwedzkich koron (ok. 6300 złotych).

Narodowy Instytut Dziedzictwa zazwyczaj przyznaje za podobne znaleziska nagrody w wysokości od 500 do 1500 koron. Stawka rośnie w górę, gdy przedmiot ma większe znaczenie (np. pokryty jest srebrem).

„Gdy odnaleziony przedmiot staje się obiektem zainteresowania mediów i kulturoznawców, od razu nabiera na wartości. Zaznaczyć należy, że istnieje różnica między wartością naukową i historyczną – bo ta zawsze jest ogromna – a ekonomiczną. Ta druga zależy od popytu i od tego, kto ile jest w stanie zapłacić za dane znalezisko”, tłumaczy Anna Östling z Instytutu Dziedzictwa.

Szwedzka ustawa o dziedzictwie kulturowym przewiduje, że w przypadku takich odkryć, jakiego dokonała Vanecek, możliwa jest rekompensata finansowa. Stopień wynagrodzenia ustalili przedstawiciele branży aukcyjnej i archeologowie.

8-letnia Szwedzka otrzymała wynagrodzenie wysokości 15 tys. koron, bo miecz wymaga prac konserwatorskich, a te zajmą co najmniej rok. Gdy zostaną one ukończone, skarb przekazany zostanie pracownikom muzeum w Jönköping.

Miecz może mieć nawet 1500 lat. Niektóre źródła podają, że mógł zostać wykonany przez przodków Wikingów, choć na razie nie potwierdzono tych rewelacji.

Madeleine Vanecek, matka Sagi, udzieliła wywiadu radiowego: „Jesteśmy wdzięczni za tę nagrodę. Pieniądze zostaną przekazane córce, gdy będzie starsza i pójdzie na studia. Kto wie, może nawet zostanie archeologiem?”

Historia 8-letniej odkrywczyni spotkała się z zainteresowaniem mediów dookoła świata. Dziewczynka dorastała w Minnesocie, ale dwa lata temu przeniosła się z rodziną do Szwecji. Pytana, kim chce zostać w przyszłości, odpowiada, że lekarzem, weterynarzem lub aktorką.


Szwedzką armię zasilą tzw. „cyber-żołnierze”.

Szwedzkie Siły Zbrojne zapowiadają, że począwszy od przyszłego roku zwiększy się liczba poborów wojskowych. Żołnierze poddani zostaną specjalnemu szkoleniu, aby mogli nieść pomoc w przypadku ataku hakerskiego, wycelowanego w ich kraj.

Generał Micael Bydén, szef sztabu obrony, potwierdził te informacje podczas konferencji w Sälen, która dotyczyła defensywy terytorialnej.

Siły zbrojne Szwecji koncentrują swoją uwagę na rozwoju potencjału obronnego; szukają też nowych wyzwań dla armii i przypisują swoim żołnierzom udział w specjalnych programach szkoleniowych.

W 2020 roku ruszy program pilotażowy, a około trzydziestu poborowych będzie szkolonych na tzw. „cyber-żołnierzy”. Bydén zaznaczył dość lakonicznie, że ich głównych obowiązkiem będzie „ochrona szwedzkich systemów”.

Osoby wyłonione do projektu musiały wykazać się odpowiednim stopniem kierunkowego wykształcenia.

„Chcemy, aby nasze systemy cybernetyczne były w pełni zabezpieczone przed atakami kompetentnych hakerów”, mówi generał.

Szwecja przywróciła obowiązkową służbę wojskową w 2018. W przyszłym roku liczba poborowych ma zostać zwiększona z 4000 do 5000.

„Więcej osób weźmie udział w podstawowym treningu wojskowym. Nie możemy doczekać się tego momentu”, powiedział Bydén. Rekrutacja do armii będzie musiała przejść znaczną rewizję.

Generał wątpi jednak, by uzbieranie grupy 5000 młodych ludzi chętnych do obrony kraju miało okazać się problemem.

„Osoby, które zasilają armię, nadają jej wysoki standard i mają równie wysokie wymagania. Są to jednak żołnierze silnie zmotywowani do działania.”

Za zwiększeniem liczebności armii oraz nasileniem poboru opowiada się większość szwedzkich partii (w tym Moderaci i Socjaldemokraci, którzy chcą, aby liczba poborowych wzrosła do 8000).

Według Bydéna największe wyzwania, przed jakimi stoją siły zbrojne, to rekrutacja i inwestycja w sprzęt militarny.

Generał Bydén wierzy, że armia szwedzka „zmierza we właściwym kierunku” i może pochwalić się „stabilną działalnością”.

W grudniu parlament przeznaczył na szwedzką wojskowość odpowiednio wysoki budżet: pozwala on na wprowadzenie w życie zaplanowanych programów


Co powinieneś wiedzieć o służbie wojskowej oraz podwójnym obywatelstwie

Równe prawa dla wszystkich: duńska minister chce nieść pomoc prostytutkom i poprawić warunki ich pracy.

Mai Mercado, duńska minister ds. opieki socjalnej, powołała specjalną grupę roboczą, która skupi się na ustaleniu praw i obowiązków, jakie przysługują prostytutkom. Najstarszy zawód świata znajdzie się w kręgu zainteresowań rady ministrów.

Mercado, słynąca z konserwatywnych poglądów, uważa, że osoby sprzedające własne usługi seksualne zasługują na lepsze warunki pracy. Wielu prostytutkom nie przysługują w zasadzie żadne prawa, a tym bardziej przywileje czy zasiłki. Mercado chce, by zawód ten nie był zajęciem uwłaczającym i niebezpiecznym.

Prostytucja nie jest uregulowana przez żadne przepisy, nie ma żadnego wpływu na emeryturę, a ludzie, którzy ją uprawiają, traktowani są jak obywatele gorszej kategorii. Pracownicy seksualni nie mają tych samych praw, co przedstawiciele innych zawodów.

„To obszar, w którym nie są przestrzegane nawet najbardziej podstawowe prawa”, zaznacza Mercado. „Oczekuje się, że wszyscy członkowie społeczeństwa duńskiego będą opłacali podatki, więc, moim zdaniem, przyznanie prostytutkom praw to nasz obowiązek. Chcemy też pomóc wszystkim tym, którzy pragną rozpocząć inne życie, znaleźć lepszą pracę.”

Prostytucja jest legalna na terenie Danii już od 1999 roku. Osoby pracujące w tej branży muszą zarejestrować się w urzędzie skarbowym jako przedsiębiorcy, a ich przychody ulegają opodatkowaniu. Zdaniem Mercado, można tu mówić o „podatku bez ustawowej podstawy prawnej” czy też bez reprezentacji w parlamencie.

„Prostytutki nie mają praw, a i tak płacą podatki. To czysta hipokryzja. Jednocześnie są to osoby wysoce narażone na przemoc. W pełni zasługują na naszą pomoc”, tłumaczyła minister na antenie stacji Danmarks Radio.

Rynek usług seksualnych jest kiepsko uregulowany z prawnego punktu widzenia i z tego powodu kojarzony bywa z widmem zagrożenia lub chorób wenerycznych.

Mercado przyjrzała się państwo sąsiednim oraz eksperymentom, jakie były w nich podejmowane (prostytucję próbowano m.in. ponownie uznać za nielegalną). Według minister, pozytywne skutki dla społeczeństwa może przynieść akceptacja prostytucji – a nie jej piętnowanie.

„Przyglądaliśmy się sytuacji społecznej w Szwecji. Doświadczenia tego kraju z prostytucją są co najmniej ciężkie. W branży seksualnej panuje tam przemoc i poczucie ciągłej niepewności, a jej przedstawiciele schodzą do podziemi. To zły kierunek”, powiedziała Mercado.

W 2013 roku, jeszcze jako reprezentantka parlamentu, Mercado wyraziła gotowość do wpisania prostytucji na państwową listę oficjalnie wykonywanych zawodów.

W wolnym tłumaczeniu oznaczałoby też, że prostytutki mogą zapisać się do funduszu ubezpieczającego od utraty pracy, mogą pobierać zasiłki dla bezrobotnych, a co najważniejsze, mogą uzyskać emeryturę. Choć nie każdy poparł Mercado na tym gruncie, pojawili się także sojusznicy.

Wspierający stosunek wykazał Sojusz Liberalny – od listopada 2016 roku należący do rządu. Rzeczniczka partii, Christina Egelund, opowiadała się za pomocą dla prostytutek i zrównaniem ich zawodu choćby z pracą urzędnika.

W 2011 roku przeprowadzone zostały rzetelne badania, które pomogły ustalić, że w Danii pracownikami seksualnymi jest ponad 3100 osób. W znakomitej większości były to kobiety. SFI (Narodowe Centrum Badań Społecznych) uwzględniło w tych liczbach tylko te prostytutki, które pracują – w mniejszym lub większym stopniu – zgodnie z prawem.

Pierwsze kroki w kierunku poprawy jakości pracy prostytutek mają zostać poczynione za około pół roku. Obecnie członkowie specjalnie powołanej grupy ministrów prowadzą konsultacje z odpowiednimi organizacjami i poznają szczegóły podobnych projektów z zagranicy.

Göteborg: Festiwal filmowy będzie pokazywany w trumnach.

Zawód krytyka filmowego wcale nie musi być łatwy i przyjemny. W końcu co zrobić, gdy zamknięci zostajemy z naprawdę kiepskim filmem, którego recenzji oczekują od nas przełożeni?

Teraz jednak i krytycy, i zwykli kinomani będą mogli doświadczyć czegoś znacznie bardziej ekstremalnego. Na własne życzenie będą mogli obejrzeć jeden z tytułów… zamknięci w trumnie.

W tych klaustrofobicznych warunkach wyświetlony zostanie dramat science-fiction „Aniara” – adaptacja poematu o tym samym tytule.

Utwór uchodzi za sztandarową pozycję wśród fanów literatury, a jego ekranizacja już teraz zachwyca miłośników kina: wyróżniono ją bowiem kilkoma nagrodami. Jesienią film pokazywany był na międzynarodowym festiwalu w Toronto, a już wkrótce stanie częścią festiwalu w Göteborg.

Organizatorzy imprezy gwarantują niepowtarzalne atrakcje: dla przykładu, kilku szczęściarzy będzie mogło obejrzeć „Aniarę” wewnątrz sarkofagu.

W trumnie znajdzie się wysokiej klasy sprzęt AV, klimatyzacja, a nawet przycisk alarmowy – opcja dla tych, którzy przegrają walkę z lękiem przed ograniczoną przestrzenią.

W „Aniarze” autorstwa noblisty, Harry’ego Martinsona, przytoczona zostaje opowieść o kosmicznym rejsie. Bohaterowie poematu osiedlają się na Marsie, ale – wyalienowani – zatracają poczucie ludzkości. Specjalny seans ekranizacji (reżyserowanej przez duet Pella Kågerman-Hugo Lilja) ma zapewnić widzowi uczucie podobnej izolacji.

Festiwal Filmowy w Göteborgu rozpoczyna się 25 stycznia i potrwa do 4 lutego. Gwoździem programu ma być pokaz psychodelicznego dramatu „Climax” w reżyserii Gaspara Noégo. Niektóre z obrazów wyświetlane będą w technologii 4DX (sprawiającej m.in. wrażenie, że pada na nas deszcz).

Oficjalna strona internetowa festiwalu: goteborgfilmfestival.se.

Sztokholm: cyfrowe billboardy pomogą bezdomnym w znalezieniu noclegu.

Firma Clear Channel Sverige opracowała wraz ze szwedzkim rządem kampanię społeczną o nazwie „OOH” („Out of Home”). Jej celem jest skierowanie osób bezdomnych do schronisk i noclegowni – zwłaszcza teraz, gdy na zewnątrz panuje mróz.

Na sztokholmskich ulicach pojawiły się specjalne, cyfrowe billboardy, za sprawą których osoby pozbawione dachu nad głową mogą uzyskać informację o najbliższym punkcie pomocy.

Podobne urządzenia funkcjonują już w wielu miastach dookoła świata.

Billboardy nie mają charakteru komercyjnego, a reklamy zastępowane są na nich przez wskazówki i porady. Uruchamiają się wówczas, gdy temperatura spada poniżej 0 stopni Celsjusza.

W Sztokholmie funkcjonują obecnie 53 cyfrowe billboardy. Umiejscowiono je w dzielnicach najbardziej kojarzonych z bezdomnością, ale mogą z nich skorzystać też ludzie, którzy po prostu chcą wesprzeć projekt Clear Channel.

Na ekranie wyświetlają się informacje, gdzie zbierane są ubrania, koce czy pożywienie. Inicjatywa ma podnosić świadomość społeczną w zakresie bezdomności i działalności charytatywnej.

Liczba osób bezdomnych w Europie stale rośnie. Kampania ruszyła w grudniu i potrwa do końca stycznia. Jeśli okaże się pomocna, Clear Channel nie wyklucza uruchomienia podobnych billboardów w innych miastach szwedzkich.


Agencja Transportowa mówi nie Chrystusowi

Głęboko wierzący mężczyzna chciał, by na tablicy rejestracyjnej jego auta widniał napis: „Kristus”. Agencja Transportowa powiedziała mu: „nie”.

Szwedzka Agencja Transportowa odrzuciła wniosek mężczyzny, który chciał, by na tablicy rejestracyjnej jego samochodu widniał napis: „Kristus” (Chrystus). Inną opcją miało być słowo „Jesus”, ale na to również nie wyrażono zgody.

„Na tablicy rejestracyjnej nie powinny znajdować się wyrażenia, które mogą być uznane za obraźliwe. Słowa o konotacji religijnej, widziane w takim miejscu, z łatwością uraziłyby uczucia niektórych wiernych”, wyjaśnił Mikael Andersson – rzecznik prasowy Agencji Transportowej.

W ubiegłym roku pracownicy organizacji odrzucili w sumie 94 wnioski o zalegalizowanie tablic.

Bohater zamieszania nie rozumie decyzji Agencji, o czym poinformował gazetę „Göteborg Direkt”. Obiecał jednak, że nie będzie ponownie ubiegał się o zmianę rejestracji.

Szukasz kredytu w Szwecji, zobacz przygotowany przez nas pasaż finansowy.

„Jestem chrześcijaninem i wierzę, że nie powinniśmy wywoływać zbędnych wojen, zwłaszcza z lokalnymi władzami. Będę modlił się za tych ludzi”, zapowiedział uduchowiony Szwed.

Na szwedzkich tablicach rejestracyjnych zazwyczaj pojawiają się trzy litery oraz trzy cyfry. Istnieje też możliwość ułożenia własnej, indywidualnej rejestracji. Kombinacji tradycyjnych pozostało na tyle mało, że od 16 stycznia nastąpią zmiany formalne: rejestracja będzie zbiorem trzech liter, dwóch cyfr i kolejnej litery.

Sztokholm: osoby nie mówiące w języku szwedzkim mogą zostać dawcami krwi.

Począwszy od 16 stycznia osoby porozumiewające się w języku angielskim będą mogły oddawać swoją krew w punktach poborowych. Wcześniej ten przywilej obejmował jedynie osoby rozmawiające po szwedzku.

Krwiodawcy będą mogli korzystać z usług kliniki Blodcentralen, działającej na terenie Sztokholmu. Jak dotąd, swoją krew mogły przekazywać wyłącznie osoby władające szwedzkim słownictwem. Poziom znajomości językowej ocieniały pielęgniarki.

Dawca musi podpisać deklarację dotyczącą stanu zdrowia. Informacja wyjaśniająca dawcy, dlaczego musi znać język szwedzki, jest dostępna w wielu innych językach, ale sama deklaracja spisana została po szwedzku.

Materiał nareszcie postanowiono przetłumaczyć, a w Sztokholmie coraz więcej personelu szkoli się w języku angielskim (poznając żargon i wyrażenia medyczne). Ułatwia to komunikację z pacjentem anglojęzycznym.

„Potrzebujemy dawców. W stolicy mieszka wielu ludzi, którzy nie znają naszego języka – często są to osoby skore do pomocy. Chcemy wreszcie przyjąć je z otwartymi ramionami”, wyjaśnia dr. Maria Kvist, pracująca w Blodcentralen.

Dawcy z zagranicy będą mogli odwiedzać klinikę w każdą środę (w przychodni zlokalizowanej niedaleko Hötorget). W innych dniach mają do wyboru dwa punkty (Skanstull, Odenplan), ale wizytę muszą umówić z wyprzedzeniem. Wówczas przypisany zostanie im personel anglojęzyczny.

Na razie nie wiadomo, czy podobne zmiany obejmą szpitale i kliniki poza stolicą.

Dawcy muszą mieć przy sobie dokumenty osobiste, muszą być w wieku od 16 do 60 lat, ważyć co najmniej 50 kg. Nie mogą oddawać krwi, jeśli ich skóra była niedawno tatuowana. Pełną listę wymagań można znaleźć [tutaj].

Podróże międzynarodowe mogą dyskwalifikować niektórych kandydatów. W wielu przypadkach od dawcy, który podróżował poza Europą, wymaga się, by odczekał okres czterech tygodni zanim odda krew. Gdy natomiast dana osoba spędziła minimum pięć lat na terenie skażonym malarią, po powrocie do Szwecji nie będzie mogła zostać dawcą przez co najmniej trzy lata.

Dyplomatyczna wpadka: irański ambasador w Danii nie chciał uścisnąć ręki Pii Kjærsgaard.

Irański ambasador w Danii Morteza Moradian postanowił, że nie pojawi się na corocznym przyjęciu, organizowanym z okazji Nowego Roku przez Folketinget – a właściwie na jego inauguracji.

Moradian argumentuje swoją decyzję powodami osobistymi: nie chciał bowiem uścisnąć kobiecej dłoni.

Od lipca 2015 roku przewodniczącą duńskiego parlamentu jest Pia Kjærsgaard i to ona zorganizowała noworoczny bankiet.

W roku 2016 bohaterem podobnego skandalu był ambasador Himad Bayat. Mężczyzna – z pochodzenia Irańczyk – obwieścił, że nie weźmie udziału w spotkaniu, bo nie mógłby ścisnąć żeńskiej dłoni.

Choć wytłumaczono mu, że taki rodzaj powitania i tak nie wchodziłby w grę, Bayat nie skorzystał z zaproszenia.

Moradian przybył na noworoczny bankiet, lecz na miejscu zjawił się z dużym opóźnieniem. Ominęło go otwarcie imprezy – a co za tym idzie, okazja do przywitania innych zgromadzonych. Media sugerują, że ambasador celowo spóźnił się na przyjęcie, bo nie chciał podać dłoni Pii Kjærsgaard.

Co ciekawe, ambasador pochodzący z Arabii Saudyjskiej nie miał problemu z powitaniem kobiety. Postawa Morodiana jest dla Kjærsgaard niezrozumiała:

„Jako kobieta i przewodnicząca Folketingetu nie jestem w stanie zaakceptować takiego zachowania – nie w pałacu Christiansborg. To on jest gościem. Został tu zaproszony i powinien wykazać się odpowiednią kindersztubą. Takie są zasady.”

Zapytana, czy okrywa swoją głowę chustą, gdy jest na terenie Iranu, Kjærsgaard odpowiada:

„Owszem. Nawet, jeśli uważam, że nie jest to zbyt rozsądne.”

W przeszłości Kjærsgaard „zasłynęła” swoją wypowiedzią na temat imigrantów w Danii. Uznała, że muzułmanom, którzy nie chcą podać ręki kobiecie, nie należy przyznawać obywatelstwa duńskiego.

STOP

Wykryliśmy, że używasz AdBlock lub innego oprogramowania blokującego, które uniemożliwia pełne ładowanie strony.

Nie mamy uciążliwych banerów, Flasha, animacji, nieprzyjemnego dźwięku ani wyskakującej reklamy. Nie wdrażamy tych irytujących typów reklam!

Potrzebujemy pieniędzy na funkcjonowanie strony, a prawie wszystko pochodzi z naszych reklam.

Dodaj skandynawiainfo.pl do białej listy blokującej reklamy lub wyłącz oprogramowanie do adblokacji.

Close